wtorek, 6 maja 2014

Rozdział VI

 *Informacje:
 1.Jeżeli czytacie mojego bloga, to zaobserwujcie, będzie mi miło oraz łatwiej, bo na bloggerze wyskoczy wam, kiedy dodałam rozdział i nie będę musiała latać po wszystkich blogach, aby was poinformować. Mogłabym tak robić, ale chyba sami rozumiecie, że nie bardzo mam na to czas, chociaż i tak bym się postarała. Z góry dzięki :).
2. Zrobiłam nową stronkę "Pytaj, o co chcesz". Jeżeli czegoś nie wiecie lub jesteście po prostu bardzo ciekawi, wchodźcie w tą zakładkę i pytajcie w komentarzach danych bohaterów opowiadania. Oni wam odpowiedzą na każde pytanie, ale nie na każde sami znają odpowiedź ;). Mnie też możecie pytać. No więc, zachęcam do pytania ;D. 
3. W kolejnych rozdziałach mogę zacząć inaczej pisać. Jak to się mówi: z perspektyw bohaterów. Będę pisała różnie. Raz tak, a raz tak, więc nie zdziwcie się, jeżeli nagle pojawi się rozdział, napisany kompletnie inaczej ;)
A teraz MIŁEGO CZYTANIA ;*
PRZEJŚCIE


Emily popatrzyła po tych wszystkich ludziach stojących dookoła. Uśmiechali się do niej. Miała być jedną z nich? Oni byli idealni. Mieli doskonałe figury, umięśnione ciało i piękne twarze. Jednak w jakiś sposób wydawało się, że ukrywają jakiś sekret... A może to te ubrania? W każdym razie była pewna, że nie łatwo będzie jej w to uwierzyć. Gdy popatrzyła po przyjaciołach, mieli oni bardzo zdziwione miny. Dziewczyna uświadomiła sobie, że na jej twarzy na stówę tli się podobna. Spojrzała w oczy mężczyźnie, który ją uratował. Wydawał się miły, pewny siebie, lecz za razem twardy i bezinteresowny. Jego mina mówiła sama za siebie... Nie kłamał.
- Nazywam się Aron. - powiedział mężczyzna, spoglądając przy tym głównie na Emily - Coś czuję, że nie jesteś tutaj już bezpieczna... Ty chyba uważasz podobnie.
Aron podszedł do niej. Dziewczyna spuściła głowę, jakby nadal nie mogła wierzyć w to, co się tutaj działo... Jednak serce ciągle podpowiadało jej, że to prawda. Czuła, że zna to wszystko, zna tych ludzi, ale jej umysł miał jakąś blokadę, która nie pozwalała uwalniać jej ukrytych wspomnień. Popatrzyła na wszystkich wokół, przełknęła głośno ślinę i zwróciła się do mężczyzny z bardzo poważną miną:
- Jeżeli nie jestem bezpieczna tutaj... To, gdzie będę?
Aron uśmiechnął się do niej. 
- Wiedziałem, że o to zapytasz. Będziesz bezpieczna tylko i wyłącznie - uniósł swojego palca, po czym wskazał nim na centrum parku - w innym wymiarze... Do, którego dostaniesz się portalem. - dokończył krótko.
Po jego słowach w miejscu, które wskazywał, zafalowało powietrze. Po dwóch stronach pojawiły się wielkie, błękitne kolumny, a pomiędzy nimi unosił się płyn tego samego koloru, tworzący najprawdopodobniej przejście, które wynosiło mnie więcej pięć metrów szerokości. Wszyscy ludzie pomału ruszyli w stronę portalu. Emily widziała mijających ją. Zmarszczyła czoło, zrobiła uważną miną, skupiła się i przyjrzała osobom wchodzącym do przejścia. Znikali na miejscu. Nie mogła tego pojąć. Wyszeptała cicho:
- Niemożliwe.
Popatrzyła na Arona, a ten uśmiechnął się do niej. Pokręciła przecząco głową, po czym szybko ruszyła w stronę portalu. Obróciła się i zobaczyła, że przyjaciele idą za nią. Stanęła obok przejścia. Gdy jakaś osoba weszła do niego, spoglądała na drugą stronę... Nikt nią nie wychodził, po prostu jak wszedł, to już nie wracał. Poczuła, jak mężczyzna staje koło niej. 
- Na ten świat możesz wrócić zawsze tą samą drogą. - powiedział. 
Emily razem z przyjaciółmi stanęła mniej niż metr od błękitnego portalu. Aron wskazał dłonią w kierunku przejścia. Dziewczyna popatrzyła niepewnie na portal, po czym pomału włożyła do niego dłoń. Niczego nie czuła, a dłoni nie widziała. Gdy Thomas spróbował zrobić to, co ona, jego dłoń chwycił Aron i powiedział:
- Śmiertelnicy nie mogą przejść. Tylko Emily może iść z nami. 
Cara, Thomas i Josh gwałtownie zwrócili się w stronę Emily. Ta popatrzyła na nich z rozpaczą, ale po chwili spojrzała na mężczyznę. Podeszła do niego i powiedziała, wskazując na przyjaciół:
- Oni muszą iść z nami, inaczej się nie ruszam.
- Dziewczyno, czy ty wiesz ile kosztuje magia, która może ich przenieść cało przez portal? - odpowiedział Aron.
- Jeżeli wam wszystkim zależy na mnie... To te kilka minut zachodu nie zrobi wielkiej różnicy. 
Emily złożyła ręce na krzyż, uniosła brwi i spojrzała pytająco na mężczyznę. Ten przewrócił oczami, spojrzał gdzieś w dal, po czym powiedział do dziewczyny z uśmiechem:
- Nowa przygoda się szykuje. - pogrzebał w kieszeni skórzanej kurtki, z której wyjął trzy małe fiolki zielonego płynu. Uniósł je do góry pokazując wszystkim - Oby mnie matka za to nie pokarała.


Emily uśmiechnęła się do niego szczerze i podeszli do jej przyjaciół, którzy mieli bardzo niepewne miny, gdy dostali do ręki fiolki z płynem. Aron wziął głęboki wdech i zaczął mówić dość poważnym tonem:
- Wytłumaczę wam to najprościej jak się da. Po wypiciu tego eliksiru staniecie się jednymi z nas. - wskazał na Emily oraz na siebie - Zastanówcie się poważnie, czy tego chcecie. To oznacza walkę z potworami, walkę o życie, walkę o istnienie cywilizacji, walkę o innych. - wymieniał na palcach - Jednak wkraczając w nią już nigdy nie będziecie mogli się cofnąć. Zostawicie ten świat, dla naszego świata - wskazał znacząc dłonią w stronę miasta, a drugą w stronę portalu - To decyzja życia. Ostatnim razem zamieniano śmiertelników w Naznaczonych Krwią Anioła z kilka setek lat temu, ale nie pożałowaliśmy. Daję wam tą szansę, bo Emily jest w poważnym niebezpieczeństwie. Po całym świecie ścigają ją nasi wszyscy wrogowie, bo jest w stanie ich zniszczyć. Wasz świat po wypiciu zawartości tych fiolek, będzie wyglądał podobnie. Zastanówcie się dobrze. - wziął głęboki wdech, po czym zwrócił się do Emily, która popatrzyła na niego z niezrozumiałą miną... Bo tak było, nic z tego nie rozumiała - Posłuchaj mnie uważnie. - Aron chwycił ją za ramię - Twoja matka oddała życie, żeby móc cię chronić. Udało jej się to do pewnego momentu... Uruchomiłaś swoją moc, twoi wrogowie szukali cię tak długo, tylko dlatego, że Bill się przeprowadził, uciekł im. Ty nie masz wyboru... Jesteś kim jesteś, a to czyni cię niepowtarzalną. Na tobie ciąży los naszego istnienia, tylko ty możesz uratować nas wszystkich. Musisz stąd uciec, żeby później powrócić w pełni sił. Idziesz ze mną, prawda?
Emily patrzyła na mężczyznę z wystraszoną miną. Nigdy nikogo tak uważnie nie słuchała. Od niej miało zależeć życie wszystkich? Jej mama zginęła dla niej? A co będzie z jej tatą? Nie mogła poukładać sobie tego w głowie, zbyt wiele usłyszała, żeby móc to zrozumieć. Ale była jednego pewna. Żeby żyć, musiała iść z Aron'em. Pokiwała głową, pokazując, że zgadza się przejść przez portal, po czym spojrzała na przyjaciół, patrzących na nią wyczekująco oraz z dość wystraszonymi minami. Nie dziwiła im się. W końcu dostali od jakiegoś człowieka fiolkę z podejrzanym płynem, który miał zmienić ich całych całkowicie. Po wypiciu tego czegoś mieli porzucić rodzinę i całe doczesne życie tylko dla niej... Po chwili Emily uświadomiła sobie coś. Co stanie się z jej ojcem?
- A mój tato? - spytała, zwracając się do Aron'a - On musi iść ze mną, zabiją go, jeżeli tu zostanie!
- Nie przejmuj się. - odpowiedział mężczyzna, nawet nie spoglądając na nią - Już wypił ten magiczny napój i jest w naszym świecie, zabrał twoje oraz swoje rzeczy i cierpliwie czeka na to jak go potraktujesz - nachylił się, po czy szepnął do ucha dziewczynie - Obawia się, że go zabijesz. 
Emily uśmiechnęła się lekko, pomimo tej dziwnej sytuacji. Pomału zaczęło do niej docierać, że w kilka minut jej życie nabrało całkiem innego obiegu. Pochodziła z innego wymiaru, nie była do końca człowiekiem... Ale teraz czuła się z tym lepiej, zwłaszcza że nie była już sama. Było setki osób takich jak ona. Usłyszała głos Josh'a i spojrzała gwałtownie w stronę przyjaciół. Chłopak mówił:
- A więc ten dziwaczny i obleśny płyn - wskazał na swoją fiolkę. Mówiąc to spoglądał na Carę oraz Thomas'a - ma nas zamienić z takich jak ty Aron'ie. Mamy bronić Emily i ratować świat, codziennie ryzykując życie.
Wydął wargę, jakby się zastanawiał, unosząc przy tym brwi. Popatrzył na pozostałą dwójkę, która stała koło niego. Wymienili oni znaczne spojrzenia, po czym wszyscy otworzyli fiolki, wyrzucając nakrętki i spoglądając na Emily oraz Arona, powiedzieli jednocześnie:
- Do dna!
Wypili zawartość fiolki, a następnie zrobili wykrzywione miny. Najwyraźniej płyn nie był za smaczny. Ich dłonie zaczęły lśnić, a na nadgarstku pojawiła się każdemu mała blizna, która przekształciła się umiarkowanie w tatuaż w kształcie gwiazdy. Emily ściągnęła brwi, próbując coś sobie przypomnieć, po czym nagle uświadomiła sobie, że ma taki sam tatuaż. Podwinęła rękaw i pokazała go przyjaciołom. Wszyscy patrzyli na siebie ze zdziwieniem, aż w końcu Aron pokazał również, że ma taki sam znak. Wszystkich zamurowało. Zrozumieli, że teraz wkroczyli w całkiem inny etap życia... Niesamowity oraz niemożliwy dla śmiertelników. Ale oni już nie byli zwykłymi ludźmi. Nie mieli pojęcia, czy to dobrze, czy źle, ale czuli się z tym dobrze. Cała czwórka uściskała się, mężczyzna podszedł do Cary, Thomas'a i Josh'a, po czym powiedział:

- Moja krew dzieciaki! Pokażcie, że nie zmarnowałem na byle jakich śmiertelnikach mój eliksir.
 Emily podeszła do nich. Czwórka przyjaciół popatrzyła po sobie, uśmiechają się do siebie. Po chwili wszyscy wzięli głębokie wdechy, i pewnie weszli przez błękitne przejście do innego świata, a portal zamknął się za nimi. Tak zaczął się nowy rozdział w ich życiu... Życiu półaniołów.
 _______________________________________________________

Mam nadzieję, że się spodobało i, że to co piszę ma jakiś sens oraz wciąga. Piszcie wrażenie w komentarzach ^^. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje za to, że czytacie mojego bloga ;3. Jeszcze raz zapraszam was w zakładkę "Pytaj, o co chcesz :)". Wierzcie mi, to jest bardzo fajne :P. Liczę na was :* Pytajcie bohaterów :D

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział V

SERCE BIJE, PAMIĘTAJ.
 Do szkoły wbiegli lekarze. Nadal było słychać sygnał karetki, która stała na dworze. Pani Margaret patrzyła przerażonym wzrokiem na Thomas'a, Carę, Josh'a i Emily. Dziewczyna nie dziwiła jej się, w końcu jej przyjaciel leżał pół żywy na ziemi, z jej cholernej winy. Dlaczego wszystko musiało się tak beznadziejnie skomplikować? Czuła się tak potwornie jak nigdy. Traciła Thomas'a... Przez nią, przez to, że jacyś głupi ludzie, chcą ją zabić lub cokolwiek zrobić... Ale teraz najważniejszy był chłopak. Lekarze uklękli koło przyjaciela Emily i zaczęli go badać. Po chwili jeden powiedział:
- Chłopak jest w dość ciężkim stanie. Musimy zabrać go do szpitala.
W tym samym momencie do szkoły wbiegli inni lekarze z noszą, na którą położyli Thomas'a. Emily poczuła, mimo że stała obok, jak wszystkie mięśnie na ciele Josh'a napinają się ze strachu. Nienawidzili się z kuzynem, ale myśl, że teraz mógł go stracić z pewnością była nieznośna, bo jednak byli ze sobą kiedyś bardzo blisko. Usłyszeli lekarza:
- Jeżeli jest tu jakaś jego rodzina, może jechać z nami.
Josh od razu wyszedł na środek, pokazując, że jest członkiem rodziny. Odwrócił się i popatrzył na Carę oraz Emily. Po chwili pokazał na nie palcem i zwrócił się do lekarzy:
- One też muszą jechać.
Mężczyzna pokiwał przecząco głową. Mogła jechać jedynie rodzina. Emily bardzo się zdenerwowała. Czy oni nie wiedzieli, jaki Thomas jest dla niej ważny? Chwyciła za dłoń koleżankę i pociągnęła, pokazując przy tym, żeby poszła za nią. Stanęła koło chłopaka, z miną, której każdy by się wystraszył i zwróciła się do lekarza:
- Bardzo pana proszę, muszę być z Thomas'em, a zwłaszcza teraz.
- Nie bardzo mnie to obchodzi, zasady to zasady. - odpowiedział mężczyzna.
W dziewczyna się zagotowało. Jakie zasady? Czy ich obchodzą inni? Miała wielką ochotę przyłożyć temu głupiemu mężczyźnie tak, żeby jego mózg obrócił się o 360 stopni i wrócił na odpowiednie miejsce. W tej chwili pomyślała, że po raz pierwszy jej moc może się przydać. Przestała się kontrolować, zacisnęła pięści, po czym całą swoją złość przelała na słowa.
- Chcę jechać z przyjacielem. - powiedziała tak ostro, a jednocześnie namiętnie, jak nigdy, dorzucając do tego magię - Już.
Lekarz patrzył na jej oczy, jak zahipnotyzowany. Uśmiechnął się głupio, pokiwał głową i pokazał, żeby poszli za nim. Cara, Josh i Emily przeszli przez tłum uczniów, którzy patrzyli na nich dziwnie, po czym szybko weszli do karetki. Siedzieli koło noszy z Thomas'em. Dziewczynie było potwornie ciężko patrzeć na tego chłopaka, całego bladego, bez tego anielskiego uśmiechu na twarzy oraz promiennych oczu. Do tego miał wiele głębokich ran, niektórych za pewne do szycia. Chciało jej się płakać. Przetarła prędko łzę, która spłynęła po jej policzku. Josh to jedna zauważył, przysunął się do niej, po czym powiedział:
- Będzie dobrze. Wiem to. 
Emily pokiwała głową, ale bardzo trudno było jej w to uwierzyć. Oparła się o pierś chłopaka, a ten objął ją ramieniem. Dziewczyna przez ani jedną minutę drogi, nie spuszczała wzroku z rannego kolegi, który był tutaj tylko przez nią. Miała nadzieję, że teraz wrogowie nie widzą jej z Josh'em i Carą. Jeżeli im ma się do tego stać coś tak strasznego, to tego nie przeżyje... A jej tato? Czy mu też coś zrobią? Nie chciała nawet zastanawiać się nad tym. Nie chciała, żeby jej życie było jedną, wielką ucieczką...Chciała się wreszcie postawić, a nie unikać kłopotów. A chęć zemsty była teraz bardzo u niej pożądana, po tym co zrobili jej przyjacielowi.
Po około piętnastu minutach dojechali do szpitala. Cara, Josh i Emily szybko wyszli z karetki, a lekarze zabrali Thomas'a. Przyjaciele cały czas szli za nimi. Znaleźli się mniej więcej na drugim piętrze tego budynku. Chłopaka zabrali do jakiejś sali, do której nie mogli wejść. Dziewczyny usiadły na krzesłach, stojących na korytarzu, za to Josh chodził w tą i weftą, jakby nie mógł usiedzieć na tyłku. Był wyraźnie zdenerwowany oraz zestresowany. Jego dłonie lekko się trzęsły. Gdy chłopak stał przy oknie i patrzył, gdzieś w dal, ona przyglądała mu się uważnie. Zdawał się być teraz taki zagubiony, bezradny... Czuła wielki smutek oraz współczucie. Ten chłopak na pozór tak twardy, krył w sobie przez ten cały czas zwyczajnego nastolatka, którego przepełniał strach, stres i wiele innych rzeczy, tak jak każdego w jego wieku. Nagle z sali, do której został zabrany Thomas wyszły trzy pielęgniarki, ubrane w niebieskie stroje. Josh gwałtownie zwrócił się w ich stronę, a dziewczyny wstały natychmiastowo z krzeseł. Wszyscy mieli wyraźnie napięte mięśnie oraz wyczekujące miny pełne strachu. Jedna kobieta podeszła do nich, westchnęła lekko, po czym powiedziała:
- Wasz przyjaciel został poważnie pobity, ale jest jak na razie w stanie stabilnym.
- Jak NA RAZIE? - spytał Josh, poważnie naciskając oraz zwracając uwagę na słowa "na razie". Jego mina była wyraźnie zdezorientowana.
Kobieta westchnęła, spuściła głowę i przeszła pomiędzy nimi, zostawiając ich. Oni popatrzyli za nią, jak za osobą, z którą nie da się dogadać, po czym podbiegli do drzwi od sali Thomas'a. Zobaczyli przez przezroczystą szybkę, jak chłopak leży na łóżku szpitalnym, a wokół niego kręciła się jedna z pielęgniarek o oliwkowej cerze oraz ciemnych kręconych włosach, która podłączała różne kable. Koło łóżka stała kroplówka, z której regularnie kapały przezroczyste kropelki. Obok znajdowało się prostokątne urządzenie, pokazujące pracę serca Thomas'a. Sam chłopak nadal był potwornie blady, ale teraz rany na jego twarzy były pozaklejane plastrami, a całe ramię owinięte śnieżnobiałym bandażem. Gdzie nie gdzie widniały siniaki. Emily przetarła dłonią policzek, po którym spływała jej łza. Josh wziął głęboki wdech, a Cara zakryła usta dłonią.  Po około godzinie siedzenia w szpitalu, postanowili, że wrócą do domów. Thomas był w chwilowej śpiączce, po lekkim wstrząsie mózgu, którego doznał, gdy uderzył o kąt szafki. Wszyscy zostawili w recepcji swoje numery telefonów, żeby być informowani na okrągło, po czym ospale opuścili ten budynek. Wracali do domu pieszo, ale bardzo mało się odzywali. Było im głupio, a zwłaszcza Emily. Najgorsza w tym wszystkim była ta głupia świadomość, że to jej beznadziejna wina. Miała nie mieć przyjaciół przez zbrodniarzy, którzy jej szukali? Czego właściwie od niej chcieli? A jeżeli to oni zabili jej mamę, a teraz chcą się wziąć za nią?.. Ta teoria nie wydawała się taka bezsensowna.
- Oni chcą ciebie, dlatego to zrobili, prawda? - spytał, przerywając gwałtownie ciszę Josh.
Emily popatrzyła niepewnie na niego, później na Carę i znów na chłopaka. Miała im powiedzieć prawdę? Nie mogła. Znali się za krótko, nie wiedzieli o sobie praktycznie nic. Spuściła głowę, a jej mina posmutniała.
- Wiem, że tak. - Josh chwycił jej dłoń, ona gwałtownie spojrzała na niego, ale nie wyrwała swojej ręki z uścisku - Nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Nie. - powiedziała ostro dziewczyna - Żadne z was ich nie załatwi.
- To zgłośmy to na policję. - wtrąciła Cara.
- Nie ma mowy. - odpowiedziała zirytowana Emily. Dobrze wiedziała, że to wiązało się z kolejnymi śmiertelnymi pobiciami, a nawet zabójstwami.
- Dlaczego? - spytała dziewczyna ponownie.
- Bo nie wiecie kim oni są. - powiedziała Emily. - Ja też nie wiem, ale mam podejrzenia. Wiem, że jeżeli zaczniecie się porządnie w to udzielać, to skończycie jak Thomas, a ja tego nie chcę. Kiedyś wam wyjaśnię, ale proszę nie teraz, nie w tym momencie, muszę sobie wszystko poukładać, bo się załamię. I do tego nie wiecie nawet kim ja jestem...
Josh puścił dłoń dziewczyny i razem z Carą pokiwali zgodnie głową. To, co stało się z Thomas'em, było potworne, więc nie chcieli jeszcze bardziej się gnębić pytaniami.
 Na swojej dzielnicy pożegnali się i udali do swoich domów. Gdy Emily sama wracała, czuła się obserwowana. Bała się, że zaraz straci życie. Nie mogła znieść tej myśli. Była potwornie zmieszana. Z jednej strony chciała się zemścić na tych ludziach, za wszystkie krzywdy swoje oraz innych, za to, że tyle ludzi przez nich zginęło, a w tym Alicja, ale jednocześnie nie wiedziała jak się postawić, żeby przeżyć, co było bardzo nikłe. W tej chwili modliła się też o to, żeby Bill'owi się nic nie stało. Zastanawiała się również, czy powiedzieć mu, co się wydarzyło. Pewnie i tak będzie musiała wyjaśnić, bo w domu od razu zaleje się łzami. Zobaczyła auto ojca pod domem, odetchnęła z ulgą, po czym pognała do drzwi Villi Amor. W środku słyszała radosny śpiew ojca. Zdjęła buty i po chichu chciała pójść do pokoju, wypłakać się, ale zatrzymał ją Bill:
- Cześć skarbie. Jak tam w szkole?
Do oczu Emily gwałtownie napłynęły łzy. Miała rację. Nie wytrzymała nawet rozmowy bez płaczu. Odwróciła się, a po jej policzkach już leciały kropelki wody.
- Nijak. - odpowiedziała smutno.
Ojciec patrzył na nią pytająco oraz z współczuciem. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję, po czym zaczęła płakać. Jej łzy umoczyły Bill'owi całą koszulkę, ale w tej chwili liczyło się głównie, że Emily miała z jego strony wsparcie. Gdy się uspokoiła, opowiedziała mu, co się wydarzyło. Ojciec posmutniał oraz spoważniał jeszcze bardziej, po tym jak usłyszał o tych zbrodniarzach.
- Ale się nie wyprowadzimy. - dodała szybko dziewczyna.
- Nie wiem. - odpowiedziała tato.
Do oczu Emily znowu napłynęły łzy, na myśl o tym, że ma to wszystko zostawić. Wstała z kanapy, popatrzyła ostro oraz z rozpaczą na ojca i powiedziała:
- Chcesz uciekać?! Tak się nie da! Oni i tak nas znajdą, powinieneś się im postawić, a nie uciekać oraz unikać na każdym kroku! Dobrze wiesz, że od przeznaczenia nie uciekniesz! Jeżeli ty się nie postawisz, to raczej oczywiste, że ja zrobię to prędzej czy później! I dowiem się kim jestem, odnajdę odpowiedzi na pytania bez twojej nikłej pomocy!
Dziewczyna tym razem płacząca z wielkiego zdenerwowania, pobiegła prędko do swojego pokoju, nie słuchając tego, co mówił za nią ojciec. Mocno trzasnęła drzwiami i rzuciła się na łóżko.

Słyszała, jak coś się tłucze. Wtopiła twarz w poduszkę, po czym pozwoliła sobie przelać na nią wszystkie uczucia. Płakała przez dobre pół godziny bez przerwy, gdy nagle poczuła coś twardego, leżącego na poduszce. Podniosła lekko głowę do góry. Przetarła oczy. Cały tusz rozpłynął jej się wokół oczu. Popatrzyła niepewnie na poduszkę, ciągle płacząc. Leżało na niej oraz wokół kilkanaście małych, niebieskich kryształków. Skąd one się tutaj wzięły? Emily zobaczyła jak spadają koło niej kolejne, drogocenne kamyczki. Popatrzyła na sufit, ale nic nie wskazywało, żeby spadały one stamtąd. Ściągnęła brwi, zastanawiając się. Gdy zrozumiała, że jej moce znowu mogły się wymknąć spod kontroli, podbiegła do lusterka i spojrzała w nie. Łzy, które spływały po jej policzkach, zamieniały się stopniowo w małe kryształki i spadały na ziemię w stałej postaci. Dziewczyna wzięła kilka wdechów oraz zamknęła oczy, starając się uspokoić nerwy. Tak, to było dla niej niewyobrażalnie trudne zadanie... Bo jak można się opanować, gdy przyjaciel leży w szpitalu i walczy o życie, nie liczą do tego, że przez ciebie? Jednak udało jej się przestać płakać. Odwróciła się, po czym uderzyła z całej siły w biurko, żeby się wyładować, a najlepsze było to, że mebel prawie się połamał, a stopa Emily nawet nie zabolała. Dziewczyna oddychała głośno. Spojrzała na zdjęcie Alicji, które stało w ramce na biurku. Kobieta uśmiechała się. Zawsze była radosna. Nawet kiedy wszyscy inni mieli ją gdzieś, ona nigdy nie traciła nadziei. Teraz z pewnością przydała by się na tym świecie, przepełnionym potworami, a nie ludźmi. Emily nigdy nie brakowało jej przy sobie tak bardzo, jak teraz. Mimo, że strasznie chciała się popłakać, postanowiła się szczerze uśmiechnąć do zdjęcia.

 Poczuła wtedy, jakby Alicja ją widziała i cieszyła się razem z nią. Nagle zaczęła się śmiać. Miała wrażenie, że mama stoi z boku, patrzy na nią, śmieje się z nią. Podbiegła do lusterka, cicho chichocząc. Przyjrzała się sobie uważnie. W jakimś stopniu przypominała Alicje. Wyobraziła sobie, że teraz matka stoi koło niej, przeżywając z nią, to co się wydarzyło. I wtedy właśnie Emily zrozumiała, że nie ważne kim była, kim będzie, jaka jest... Najważniejsze było to jaki wybrała sobie cel. Wybrała, że stawi czoło wrogom, temu co ją czeka, temu kim na prawdę jest i poradzi sobie z tym wszystkim. Zrobi to dla siebie, mamy, taty, przyjaciół, a przede wszystkim Thomas'a. Co z tego, że posiadała nadprzyrodzone moce? Mogła uczynić z tego atut. Skupiła się mocno, pstryknęła palcem i kilka sekund później w jej dłoni zmaterializował się pamiętnik oraz długopis. Dziewczyna popatrzyła na te rzeczy z uśmiechem i powiedziała cicho:
- Moje atuty.
Usiadła na ziemi, oparła się o parapet i zaczęła pisać w pamiętniku.

Życie? Życie to jeden wielki absurd. Ludzie to potwory, a świat schodzi na psy. Zrozumiałam to dzisiaj, po tym jak Thomas ledwo przeżył spotkanie z ludźmi, którzy mnie szukają. Czy załamałam się po tym? Zdecydowanie. Ale dotarło do mnie też to, że jestem niepowtarzalna, że poprzez moje moce, mogę stawić czoło tym potwornym wrogom. Mojej mamy nie ma to fakt, ale ja wiem, że mnie widzi i, że mi doradza. Wierzę w to i dzięki temu to staje się w jakiś sposób realne. Do tego zrozumiałam, że znalazłam prawdziwych przyjaciół. Josh, Cara i Thomas. Oni mnie nie zawiodą, jestem tego pewna. Może to właśnie z nimi będę mogła dzielić moją tajemnicę, tak jak robiłam z Alicją. Dowiem się kim jestem bez pomocy taty. Nie pozwolę mu na przeprowadzkę, teraz idealnie zrozumiałam, że tutaj jest moje miejsce i jego strach tego nie zmieni. Pomogę mu to zrozumieć. Stawię czoła światu oraz odmienię go tak jak i ludzi ... Dokończę to, co zaczęła mama.

*

Dziewczyna nie chodziła do szkoły już od tygodnia. Musiała ochłonąć po tym wszystkim. Gdy poszła na lekcje jeden dzień po wypadku Thomas'a, ludzie patrzyli na nią dziwniej niż zazwyczaj. Uzgodniła z Bill'em, że nadrobi wszystko później. No i w końcu nadszedł kolejny przeklęty poniedziałek.
Emily obudził wcześnie rano telefon. Wyciągnęła się łóżku. Nie chciało jej się kompletnie nic. Poszła spać bardzo późno. Nie umyła się, nie przebrała, nie odrobiła lekcji, nie zmyła makijażu, nawet nie zamierzała iść do szkoły, po tym wszystkim, mimo że minęło już sześć dni. Przez wielkie okno wlatywały promienie porannego słońca, a ptaki przyjemnie świergotały. Poszukała telefonu ręką, nawet nie otwierając oczu. Nie zdążyła go odebrać. - Jak kocha, to poczeka - pomyślała dziewczyna, której nie chciało się oddzwaniać. Pomyślała o tym, że Bill będzie jej kazał iść do szkoły. Jak miała to zrobić w takim stanie? Poczuła wibracje w dłoni, uchyliła oczy i zobaczyła, że dostała sms'a od przyjaciółki Cary. Otworzyła go i ujrzała zdjęcie Cary z Josh'em, a obok pisało: "Co ty na małe wagary? Czekamy pod domem :-)." Emily uśmiechnęła się do ekranu i szybko podniosła się z łóżka. Aby umyć się, uczesać, ubrać oraz pomalować wystarczyło jej kilka minut, bo przecież nie była typową top nastolatką, która godzinami przesiadywała w łazience. Dla zmylenia taty wrzuciła książki szkolne do szafy na ubrania, a torbę zabrała ze sobą. Chwyciła telefon, po czym cicho ruszyła na dół. Jej tato jeszcze spał, bo było kilka minut po szóstej. Podłoga lekko skrzypiała, ale Bill się nie obudził. Dziewczyna schowała śniadanie do torby, po czym napisała na kartce do taty: " WYSZŁAM WCZEŚNIEJ, NIE MARTW SIĘ TATUSIU", położyła to na blacie w kuchni i prędko wyszła z domu, zamykając cicho drzwi. Gdy tylko się odwróciła zobaczyła przyjaciół, którzy stali przed furtką od jej działki, cierpliwie na nią czekając. Josh miał na sobie skórzaną, czarną kurtkę, biały podkoszulek oraz obcisłe, szare jeansy. Wszystko idealnie układało się na jego umięśnionym ciele. Cara miała zwykłą, granatową, dresową bluzę, dwukolorową koszulkę z jakimiś obrazkami i śliczne, jasno-niebieskie jeasny, do tego miętowe trampki za kostkę. Jej idealnie ułożone włosy, lekko rozwiewał delikatny wietrzyk. Oboje wyglądali tak doskonale. A Emily? Przyzwyczaiła się już, że nie jest idealna. Gdy ją zobaczyli, uśmiechnęli się i pomachali do niej. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, po czym prędko ruszyła w ich stronę. Przeszła przez furtkę i uścisnęła każdego, po czym ruszyli na przystanek. 
Gdy siedzieli w autobusie, który jechał do centrum Los Angeles, dziewczyna zapytała, unosząc przy tym figlarnie brwi:
- To gdzie jedziemy?
- Odstresować się. - odpowiedział z uwodzicielskim uśmieszkiem Josh. 
- A tak dokładniej, to do wesołego miasteczka. - powiedziała Cara, patrząc iskrzącymi oczami to na Emily, to na Josh'a - Później odwiedzimy Thomas'a. 
Na to imię, zaległa nienaturalna cisza. Po chwili jednak rozmawiali dalej, aż wreszcie dojechali. Gdy wysiedli na przystanku, wokół kłębiło się od ludzi. Jak można było tutaj mieszkać? Przepchnęli się, przeszli przez kilka ulic i wreszcie dotarli do bramy, za którą umieszczone było wesołe miasteczko. Było tam pełno ogromnych kolejek górskich, zjeżdżalni, dmuchanych zamków, karuzel i wielu innych zbzikowanych rzeczy, które u największego twardziela mogły wywołać wymioty. Na ogromnym szyldzie, oświetlonym migocącymi żarówkami widniał napis: "NAJLEPSZA ZABAWA U JEREMIASZA"
Przyjaciele podeszli do kasy i kupili u pulchnej sprzedawczyni, która opychała się pączkami trzy bilety. Byli mniej więcej wszędzie, kupili mnóstwo fast food'ów głównie watę cukrową, tosty oraz hod-dogi. No i na nieszczęście Emily, przyjaciele zaciągnęli ją na największą i najdłuższa z kolejek górskich. Gdy wsiadała do niej, była pewna, że to jest jej jedyny raz w życiu na tym fotelu, w tej maszynie. Nagle kolejka ruszyła. Jechała ponad 200km/h poprzez różne zakręty oraz figury ułożone z torów. Wszyscy krzyczeli jak opętani. Gdy maszyna się zatrzymała, dziewczyna poczuła, jak cofają się te wszystkie tosty, które zjadła. Wysiadając chwiała się jak pijana, ale nie tylko ona. Pełno ludzi się tak czuło, a w tym Cara. Tylko Josh wysiadł, śmiejąc się i rozmawiając o czymś z jakimś nowym kolegą, który chwilę później sobie poszedł. Postanowili, że po tych czterech godzinach rozrywki, posiedzą teraz spokojnie w szpitalu. Zdążyli na autobus i pojechali do Thomas'a. W budynku musieli się zameldować i dopiero mogli łaskawie poczekać, aż wpuszczą ich do sali chłopaka. Ten nadal był nieprzytomny. Gdy wreszcie zostali wpuszczeni, Emily na jego widok zakręciła się łza w oku, ale obiecała sobie, że będzie twarda. Wczoraj wypłakała morze łez, teraz nadszedł czas na opanowanie. Usiadła na krześle obok, chwyciła dłoń poszkodowanego przyjaciela i przyjrzała się jego twarzy. W tej ciszy słyszała nawet, jak kapie kroplówka.
Nagle wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Wszystkie światła oraz cały sprzęt zgasły. Słychać było wrzaski ludzi oraz uspokajające ich pielęgniarki. Jakiś lekarz pobiegł dalej, krzycząc, że idzie sprawdzić korki. Emily siedziała w ciszy. Potwornie się bała. Poczuła jak na jej ramieniu ktoś kładzie dłoń. 
- To ty Josh? - spytała niepewnie szeptem.
Jednak nikt nie odpowiedział. Odwróciła się, ale nikogo za nią nie było. Co tu się dzieje? Nagle usłyszała zduszony krzyk Cary:
- Emily uciekaj!
Dziewczyna szybko wstała z krzesła, ale coś gwałtownie powaliło ją na ziemię. Nie mogła nic zrobić, była usztywniona. Przełknęła głośno ślinę. - To oni - pomyślała z przerażeniem. Słyszała cichy szept mężczyzny, który mówił do niej:
- Twój przyjaciel nie przeżyje tego, wierz mi.
A najdziwniejsze było to, że czuła oddech mężczyzny, ale go samego nie widziała. Nagle wszystkie światła się włączyły, a ona mogła znów się poruszać. Szybko wstała, ale nikogo już nie było w pomieszczeniu. Jej dłonie trzęsły się jak galareta. Ledwo powstrzymywała szczękanie zębów ze strachu. Usłyszała szczęśliwy krzyk lekarza: " To tylko korki wysiadły!". Emily rozejrzała się po pomieszczeniu niepewnie. Zdusiła krzyk, gdy zobaczyła związanego liną Josh'a, który miał zaklejone usta i Carę, leżącą nieprzytomnie na ziemi. Koło jej twarzy leżała wata, najwyraźniej nasączona eneterem, który spowodował, że zasnęła. Zobaczyła, że wszystkie kabelki, do których był podłączony Thomas, są przecięte i działała tylko maszyna, która pokazywała pracę jego serca. Nagle maszyna zaczęła piszczeć i pojawiła się na nim tylko kreska, która oznaczała, że serce chłopaka nie bije. Emily momentalnie pobladła. Josh wydał zduszony dźwięk przerażenia. Dziewczyna podbiegła do poszkodowanego i zaczęła krzyczeć po pomoc, ale nikt nie przyszedł. Nie miała pojęcia, co robić... A może jednak wiedziała? Mogła użyć mocy. Ale wtedy pozostali by to widzieli. Jednak to byli jej przyjaciele, a jeżeli prawdziwi, to na pewno nie zmienią stosunku do niej, a życie Thomas'a było najważniejsze. Co tam ona. I tak miała dużo problemów. Dotknęła lewej piersi chłopaka, zamknęła oczy i mocno się skupiła. Z jej dłoni wydobyło się jasne światło. Cara gwałtownie się obudziła i razem z Josh'em patrzyli na to ze zdziwieniem. Po chwili Thomas gwałtownie się przebudził, a maszyna pokazująca pracę serca wybuchła. Jednak Emily nadal kontynuowała uzdrawianie. Chłopak patrzył na nią dziwnie, ale jednocześnie uśmiechał się, jakby spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Wszystkie rany oraz siniaki zniknęła, a bandaże oraz plastry rozpłynęły się w powietrzu. Nagle dziewczyna skończyła, otworzyła gwałtownie oczy i zrozumiała, że się zmęczyła. Kręciło jej się w głowie. Rozejrzała się dookoła. Cara, Josh oraz Thomas uśmiechali się do niej. Nie wiedziała, co ma teraz powiedzieć. Zaczęła się jąkać, ale nie mogła powiedzieć nawet słowa. Jednak miała wrażenie, że nie musi, że oni wszystko rozumieli. Cara podeszła do niej i przytuliła mocno. Teraz dopiero było słychać krzyki ludzi. Przyjaciele ruszyli do drzwi, tym razem już z Thomas'em. Nagle Emily usłyszała groźni głos, który mówił: " Zabiję " i tak na okrągło. Wystraszyła się, lecz nie chciała tego pokazać. Wyszli przez drzwi i pobiegli korytarzem, aby szybko się stąd zmyć. Niestety nie było im to pisane. Gdy głos przestał odzywać się w głowie dziewczyny, Emily bardzo to zaniepokoiło. Zmierzali szybkim krokiem ku głównym drzwiom wyjściowym. Nagle przed nimi pojawił się mężczyzna w czarnym płaszczu. Josh chciał go wyminąć, ale po chwili Emily zrozumiała, że to pułapka i krzyknęła:
- To oni! Wiejemy!
Mężczyzna w kapturze wyjął nóż zza płaszcza i wydał z siebie głośny krzyk wściekłości. Cała czwórka prędko popędziła prawym korytarzem, ku drzwiom ewakuacyjnym. Josh je otworzył i wybiegł ostatni. Przeciskali się pomiędzy tłumem ludzi na ulicy, starając się nie paść na zawał ze strachu, a na niebie zebrały się chmury, z których zaczął padać deszcz. Mieszkańców Los Angeles zaczęło ubywać, a oni znaleźli się w parku, na którym nie było nikogo... Bardzo dziwne, a zwłaszcza w tak wielkim mieście, które liczyło prawie cztery miliony mieszkańców. Przyjaciele rozglądali się dookoła niepewnie. Nagle Emily przeszył potworny ból głowy. Złapała się za nią oraz uklękła na ziemi, aby nie zemdleć. Słyszała jak przyjaciele do niej mówią, ale nie była w stanie odpowiedzieć. Usłyszała niespodziewanie głośny krzyk: "Na nich!", po czym otworzyła gwałtownie oczy. Cara głośno pisnęła. Emily ledwo wstała. Jej nogi były jak galareta. Kompletnie się tego nie spodziewała. Przed nią stała wielka postać w czarnym, mglistym płaszczu, z założonym kapturem, który nie pozwalał dojrzeć twarzy groźnego człowieka, jeżeli można było "to coś" tak ludzko nazwać, a wokół znajdowali się trzej inni, którzy trzymali na uwięzi jej przyjaciół, podkładając im sztylety do szyi, aby się nie buntowali. Po policzku Cary spłynęła łza. Miała uchylone usta, ale zdawała się być opanowana, jak nikt w tej chwili. Josh zaczął się szarpać, gdy człowiek zrobił krok w kierunku Emily, ale jego wróg mocniej przycisnął sztylet, co całkowicie go sparaliżowało. Chłopaków oburzyło również to, jak wróg lekceważąco traktował Carę. Szeptał do niej słodkie słówka, kilka razy pocałował w policzek, a raz nawet klepnął w tyłek. Thomas krzyknął:
- Odwal się od niej!
Osoba, która trzymała go na uwięzi, przyłożyła mu pięścią w twarz. Emily głośno przełknęła ślinę. Nie miała pojęcia, co zrobić. A jeżeli tak właśnie miał wyglądać jej koniec? Nie chciała tak skończyć, nie tak żałośnie. Ale nie miała większego wyboru, nawet nie mogła uciec, bo wyszłaby na nielojalnego tchórza. Skazała przyjaciół na śmierć. Powiedziała cicho: "Przepraszam", spoglądając po trójce bliskich jej osób. Postać stojąca przed nią, wyjęła spod płaszcza ostry sztylet, celując nim w nią. Ona spuściła głowę, w oczekiwaniu na bolesną śmierć, ale usłyszała tylko głośny krzyk wroga. Natychmiastowo podniosła głowę. Wszystkie postacie zniknęły, a na ziemi leżały jedynie ich czarne płaszcze. Przed nią stał młody mężczyzna, ubrany w skórzane spodnie oraz kurtkę i białą koszulkę. Ubrania układały się na nim idealnie. Wyglądał wyzywająco. W dłoni miał duży, świecący miecz, który jaśniał niebieską poświatą. Thomas zmierzał w ich stronę, a Josh pomagał wstać Carze. Umięśniony mężczyzna odwrócił się do Emily, pokazując twarz z lekkim zarostem. Na prawym policzku widniała duża blizna. Podszedł do niej. Za to ona nie miała pojęcia, czy uciekać, czy stać w miejscu. Chłopak wyciągnął do niej dłoń, a ona mu ją uścisnęła w geście powitania. Wokół niej zebrali się przyjaciele. Mężczyzna przyjrzał się im z poważną miną, po czym skupił wzrok na niej, uśmiechnął się, unosząc przy tym brwi i powiedział niskim głosem:
- Witaj wśród swoich. - rozłożył ramiona na całą szerokość, jakby chciał ją przytulić, a zza rogów różnych wieżowców zaczęli wychodzić ludzie, podobnie ubrani jak on, w najróżniejszym wieku. Mniej więcej w przedziale od 5-u do 80-u lat. Mieli piękne, delikatne rysy twarzy oraz idealnie wyrzeźbione figury. Każdy miał ze sobą chociaż mały nóż. Zebrali się dookoła mężczyzny, otaczając przyjaciół, a on dokończył - Witaj wśród Naznaczonych Krwią Anioła. Witaj wśród Bractwa Śnieżnych Wilków.
 ______________________________________________________

Osobiście mi ten rozdział się podoba. Jest nawet długi, no i treść w ten jakiś sposób mi się spodobała. Ale to tylko moje zdanie, a wasze też się liczy ^^. Liczę na komentarze i na to, że się spodoba ;* Dziękuję wszystkim, którzy to czytają ;) Jesteście świetni!

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział czwarty - IV

RODZINNE PROBLEMY NIE SĄ DLA MNIE

Emily popatrzyła to na jednego, to na drugiego z wielkim zdziwieniem.
-  Kuz... Kuzyni? - spytała lekko się przy tym jąkając.
- Jak widzisz. - odpowiedział Josh - Ale kuzyni żyjący w niezgodzie. Nie chce mi się tego opowiadać, niech pan "czarujący" ci wyjaśni.
Chłopak mówił to z taka pogardą, że aż dziewczynę to zirytowało. Żeby tak bardzo nienawidzić rodziny? Czy to nie jest przesada? A może... Ona nie znała ich historii,  a jeżeli wydarzyło się coś, co podzieliło ich już na zawsze? Lubiła ich obu prawie tak samo, jeżeli oni byli ze sobą, aż tak skłóceni to klops... Musi dać się to wszystko naprawić,  zawsze można spróbować. Ale ta bójka była na prawdę bezmyślna ze strony tych dwóch.  Wydawali się mądrzejsi. W sumie oni też jej nie znali... Ani trochę.
- Stul twarz. - opowiedział ostro Thomas.
Josh wyciągnął rękę, żeby mu przywalić, lecz Emily stanęła centralnie pomiędzy nimi, złapała rozpędzoną pięść chłopaka i gwałtownie zatrzymała ją w powietrzu. Oni popatrzyli na nią z tak potwornym zaskoczeniem, że aż zrobiło jej się nieswojo, ale nadal starała się patrzeć ostro na tych dwóch słodkich, czarujących nastolatków... Co ona wymyśla? Musiała się skupić na rozwiązaniu tego zagmatwanego sporu. Puściła pięść Josh'a i wzięła przy tym oddech, żeby się uspokoić, bo jak już wiadomo złość działa na nią oraz na jej reakcje beznadziejnie. Jej lewa zaciśnięta dłoń zaczęła podejrzanie tracić barwę, robić się przezroczysta. Potrząsnęła nią i wróciła do normy. Zawsze musiała kontrolować emocje, a zwłaszcza w miejscach publicznych, lecz w okresie dojrzewania wychodziło jej to naprawdę fatalnie. Jej moce, problemy... W końcu będzie musiała się poradzić kogoś takiego jak ona... Ale nie teraz, później. 
- Nie będziecie się bić ani przy mnie, ani nigdzie, jeżeli chcecie, żebyśmy się przyjaźnili. - powiedziała Emily.
- Czy to jest szantaż? - spytał niepewnie Thomas, jakby bał się reakcji dziewczyny. 
- Nie, to jest życie. Możecie się nienawidzić, ale ja lubię was obu. Chcecie to rozwalić, przez nędzny konflikt z przeszłości?
- To nie był nędzny konflikt. - powiedział cicho i ponuro Josh, jakby miał żałobę - Takich rzeczy się nie wybacza. 
Dziewczyna popatrzyła na niego ze zmartwieniem i spuściła wzrok. Chciało jej się płakać. W takich momentach zawsze przypominały jej się złe wydarzenia z życia.  A myśl o tym jak w Kanadzie, szła pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi ubranymi na czarno, w deszczu smutku... Na pogrzebie własnej mamy. Przygryzła wargę.
- Nie tylko wy jesteście po strasznych przejściach. - odezwała się cicho z wyraźnym smutkiem w głosie.
- To może powiemy sobie nawzajem, co nas spotkało? - spytał Thomas, miło się uśmiechając.
Emily zacisnęła wargi i pokręciła głową, po chwili dodając:
- Jeszcze nie teraz.
- Dobra ja się zmywam. - wtrącił Josh o wiele gwałtowniej niż pozostali - Do zobaczenia Emily.
Puścił oko do dziewczyny oraz uśmiechnął się uwodzicielsko, a swojego kuzyna zmierzył wzrokiem, który mówił "załatwimy to później".
Dziewczyna dziwnie się czuła, gdy szła po placu z Thomas'em. Jakby to już nie był ten sam chłopak, co wtedy, tylko ktoś inny. A może tylko jej się zdawało, bo wszystko wydarzyło się tak szybko oraz niespodziewanie. Gdy patrzyła na smutną twarz kolegi, do jej oczu napływały łzy. Tyle emocji sprawiało duże utrudnienia w kontrolowaniu jej mocy. Chciała się tym problemem z kimś podzielić... Ale nie miała z kim. Thomas'a znała za krótko, żeby móc mu wyjawić swoją tajemnice, tą odmienność. On musi ją poznać pomału, nie gwałtownie, teraz pewnie uznałby ją za dziwaka, który ma nie po kolei pod sufitem, odwróciłby się od niej i może do tego nagadał o tym wszystkim całej szkole. Beznadziejna sytuacja. Ale tak jak powiedziała: "Życie". Każdy ma je w jakiś sposób utrudnione, tylko wszyscy w inny sposób. Starała się wierzyć, że to wszystko, co ją do tej pory spotkało, zmierza ku jednemu, ku temu, żeby wreszcie była całkowicie szczęśliwa. Przeszła wiele cierpienia, ale nigdy nie załamała się tak mocno jak po śmierci Alicji. Nadal miała w głowie obraz tego policjanta, który przyjechał do nich do domu i powiedział, że jej matka zginęła na miejscu w wypadku samochodowym. Miało zostać prowadzone śledztwo, jednak Bill stanowczo odmawiał, więc ten pomysł został wyeliminowany. 
I właśnie w tym momencie przypomniało jej się, jak miała wizję na pogrzebie mamy. Zapomniała jej od razu, a teraz właśnie powróciła i był to dla niej tak wielki wstrząs oraz napływa emocji, że stanęła w miejscu i wzięła głęboki oddech. Słyszała, jak Thomas mówi do niej, ale ona widziała tylko obraz dnia przed wypadkiem Alicji. Rozmawiała ze swoją matką. Siedziały na kanapie i oglądały rodzinny album. Po chwili kobieta usłyszała dziwny dźwięk, jakby ktoś stuk szybę, popatrzyła przez okno, ale nic nie zobaczyła. Następnie powiedziała do córki: "Kiedyś miałam do czynienia z ludźmi, którzy potrafili zabić setki niewinnych ludzi, jeżeli tylko im w czymś przeszkodzili. Pamiętaj córciu, jeżeli ojciec zrobi kiedyś coś, co będzie wydawało ci się potwornie głupie oraz bezsensowne, to pamiętaj, że zrobił to, aby chronić tych niewinnych."
Po tym zdaniu wizja się rozpłynęła, dziewczyna znowu normalnie widziała oraz normalnie mogła oddychać. Spojrzała na Thomas'a, który patrzył na nią przerażonym wzrokiem i trzymał ją za ramię. 
- Jak ty mnie wystraszyłaś! - krzyknął chłopak - Myślałem, że masz atak! Co się stało?
Emily do oczu napłynęły łzy. Pokręciła głową, nadgryzła wargę i odpowiedziała:
- Nie teraz, powiem ci później, gdy będę wiedziała, że mnie zaakceptujesz. 
Chłopak zmarszczył czoło oraz spojrzał na nią niezrozumiałym wzrokiem.
Dziewczyna ruszyła szybkim krokiem do szkoły, bo poczuła, że zbiera się na deszcz. Pomyślała, że ta wizja wyjaśniała wszystko, co zrobił jej ojciec do tej pory, a czego całkowicie nie rozumiała. To odwołane śledztwo, szybki pogrzeb oraz ta wręcz natychmiastowa przeprowadzka. Zrobił to, żeby chronić innych... Ale co mogła zagrażać jej oraz wszystkim pozostałym? Na to pytanie, nie znała odpowiedzi, ale pragnęła ją poznać ja najszybciej. Dlaczego to wszystko tak gwałtownie zapomniała, jakby dostała sklerozy? Może dlatego, że to nie był ani czas, ani miejsce, a na pewno nie była wtedy jeszcze gotowa, żeby stawić czoła temu, co dopiero ją czeka. Czuła w środku wzrastającą moc, która osiągnęła stopień krytyczny, a jej samokontrola momentalnie wysiadła. Poczuła ciepło, a jej obie dłonie zaczęły lśnić światłem. Nie miała pojęcia, co robić. To wszystko znikło, gdy złapał ją za ramię Thomas, zatrzymując przy tym i powiedział:
-  Gdybym cię nie chciał od razu zaakceptować, to nawet nie zaczął bym z tobą gadać. 
- Nie znasz mnie z innej strony... Z tej całkowicie innej, niebezpiecznej oraz dziwnej. - odpowiedziała Emily. Popatrzyła na jego twarz. Znów wyglądał jak anioł, który patrzył na nią tymi idealnymi, niebieskimi oczami - Obiecuję, że ci powiem... Ale zdecydowanie później.
Nie chciała dyskutować z kolegą i znów ruszyła w kierunku uczelni. I tak zrobiła za dużo, składając tą obietnicę. Jak ona mu to powie, wyjaśni? Przecież jej nie uwierzy... Z resztą, co z tego. Miała jeszcze dużo czasu, zanim to wszystko wyjdzie na jaw, nie musiała się w tej chwili tym przejmować. Skupiła się na kontrolowaniu mocy. Weszła do szkoły razem z chłopakiem dosłownie kilka sekund przed rozpoczęciem się ulewy. Mieli szczęście.  
Do dzwonka zostało jeszcze trochę czasu. Thomas zaprowadził ją do hali tanecznej, gdzie pierwszy raz się zobaczyli. Usiedli na materacach, które piętrzyły się jeden na drugim, więc musieli sobie wzajemnie pomóc, żeby się tam dostać. Dziewczyna spojrzała przez okno. Zobaczyła nikłe barwy tęczy, które stawały się coraz bardziej wyraziste i nadawały niebu niepowtarzalny charakter. Spytała po chwili:
- Gdybyś nie znał wyjaśnienia, skąd bierze się tęcza, - zwróciła się do chłopaka, który patrzył na nią unosząc brwi - to jakie byłyby twoje przypuszczenia?
On uśmiechnął się, pokazując przy tym idealnie proste oraz białe zęby, spojrzał przez szybę na to wielokolorowe zjawisko i opowiedział:
- Gdy byłem mały, uważałem, że to szczęście ludzkie, które się z nas ulatnia. Tak, wiem to takie naiwne.
- Ależ skąd. - odpowiedziała w pośpiechu - Ja uważałam tak samo. Zawsze, gdy widziałam tęczę, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, więc odpowiedź była dla mnie logiczna. A później poszłam do szkoły i moja wyobraźnia została ukrócona, jak nić ścięta nożyczkami. - opowiedziała dziewczyna, udając palcami nożyczki, które coś przecinają. 
Oboje popatrzyli po sobie i wybuchnęli śmiechem. Miło było śmiać się, nie mając powodu. Po prostu byli szczęśliwi. Jednak usłyszeli dzwonek na lekcje, a lekcje z pewnością nie kojarzyły się im z czymś przyjemnym. Szybko pobiegli przez korytarz na parterze i weszli do klasy w pośpiechu. Wszyscy uczniowie zwrócili twarze ku nim, a oni spuścili głowy i usiedli na końcu pomieszczenia. Do klasy weszła starsza kobieta z siwymi włosami oraz piwnymi oczami, ubrana w czarną spódnicę i marynarkę. Uśmiechnęła się do nich, po czym powiedziała:
- Nazywam się Ada Whistelch i będę was uczyła biologii. Nie życzę sobie gadania na mojej lekcji. Sprawdzę obecność i bierzemy się za temat. 
Nauczycielka usiadła na krześle za biurkiem, po czym otworzyła dziennik. Zdążyła przeczytać zaledwie kilka nazwisk, gdy do klasy weszła pani dyrektor, mówiąc:
- Przepraszam za takie najście, ale muszę wziąć do gabinetu Thomas'a Will'a. 
Pokazała na chłopaka palcem, który zrobił zmieszaną minę. Pani Ada zawołała go, a on wyszedł z klasy z panią Margaret. Emily patrzyła jeszcze za nim zdziwionym wzrokiem, ściągając przy tym brwi. Czyżby Thomas musiał rozmawiać na temat tamtego małego nieporozumienia z kuzynem? A jeżeli tutaj każdy był surowo karany za lekki wybryk? Poczuła jak jej żołądek zaczyna boleć. Bała się taki srogiego systemu. 
Na lekcji ani trochę nie mogła się skupić. Ciągle spoglądała na zegarek, z wytęsknieniem czekając na upragniony dzwonek. Poza tym martwiła się o losy Thomas'a oraz Josh'a. Przecież byli to fajni, w marę normalni chłopcy, którzy nie zasłużyli na żadną surową karę... I, żeby tak długo ich przetrzymywać? O czym oni z nimi tak długo rozmawiali? A może coś się stało?.. Dziewczyna nie chciała nawet się zastanawiać, co mogło się wydarzyć. Pracowała w grupie razem z Carą, bardzo ładną oraz miłą dziewczyną, z którą świetnie się dogadywała. Dzięki temu lekcja zleciała jej szybciej. Gdy zadzwonił dzwonek, wyszła z klasy razem z nową koleżanką. Martwiła się o chłopaka, którego nie widziała nawet na korytarzu. Nagle wpadł na nią jakiś uczeń, ale nie powiedział nawet "przepraszam", tylko popędził dalej. Za to następny zatrzymał się przy niej chwilowo i głośno powiedział:
- Ej nowa, biegnij na koniec korytarza!
Emily przez chwilę się zastanawiała, o co chodzi, ale gdy zrozumiała, zabolało ją serce... - Thomas - pomyślała i biegiem popędziła przed siebie, a za nią biegła Cara. Na końcu korytarza stało mnóstwo uczniów wokół czegoś, co leżało na ziemi, ale dziewczyny nie były w stanie nic zobaczyć. Zniecierpliwiona Emily przepchnęła się pomiędzy tłumem. Nagle zatrzymała się, wstrzymała oddech, a do jej oczu napłynęły łzy. Zobaczyła leżącego na ziemi Thomas'a, który był bardzo blady, miał rozbitą prawą część czoła, z której lekko leciała krew, jakby uderzył o kąt metalowej szafki i najwyraźniej był nieprzytomny. Klęczała nad nim szkolna pielęgniarka, mierzyła puls, opatrywała ramię oraz inne rany, a do tego nad nią stało kilku nauczycieli, do tego z setka uczniów dookoła. Jednak w tej chwili dziewczyna nie przejmowała się opinią innych, zrzuciła torbę na ziemię, podbiegła i przyklękła koło przyjaciela, a po jej policzkach płynęły łzy. 
- Co się stało? - spytała, ledwo wymawiając słowa pielęgniarkę.
Ta popatrzyła na nią zmartwionym wzrokiem:
- Nie wiem, ale chłopak żyje i nie jest potwornym stanie. Został bardzo pobity.
Do głowy Emily napłynęły myśli. A jeśli to Josh? Przecież nie lubili się, wręcz nienawidzili... Ale to była jednak rodzina, nie chciało jej się w to wierzyć. Poczuła jak ktoś kładzie na jej ramieniu dłoń. Odwróciła się zobaczyła Josh'a, z poważną miną oraz oczami smutku. Powiedział cicho:
 - Myśl co chcesz, ale kuzyna nigdy bym tak nie skrzywdził.
Dziewczyna zrobiła coś bardzo niespodziewanego. Wstała, przytuliła chłopaka, mocząc łzami oraz brudząc rozmazanym tuszem mu koszulę, po czym wyszeptała:
- Wiem, że to nie ty. 

Znała chłopaka ledwo kilka godzin, ale teraz musiała się do kogoś przytulić. Nie ważne, że wszyscy patrzyli, chciała się poczuć lepiej w tym napływie potwornych emocji. Zobaczyła jak z jej dłoni wypływa coś czerwonego... Po chwili zrozumiała, że to krew. Przestraszyła się, że ktoś to zobaczył. Przestała się kontrolować przez ten strach, a potworny smutek oraz rozmyślanie, powodowało takie coś jak wylew krwi, chociaż nie miała na ciele ani jednego zadrapania. Odsunęła się od chłopaka, a następnie przetarła dłoń o dłoń, a krew momentalnie zniknęła, tylko nieliczne krople spadły na ziemię, ale raczej nikt tego nie zauważył. Podeszła do niej Cara i podała torbę. Wszyscy usłyszeli sygnał karetki, która zatrzymała się na dworze i pomału zaczęli z niej wysiadać lekarze, a z pomieszczenia z monitoringiem wybiegła gwałtownie pani dyrektor. Uczniowie patrzyli na nią. Miała przerażony wzrok, a po chwili powiedziała:
- Mieliśmy dwóch nieproszonych gości. - przełknęła ślinę - To oni chcieli zabić Thomas'a. 
Emily przygryzła wargę, a po jej policzku spłynęły łzy. Josh objął ją ramieniem, a Cara chwyciła za dłoń. Nie wiedziała, kim byli ci, którzy napadli na Thomas'a, ale wiedziała, że zaatakowali jej przyjaciela przez nią. Znaleźli ją ci, przed którymi uciekała jej matka, a teraz ojciec, żeby chronić ludzi. A przez nią ucierpiał Thomas, przez to, że się z nią zadawał. Ta myśl była niesamowicie nieznośna, ryła w jej uczuciach jedną wielką próżnię, niszcząc ją od środka, dobijając...  Już wiedziała jak to jest, gdy człowiek czuje, jakby ciążyło nad nim przeklęte fatum... Tak, niestety  BYŁA TO JEJ WIELKA WINA. 
________________________________________________

Mam nadzieje, że się podoba oraz, że ten "tragiczny" moment z Thoms'em rozkręci zdecydowanie akcję :P. Dziękuję wszystkim za komentarze oraz doradzania bardzo inspirują <3! Dodałam gadżet OBSERWATORZY ;). Jeżeli ktoś lubi mojego bloga, to bardzo zachęcam do dołączenia :*.  Pozdrawiam wszystkich ;3. Zostawcie pamiątkę w komentarzach! :D


 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział trzeci - III

NOWY PROBLEM

Dziewczynę obudził głośny dźwięk budzika. Dzisiaj drugi dzień szkoły. Wstała o wiele chętniej niż wcześniej, ubrała się, pomalowała i szybko zbiegła na śniadanie. Gdy czytała poranną gazetę, którą znalazła na blacie w kuchni i szybko zjadła bułkę z szynką, odezwał się Bill:
- Dziś skarpie, musisz jechać do szkoły autobusem... No i tak mniej więcej do końca roku.
Emily gwałtownie przestała jeść, po czym popatrzyła na niego ze zmarszczonym czołem oraz oczami pełnymi zdziwienia. Odłożyła talerz i odpowiedziała:
- Ale mówiłeś, że zawsze rano przed pracą będziesz mieć wystarczająco dużo czasu, żeby mnie zawozić.
W jej głosie było słychać duże rozczarowanie. Czyżby ojciec ją okłamał?
- Powiedzieli mi w pracy, że jednak zmiana planów... Przepraszam. - powiedział Bill.
Dziewczyna podniosła zdenerwowana torbę z ziemi, popatrzyła ostro na tatę i odpowiedziała mocnym głosem, ale starając się udawać opanowaną... Ale raczej każde dziecko się denerwuje, gdy jego rodzice nie dotrzymują słowa:
- Teraz mi o tym mówisz? W takim razie już wychodzę z domu, bo nie zdążę na autobus!
Szybko założyła trampki i prędko wyszła z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Słyszała jak pod siłą trzasku coś się tłucze. Wzięła wdech, starając się zmienić wyraz twarzy, ale jej nie wyszło. Była wręcz wściekła, co zdarzało się u niej dość rzadko... Jednak wszystko się zmienia. Szła mniej więcej piętnaście minut i usiadła na przystanku, który był pomalowany na niebieski kolor oraz idealnie zadbany, tak jak przystało na bogatą dzielnicę. Do przyjazdu autobusu zostało jeszcze sporo czasu. Z domu wyszła tak wcześnie, żeby pokazać ojcu swoją złość. Nie miała pojęcia czy coś to zdziałało, ale z pewnością odczuła ulgę, tak na to reagując. Od urodzenia miała wybuchowy charakter. A może to też wiąże się z tą tajemnicą... Mniejsza. Wyjęła z torby książkę i zaczęła czytać. Pomyślała o mamie... O tym, że gdyby tylko żyła, mogłaby jej się teraz poradzić. Byłoby zdecydowanie łatwiej. Wszyscy powtarzali, że był to bardzo nieszczęśliwy wypadek. Ona w to jednak nigdy nie uwierzyła ani nie uwierzy. Była pewna, że ktoś zrobił to celowo, żeby osłabić ją, sprowokować do czegoś... Ta myśl spowodowała ciarki na jej plecach, a w jej oczach zakręciły się łzy. Po kilku minutach usłyszała za sobą kroki i stanął przed nią jakiś chłopak. Podniosła wzrok na jego twarz, po czym ujrzała bardzo przystojnego nastolatka mniej więcej w jej wieku, który miał ciemne włosy i piękne, szare oczy. Uśmiechał się do niej uwodzicielko, aż trudno jej było odruchowo się nie zarumienić. Nagle wyciągnął przed siebie dłoń i przerwał ciszę:
- Jestem Josh Evill, a ty? 
Emily uściskała jego dłoń i  odpowiedziała nieśmiało:
- Nazywam się Emily Jackson.
- Jesteś chyba tutaj nowa, bo wcześniej cię nie widziałem, a na takiej pięknej dziewczynie zawiesiłbym wzrok na sto procent. 
Dziewczyna zmieszała się lekko i na pewno zarumieniła, po czym nieśmiało uśmiechnęła:
- Dzięki. - wtrąciła nagle.
Josh usiadł koło niej i zaczął rozmowę. Emily bardzo przyjemnie się z nim gadało oraz nad wyraz swobodnie, po tym jak chłopak rozpoczął rozmowę... Tak jak z Thomas'em. Czy oni dwaj nie mieli przypadkiem ze sobą coś wspólnego? Gdy pomyślała o pierwszym koledze, straciła ochotę do rozmowy. Mało udzielała się, gdy Josh nawijał, nawijał i tak na okrągło. Punktualnie przyjechał żółty autobus, który nie był już tak idealny jak wszystko pozostałe na tej dzielnicy. Widziała dzieciaki z o wiele biedniejszych rodzin. Jedna dziewczyna miała potargane, byle jak uczesane włosy oraz wytarte jeansy oraz trampki. Aż dłoń sama wędrowała do portfela po kilka groszy. Dziewczyna powstrzymała się od tak szczodrego, jednak w tym wypadku bardzo głupiego gestu i usiadła prawie na samym końcu autobusu, obok kolegi ze swojej klasy... Kolegi kujona. Albo przynajmniej tak go przezywali. Miał długie, ulizane włosy, związane w kucyka, wielki aparat na zębach oraz okulary kujonki... Nic dziwnego, że miał taką ksywę.
- Hej. - powiedziała, gdy zrozumiała, że chłopak jest tak bardzo zaczytany w jakimś podręczniku, że  nie zauważył nawet jej pojawienia się.  
- Ceść - powiedział sepleniąc i tryskając śliną, gdzie popadnie, a gdy zrozumiał, że to ona koło niego siedzi, całkowicie wyjął nos z książki, uchylił usta, w których zaczęła się zbierać ślina, jego okulary opadły nieco niżej i wydał siebie zduszony dźwięk " eeeeeeee", jakby chciał coś powiedzieć, a nie mógł. 
Emily pokiwała głową ze zdziwieniem i wlepiła wzrok w telefon, w którym wyskoczyło powiadomienie o tym, że ktoś wysłał do niej SMS-a. Był to jakiś głupi numer informujący o tym, że jej konto zostało w telefonie doładowane. - Czy ojciec myśli, że jak doładuje mi konto, to wszystko będzie ok? - pomyślała dziewczyna. Zobaczyła, że dłoń, w której trzyma telefon, robi się niebezpiecznie gorąca, a po chwili w komórce włączył się alarm. Szybko wrzuciła telefon do torby. - Znów to samo - pomyślała, rozglądając się po autobusie. Większość osób patrzyła na nią z zaciekawieniem. Emily odwróciła wzrok i potrząsnęła lekko dłonią, żeby zlikwidować niechciane zjawisko.  Poczuła jak ktoś szturcha ją w ramię i niepewnie oraz z niechęcią popatrzyła na kolegę kujona. Chłopak patrzył na nią z głupim uśmiechem i nagle powiedział:
- Chces ze mną pocytać książkę o tkankach roslinnych? - ślina latała po całym autobusie i opryskała w tym twarz Emily, ofiary tego wszystkiego. Sama się jednak w to wpakowała, siadając tutaj. 
Dziewczyna gorączkowo rozejrzała się po autobusie, szukając jakiejkolwiek pomocy, ale nikt nawet na nią nie spojrzał, za to gdy nie trzeba to wybałuszać te swoje gały potrafi każdy po kolei. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami, w tym nawet Josh. Popatrzyła z niechęcią na kolegę kujona, a po chwili uśmiechnęła się, bo zobaczyła przez szybę, że są już blisko szkoły i z uradowaniem odpowiedziała, co pewnie było dość niegrzeczne:
- Bardzo bym chciała, ale jak widzisz już dojechaliśmy do naszej uczelni... To cześć.
Prędko wstała z siedzenia, gdy tylko autobus się zatrzymał i wychodząc z pojazdu, pomyślała: "Super, już muszę kłamać". Gdy szła w stronę szkoły, przyłączył się do niej Josh.
- Co tam u ciebie, po jeździe z śliniakiem? - spytał ją.
Ta szturchnęła go w ramię, zaśmiała się cicho, a później postarała się odpowiedzieć najpoważniej jak tylko potrafiła:
- Nie mów tak na niego, jest super miły, wcale się nie ślini i... Jest nawet ładny. 
Josh popatrzył na nią zabawnym wzrokiem, a nagle usłyszeli oboje za sobą głos. Odwrócili się i zobaczyli kujona z klasy Emily:
- Emily nikt nigdy tak o mnie nie powiedział... Wzrusyłem się.
Wyjął chusteczkę ze spodni i wydmuchał w nią nos,. Oczy miał szkliste od łez wzruszenia. Niespodziewanie szybko ich wyminął. Chłopak i dziewczyna popatrzyli za "śliniakiem" ze zmieszaniem, a nagle wybuchli takim śmiechem, że ledwo doszli do szkoły z takim bólem brzucha. Po drodze dziewczyna ciągle patrzyła na dłoń, żeby przypadkiem nie wydarzył się efekt uboczny oraz niechciany w tym publicznym miejscu. Rozmawiali jeszcze chwilę pod szkołą, aż Emily usłyszała, że dostała SMS-a. Napisał Thomas: "Hej, widzę Cię".
Dziewczyna odwróciła się za siebie i zobaczyła zmierzającego z uśmiechem w jej stronę chłopaka. Gdy ten zobaczył Josha, jego mina zrzedła oraz przyśpieszył kroku. Uderzył Josha w ramię i powiedział nerwowo:
- Co ty tutaj robisz?!
Ciemnowłosy chłopak odpowiedział popchnięciem oraz słowami:
- To samo co ty! Odwal się!
Chłopaki zaczęli się przepychać, co zaczęło być coraz groźniejsze, gdy jeden się przewrócił, a gdy wstał z impetem uderzył w twarz drugiego. Emily wypuściła z przerażenia książki oraz plecak na ziemię i szybko podbiegła do nich, próbując przerwać bójkę za wszelką cenę. Większość uczniów zaczęła już pokazywać na nich palcami. Po chwili była już tak zdezorientowana oraz zdenerwowana, że stanęła obok i głośno krzyknęła:
- Przestańcie!
Jej głos poniósł się echem. Tak, to nie było normalne u zwyczajnego człowieka. Przestała się kontrolować, bardzo ryzykowała. Chłopaki zaprzestali bójkę i tylko Josh lekko popchnął dłonią do tyłu Thomas'a. Każdy podniósł z ziemi swoje rzeczy i oboje podeszli do dziewczyny z minami pełnymi zdenerwowania. Thomas miał zakrwawiony nos, a Josh lekko kulał, jakby miał skręconą kostkę. Większość uczniów znajdujących się w pobliżu, patrzyło na nich, jak na największą w tej chwili atrakcję. Emily głośno oddychała, popatrzyła po nich ze zdziwieniem i zawiedzeniem, a po chwili zapytała:
- Co to wszystko ma znaczyć?
Thomas przetarł krew dłonią, która spływała mu koło wargi, popatrzył z nienawiścią na Josh'a i odpowiedział:
- Emily... - chłopak przełknął głośno ślinę - Poznaj Josh'a z innej strony... Jako mojego kuzyna.  
_______________________________________________

 POKAŻ SWOJĄ OBECNOŚĆ W KOMENTARZACH ;-) Mam nadzieję, że miło się czyta moje opowiadanie ^^. Następny rozdział będzie o wiele dłuższy oraz wydarzy się coś... Czego na pewno raczej się nie spodziewaliście ;-) Dodałam gadżet OBSERWATORZY, zachęcam do obserwowania! ;*

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział drugi - II

 SZKOŁA I JEDEN Z DWÓCH

  Do pokoju przez szpary pomiędzy dużymi zasłonami wleciały pierwsze promienie słońca, które osadziły się na twarzy Emily. Dziewczyna przeciągnęła się i przetarła zaspane oczy. Drzemała jeszcze chwilę, aż nagle dotarło do niej... Zaraz jedzie do szkoły. Chwyciła poduszkę, zakryła nią twarz i stłumiła krzyk. Strasznie nie chciała jechać do tej przeklętej uczelni. Pomału wstała z łóżka, założyła na stopy puchate kapcie i ruszyła do kuchni. Kilka razy stanęła w miejscu, jęknęła, powydziwiała, oparła się o ściany, ale nic nie podziałało na ojca, który przeszedł koło niej, uśmiechnął się i powiedział:
- Siema córuś, śniadanie czeka, więc gdybyś mogła trochę szybciej... To byłbym wdzięczny.
Dotknął w zabawny sposób jej nosa palcem, puścił oko i energicznym krokiem zszedł po schodach na dół. Najwyraźniej było mu bardziej do śmiechu niż Emily, w której z każdą chwilą wzmagało się zdenerwowanie oraz stres. Uderzyła pięścią w małą szafkę, stojącą na holu, zapominając o kontroli i zatrząsnęła w ten sposób połową domu. Ze ściany spadło kilka zdjęć w ramkach. Powiedziała pod nosem : "Głupie, nadprzyrodzone, utrudniające życie moce". Najdziwniejsze było to, że nie słyszała żadnego: "Wszystko w porządku skarbie?" ze strony taty. Niechętnie zeszła na dół i usiadła na krześle w kuchni z miną rozpaczy. Bill podał jej miskę płatków owsianych z mlekiem, a ona ledwo zjadła kilka łyżek. Żołądek dawał jej w kość. W sumie to przecież zawsze mało jadła, u osób z tak dziwnymi zdolnościami powinno być to uważane za całkiem normalne. Odsunęła od siebie miskę i oparła policzek o swoją dłoń. Jej tato popatrzył na nią ze zrezygnowanym wzrokiem, a później wtrącił:
- Coś nie tak hija?
- Tatooo... - odpowiedziała zbolałym głosem dziewczyna.
Ojciec przyłożył dłoń do jej czoła, po czym kontynuował:
- Nie jesteś chora, a więc zgaduję, że chodzi o - tu wziął głęboki oddech i powiedział szybko -  "Szkołę Dla Nadzwyczajnych Uczniów Imienia Alfreda Nobla" zgadza się? - po czym odetchnął.
Nawet to ani trochę nie rozbawiło Emily. Gdy słyszała nazwę tej uczelni, to czuła ukłucie w żołądku.  Popatrzyła w sufit, pomalowany farbą w kolorze kawy i odpowiedziała:
- Tak, chodzi o to. Ja nie chcę tam iść, jestem nieśmiała, boję się reakcji uczniów... Boję się tego, że ze stresu moja tajemnica się wyda.
- Będzie dobrze moje novio. Kontroluj się, a przede wszystkim zacznij jeść, bo mi w anoreksje popadniesz. - odparł Bill, jednocześnie szybko dodając - Będę używał hiszpańskiego, bo śniadanie zostało wręcz nietknięte - córka przerzuciła ospale oczami. - No dobrze, idź już do pokoju i przebierz się, mamy nieco więcej niż godzinę. 
Po tych słowach oboje wyszli z pomieszczenia. Każdy udał się do swojego pokoju, żeby się ubrać. Dziewczyna usiadła na łóżku i rozejrzała się po pokoju. Zrozumiała, że nie ma wyjścia, ojciec i tak zaciągnie ją do szkoły nawet w piżamie, więc postanowiła obyć się bez kłótni. Zaczęła zakładać ubranie, biżuterię, a następnie się malować. Spojrzała w lusterko, poprawiła jeszcze włosy, chwyciła buty oraz torbę i wyszła z pokoju. Gdy znalazła się w salonie, zastała tam Bill'a. Tato odwrócił się, uśmiechnął i nagle go zamurowało. Przyglądał się jej od stóp do głów, a ona miała obawy, że o czymś zapomniała, na przykład o majtkach lub może się ubrudziła. 
- Coś nie tak? - spytała marszcząc czoło.
Ojciec przecząco pokręcił twarzą, znów się uśmiechnął, podparł się pod boki, odetchnął głęboko i odpowiedział:
- Chodzi o to, że niedawno jeszcze nie umiałaś chodzić, a teraz stoisz tu przede mną, jako piękna, dojrzała kobieta... Kobieta pełna sekretów. - wyciągnął ramiona w jej stronę - No chodź, uściskajmy się.
Emily uśmiechnęła się i mocno przytuliła ojca. Wzięła kilka głębszych wdechów, odsunęła się od taty i spytała:
-  Czy ty się perfumowałeś?
- Tak, a co? - odpowiedział zdziwiony Bill.
- Chodzi o to, że to czym się wypsikałeś, to nie są twoje perfumy... - dziewczyna zawahała się chwilowo - To są moje perfumy.
Ojciec zdziwiony chwycił kawałek koszuli i powąchał uważnie, a po chwili ze zdenerwowaniem i irytacją powiedział głośno:
- Kurwa! 
Szybkim krokiem przeszedł obok córki, popędził na górę zmienić koszulę, a Emily krzyknęła za nim śmiejąc się cicho jednocześnie:
- To ja czekam w samochodzie! 
Najwyraźniej nie tylko ona była zestresowana... To był również pierwszy dzień ojca w jego nowej pracy. Zabrała ze stołu okulary przeciw słoneczne oraz klucze od auta i wyszła drzwiami frontowymi.
Od razu, gdy znalazła się na dworze, słońce przygrzało jej prosto w twarz. Ruszyła w stronę samochodu, wsiadła do niego, wzięła głęboki oddech i czekała na ojca. Pod presją te kilka minut było dla niej wiecznością. Oddychała głośno, bojąc się, co będzie jak dojedzie do szkoły. Poczuła niepokojący ból głowy. Widziała jak przechodząca kobieta, patrzyła się na nią dziwnie. Gdy zaczęła podejrzewać, o co chodzi, nieźle się wystraszyła. Prędko popatrzyła w lusterko. Jej oczy bardzo błyszczały i pomału z niebieskiego koloru przechodziły w kolor złoty. Dziewczyna zakryła z przerażenia usta dłonią i mocno zacisnęła powieki kilka razy. Po trzeciej próbie jej oczy wróciły do normalnego odcienia błękitu. Odetchnęła z ulgą, przełykając głośno ślinę. - Samokontrola, samokontrola, samokontrola... Dasz radę kretynko - myślała Emily, po tym zdarzeniu. 
- Małe wydarzenie uboczne przy pracy - powiedziała sama do siebie. Jej głos lekko się trząsł.
Po chwili zobaczyła jak Bill wychodzi z domu i biegnie w jej stronę. Upewniła się w lusterku, że z jej wzrokiem na pewno wszystko okey. Gdy ojciec wszedł do samochodu, poczuła napływ stresu, a żołądek zaczął bardziej boleć. Właśnie siedziała w samochodzie, który zawiezie ją do miejsca, którego odpowiednikiem zdecydowanie może być dla niej piekło. Po chwili ruszyli. Trudno było sobie uświadomić, że jest się bardzo blisko szkoły, gdy myśli się tylko o tym, żeby nie zemdleć oraz utrzymać tajemnicę dla siebie. Emily całą drogę patrzyła przez szybę i nie miała ochoty rozmawiać. Po około kwadransie ujrzała na horyzoncie nową szkołę. Głośno przełknęła ślinę, a tato powiedział:
- No to miłego dnia skarbie, dasz radę. Szkoła jest niesamowita, masz tam wszystko. Basen, siłownie, stołówkę, w pełni wyposażone klasy.
- Tato STOP, stresujesz mnie coraz bardziej. - odparła dziewczyna.
- Zawsze miałaś specyficzny humor. - odpowiedział ojciec, uśmiechając się do siebie, a następnie zatrzymując pojazd.
Emily spojrzała na plac pod szkołą, gdzie kłębiło się od uczniów i poczuła mdłości. Postanowiła nie zwlekać, pocałowała Bill'a w policzek, po czym szybko wysiadła z samochodu. Stanęła na chodniku, rozejrzała się niepewnie, spuściła głowę i pomału ruszyła w stronę budynku. Mijała setki uczniów, którzy śmiali się, rozmawiali, przekrzykiwali, śpiewali, witali po wakacjach i poczuła się dość nieswojo... Bo nie znała nikogo. Rozejrzała się dookoła. Dostrzegła główne wejście do szkoły i prędko ruszyła w jego stronę. Popchnęła wielkie drzwi, zrobione z mniej więcej z 90% przezroczystego szkła. Gdy weszła do budynku, było tam bardzo niewielu uczniów. Wzięła głęboki wdech. Bardzo się stresowała. Ruszyła przed siebie. Na szerokim korytarzu znajdowało się pełno szafek, wszystkie były utrzymane idealnie oraz ponumerowane, a przez lśniące, ogromne okna wlatywało mnóstwo dziennego światła. Nagle usłyszała muzykę dobiegającą zza rogu. Skręciła kierując się dźwiękami, które zaprowadziły ją w dość odległe miejsce od głównego wejścia szkoły. Ujrzała uchylone drzwi od wielkiej hali tanecznej. Niepewnie spojrzała do środka. Zobaczyła chłopaka w czarnych dżinsach i białej koszulce. Nieopodal dostrzegła jego marynarkę oraz plecak. Miał on blond włosy, był widocznie wysportowany, a jego niebieskie oczy zdawały się być wyraźnie skupione. Kliknął coś w przenośnym magnetofonie i muzyka się zmieniła. Stanął kilka metrów dalej i zaczął tańczyć coś na wzór hip-hopu. Musiał być zawodowcem. Jego ruchy wydawały się doskonałe. Uśmiech, którym promieniował podczas tej czynności był urzekający. Emily patrzyła na to z przyjemnością. Nagle chłopak odwrócił się. Dostrzegł ją, popatrzył uważnie i powiedział głośno, pokazując w jej stronę palcem:
- Ej ty!
Dziewczyna odruchowo zrobiła krok w tył. Uciekać? Nie, to byłoby idiotyczne. Stanęła w miejscu czekając na wyrok. Chłopak szybko podbiegł do niej, otworzył drzwi na roścież i przyjrzał się jej łagodnym wzrokiem, po czym uśmiechnął, wyciągnął dłoń w geście przywitania oraz odezwał:
- Cześć, nazywam się Thomas Will. Ty jesteś tutaj nowa?
- Tak. - odpowiedziała niepewnie Emily - Nazywam się Emily Jackson, przyjechałam z Kanady.
Thomas oparł się ramieniem o drzwi, ciągle uśmiechając się uwodzicielsko. Światło, które padało na jego twarz ukazywało jego wręcz idealne rysy twarzy i umięśnione ramiona, klatkę piersiową oraz brzuch, na którym idealnie układała się koszulka.
- Kanada... Piękny kraj. - powiedział.
Dziewczyna pokiwała potwierdzająco głową, wzrok zatrzymując na podłodze, ponieważ ten ideał bardzo ją onieśmielał... A do kogo można go było porównać? Tak, dokładnie do anioła. Takie porównanie jak na razie pasowało tutaj do wszystkiego. 
- To ja chyba pójdę. - wtrąciła, przerywając ciszę.
- Ależ skąd, nie musisz. - szybko dodał chłopak.
- Muszę. - odparła, uśmiechając się niepewnie i ruszyła z powrotem korytarzem, w stronę hali, na której pani dyrektor miała wtrącić kilka słów.
Gdy weszła przez duże szklane drzwi do ogromnej hali było w niej pełno uczniów, którzy powodowali ogromny gwar. A już miała nadzieje, że odetchnie z ulgą. Dziewczyna zawsze lubiła bardziej spokój niż huk, więc szybko zaczęła boleć ją głowa. Czyżby miała objawy migreny? Przecisnęła się pomiędzy rówieśnikami i usiadła na dużej, środkowej trybunie. Po kilku minutach wszyscy już siedzieli, a na środku pojawiło się dziesięć cheerleaderek w czerwonych, bardzo krótkich sukienkach sportowych. - Kolejne "anielskie" dziewczyny - pomyślała ponuro Emily, podpierając policzek dłonią. Cheerleaderki ustawiły się w rzędzie. Pierwsza dziewczyna zrobiła krok w przód. Miała brązowe włosy, ciemną cerę i skośne oczy.  Po chwili wszystkie robiły już obroty, szpagaty, gwiazdy, salta i milion innych skomplikowanych figur, które składały się na niesamowity układ choreograficzny. Gdy skończyły zabrzmiały gromkie brawa i do tego słychać było pokrzykiwania nakręconych chłopaków... W końcu, gdyby te dziewczyny się rozebrały, a na środku tej sali postawiono by rurę, to byłoby to prawie... Jak striptiz. Kto normalny wymyślił tak dziwny układ choreograficzny? Bo on do cheerleaderek nie pasował na pewno. W każdym razie tutaj to było najwyraźniej normalne. Do mikrofonu podeszła młoda kobieta o blond włosach - pani dyrektor. 
- Witam wszystkich serdecznie na nowym roku szkolnym, - odezwała się -  a zwłaszcza nowe klasy, które dopiero zaczynają nauczanie na naszej uczelni. Nazywam się Margaret Forchos i jestem dyrektorką tej szkoły.
Emily zawsze potwornie nudziły takie przemówienia. Przestała słuchać mówiącej i zaczęła rozglądać się dookoła. Widziała jak jakieś kujony, siedzące w pierwszym rzędzie, słuchają tego napięcie, natomiast uczniowie bardziej przypominający ją, starali się zająć czymś bardziej interesującym, w tym na przykład całowaniem się ze swoim partnerem. Po kilkunastu minutach uczniowie zaczęli bić brawo i rozchodzić się. Dziewczyna wiedziała jedynie, że trafiła do klasy 1c, która mieściła się pod numerem 33. Ruszyła na pierwsze piętro. Znalazła swoją klasę na końcu korytarza. Wokół mieściło się pełno granatowych szafek, a jedna z nich niebawem miała zostać przyznana jej. Do pomieszczenia wchodzili co chwilę jacyś uczniowie. Niepewnie złapała klamkę od drzwi i ją nacisnęła, a klasa stanęła dla niej otworem. Było tam mnóstwo pojedynczych ławek w większości zajętych z tyłu. Gdy zobaczyła poniektórych chłopaków oraz dziewczyny poczuła lekkie kompleksy. Po pomieszczeniu latało mnóstwo papierowych samolocików, wszyscy głośno się śmiali i rozmawiali ze sobą, a pomiędzy ławkami przekazywano sobie pełno liścików na małych karteczkach, w skrócie- normalne zachowanie zwariowanych nastolatków. Ona znowu poczuła się niemożliwie nieswojo. Pomału ruszyła pomiędzy ławkami. Zobaczyła na samym końcu jeden wolny stolik i, gdy chciała tam pójść, usłyszała swoje imię:
- Ej, Emily tutaj!
Rozejrzała się po klasie ze zdziwieniem i zobaczyła jak jakiś chłopak macha do niej spod okna. Siedział całkowicie po innej stronie niż ona stała i opierał się o parapet plecami. Dopiero po chwili rozpoznała, że to Thomas. Uśmiechnęła się, po czym podeszła do niego. On wskazał na ławkę tuż za sobą i powiedział miło, ukazując na twarzy ten swój idealny uśmiech:
- Ta ławka jest wolna, jak chcesz to możesz siedzieć tutaj.
Emily pokiwała głową i usiadła na miejscu, kładąc torbę obok. Siedziała kilka ławek przed końcem. Oparła się łokciem o parapet, a następnie przyjrzała placowi przed szkołą. Trawnik był idealnie zadbany, na ławkach błyszczała się nowa farba. Widziała boisko do koszykówki oraz siatkówki i sklepik z jedzeniem, a gdzieś w oddali kawałek zjeżdżalni, która należała do części basenu. W sumie nie było tak źle, jak myślała, że będzie. Usłyszała otwierające się drzwi. Gdy spojrzała w ich stronę, zobaczyła cheerleaderkę, która rozpoczynała pokaz na hali. Miała na sobie czarną sukienkę również podejrzanie krótką, jakby bardzo chciała odsłonić to, czego nie powinna. Jej uroda była delikatna. Zdawała się być na prawdę piękna. Po chwili zmierzyła wzrokiem Emily i ruszyła pewnie w jej stronę. Gdy znalazła się koło niej, powiedziała:
- Niestety musisz się przesiąść nowa, to moje miejsce.
- Ale... - dziewczynę zamurowało. 
- Dobrze słyszałaś, pa-pa. -  cheerleaderka wykonała gest pożegnalny dłonią.
Emily odruchowo sięgnęła po torbę. Nie chciała wskrzeszać kłótni, ale usłyszała przeczący głos Thomas'a:
- Dlaczego ona ma się przesiadać? Była tutaj pierwsza.
Chinka zmierzyła chłopaka i odpowiedziała:
- Zawsze ja siedzę przy oknie.
- Tak było w poprzedniej szkole, teraz może nadszedł czas na zmiany. 
Ton Thomas'a zdawał się bardzo stanowczy. Patrzył na rywalkę w kłótni bardzo nieprzyjemnym wzrokiem. Dziewczyna zmarszczyła brwi i zanim odeszła zwróciła się do Emily:
- Znalazłaś sobie księcia do ochrony, co?
Ona popatrzyła za odchodzącą rówieśniczką zmieszanym wzrokiem. Jakim cudem jeszcze siedziała na tym miejscu? Rozproszył ją głos chłopaka:
- Nie przejmuj się Kamilą, taka czasami jest... Nie no, nie będę cię okłamywał, zawsze taka jest.
Emily zaśmiała się cicho i razem z nowym kolegą rozmawiała tak jeszcze chwilę, gdy do klasy wszedł ich wychowawca. Był to dość młody mężczyzn, który miał ciemne włosy i jasne oczy. Jego mina była poważna.
- Cisza! - powiedział głośno, aby uciszyć klasę - Nazywam się Robert Jorysh i informuję was, że wakacje się skończyły. Jestem waszym nowym wychowawcą. - podszedł do biurka nauczycielskiego, położył na nim brązową teczkę zrobioną ze skóry i wyjął z niej jakieś kartki. - Kluczyki do szafek dostaniecie jutro. To teraz wy przedstawicie się mi, a ja rozdam plan lekcji. Zaczniemy od mojej lewej strony, proszę bardzo.
W pierwszej ławce siedział Logan Nermon, niski chłopak z okularami, nielicznymi wypryskami na nosie i piegami, przezywany przez wszystkich "kujonem". Po kilku minutach Emily usłyszała jak przedstawia się Thomas. Jego głos był przyjemny oraz pełen uciechy:
- A ja, tak jak już wszyscy wiedzą, nazywam się Thomas Will.
- Nawet nowi uczniowie? - wtrącił nauczyciel spoglądając to na chłopaka, to na Emily.
- Tak, wszyscy prze pana. 
Gdy ciche pomrukiwania oraz chichotania ucichły, odezwała się dziewczyna:
- Mam na imię Emily Jackson. - starała się lekko uśmiechnąć.  
Usłyszała jak jakieś dziewczyny mamroczą coś na tyłach, ale starała nie przejąć się tym zbytnio, bo wiedziała, że to na pewno Kamila z koleżankami. Po mniej więcej godzinie omawiania tego i owego, wreszcie zostali puszczeni do domów. Emily szybko wyszła z klasy, a gdy znalazła się na placu pod szkołą, zrozumiała, że jej tato przyjedzie dopiero za mniej więcej godzinę. Niechętnie usiadła na ławce, która była postawiona pod koroną dużej, wiszącej wierzby. Żołądek przestał już ją boleć. Wiedziała, że już po wszystkim nie musiała się stresować i wyjęła z torby kanapkę z nutellą. Nie zdążyła zjeść całej, bo zobaczyła idącego szybkim krokiem w jej stronę Thomas'a, który usiadł obok niej i odezwał się:
- Cześć. Czego nie idziesz do domu?
- Tato przyjedzie po mnie dopiero o dwunastej, mam jeszcze ponad godzinę, a nie wiem gdzie iść, bo nie znam Los Angeles ani trochę, więc utkwiłam tutaj. - wyjaśniła w skrócie dziewczyna.
- To może przejdziemy się na lody? 
Emily zastanowiła się trochę. Nie znała za dobrze tego chłopaka, ale też nie chciała sama tutaj zostać, a ta oferta była kusząca. Z resztą wydawał się on w porządku.
- Dziwnie byłoby tutaj siedzieć samej, gdy można się przejść po bardzo intrygującym mieście aniołów - odpowiedziała z figlarnym uśmieszkiem, po czym wstała z ławki i ruszyła przez plac.
Chłopak uśmiechnął się do niej, a następnie poszedł za nią. Przez większość drogi śmiali się i rozmawiali o swoich przygodach z młodszych klas. 
- Kiedyś miałam kolegę, który w ósmej klasie pocałował mnie w hangarze. Myślałam, że się ze mną umówi, ale coś nie wypaliło. Zanim się tutaj przeprowadziłam mieliśmy się spotkać, ale tato... - opowiadała Emily.
- Miałem podobnie z jedną dziewczyną, którą kochałem na zabój. Jeden gość chciał mi ją odbić, no i nie dość, że straciłem dziewczynę, to jeszcze bliskiego kumpla. - wtrącił Thomas.
- Najwyraźniej nasze życie jest równie zagmatwane.
- Dlatego tak dobrze się dogadujemy. - chłopak szturchnął koleżankę w ramię, a dziewczyna uśmiechnęła się do niego. 
Gdy znaleźli się na mieście, gdzie było znacznie mniej osób, Thomas zapytał:
- A właściwie to, gdzie mieszkasz?
- A ta wiedza potrzebna ci do szczęścia? - odpowiedziała, uśmiechając się Emily. 
- Można tak to ująć. 
- Na ulicy Every Long 28. 
- Ohoho, to musisz mieć niezłą kasę... W każdym razie najwyraźniej ja też, bo mieszkam dokładnie na Every Long 25. 
Porozmawiali jeszcze chwilę na temat pieniędzy, kupili lody i poszli usiąść na ławce na placu. 
- Możemy cię podwieźć, jeśli chcesz. - wtrąciła dziewczyna.
- Chętnie skorzystam. 
- Lubisz tańczyć? Widziałam twój układ. Poruszałeś się jak zawodowiec.
- Do zawodowca mam jak stąd do Nowego Yorku. Ale dzięki. A ty tańczysz? 
Emily pokiwała przecząco głową.
- Mogę cię trochę nauczyć jak chcesz. Na dworze i w domu mam specjalnie zbudowane miejsca do tańca. - powiedział chłopak.
- Zastanowię się. - odpowiedziała dziewczyna - A teraz wracajmy, bo mój tato nie jest cierpliwy.
W drodze powrotnej wymienili się numerami. Emily żałowała, że nie mogła dłużej porozmawiać z nowym kolegą. Czuła się z nim bardzo swobodnie. Zobaczyła w oddali wóz ojca. Nieoczekiwanie wtrącił Thomas:
- Chciałabyś wrócić do Kanady?
Dziewczyna spojrzała na niego, uniosła barki i spytała:
- A watro uciekać z miasta aniołów?
- Miasto może i jest anielskie, ale ludzie... To inna historia. - odpowiedział chłopak odwracając wzrok, który posmutniał gwałtownie, przez co i Emily poczuła wzrastające współczucie do Thomas'a. 
Gdy Bill zobaczył chłopaka, rozmawiał z nim na różne tematy w samochodzie. Dziewczyna pożegnała się z kolegą, który bardzo poprawił jej humor dzisiejszego dnia, gdy znaleźli się na miejscu . Po wejściu do domu jej ojciec zapytał:
- Podoba ci się, co nie?
- Wcale nie. - odpowiedziała szybko dziewczyna. To pytanie ją rozproszyło. Thomas jej się nie podobał, tylko bardzo go polubiła - To nowy kolega z klasy.
- No, ale jakby coś iskrzyło... To ja czekam na informacje. 
Ojciec mrugnął do niej znacząco i włączył w salonie telewizor, za to Emily popędziła do swojego pokoju, żeby się przebrać. Nie lubiła butów na obcasie, a teraz nogi ją potwornie bolały. Założyła luźne ogrodniczki i zwykłą koszulę, po czym położyła się na łóżko i zastanowiła nad wszystkim. No, a właściwie myślała o Thomas'ie. Był miłym, zabawnym oraz bardzo przystojnym chłopakiem... Ale czy tak szybko jej się spodobał? Z pewnością bardzo go lubiła. Pomyślała o swojej coraz mniej kontrolowanej mocy... Nie chciała nigdy jej ujawnić, gdyby ktoś się dowiedział, zostałaby uznana za chodzącego dziwoląga, co zrujnowało by jej życie. W szkole też nie było tak źle, ale z pewnością prócz nowego kolegi zyskała również nowego wroga, a mianowicie Kamilę. Jak ona patrzyła wtedy na Thomas'a, gdy on bronił jej... Tak bardzo zazdrośnie i jednocześnie z rozpaczą. Czyżby była zazdrosna o tego chłopaka? To nowa szkoła oraz nowi ludzie i nie miała pojęcia kto, jak i z kim. Może ona była w nim śmiertelnie zakochana? A właściwie, co ją ma to obchodzić, skoro się nie lubią. Po dość długim rozmyślaniu, co bardzo często robiła, wreszcie postanowiła się zdrzemnąć.
Gdy wstała zrozumiała, że jest już późno. Szybko poszła się wykąpać. Gdy wróciła wyjęła z wielkiej szafy z książkami powieść: "Ever". Już dawno zaczęła ją czytać, ale przeprowadza nie pozwoliła jej kontynuować tego przyjemnego zajęcia, choć bardzo ją ta lektura wciągnęła. Czuła się trochę jak bohaterka tej książki... Tylko, że ona znała swoje dziwactwa oraz zawsze je pamiętała, a tamta wymyślona dziewczyna mogła o nich zapomnieć chociażby na trochę. Jednocześnie zjadła w pokoju, opierając się o chłodne okno, płatki z mlekiem. Gdy skończyła czytać, spakowała się do szkoły na następny dzień, naszykowała ubrania, a plan lekcji przywiesiła do korkowej tablicy, wiszącej koło biurka. Położyła się pod kołdrę, ale zanim zamknęła oczy, dostała SMS-a. Gdy otworzyła go, zobaczyła, że napisał do niej Thomas: "To kiedy nauka tańca?". Uśmiechnęła się do ekranu i odpisała: "Niebawem". Gdy już prawie zasnęła, lekko uchyliła powiekę i odczytała:  " Dobranoc", które przysłał jej nowy kolega i ze szczerym uśmiechem na ustach, usnęła. 
 ________________________________________________________

Mam nadzieję, że wam się podoba, następny rozdział za mniej więcej tydzień ;-)  
Pamiętajcie, że ważne jest dla mnie komentowanie, wasze opinie. JEŚLI JESTEŚ ZOSTAW PAMIĄTKĘ <3