niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział XI

Miłego czytania! ♥
_____________________________________________________________________

*Thomas i Emily*


Emily biegła przed siebie ile sił miała w nogach, ale czuła z każdą sekundą, że biegnie coraz wolniej. Ale był z nią Thomas, co dodawało jej odwagi oraz tej złudnej nadziei, że może uda im się przeżyć. Ludzie mówią, że nigdy nie należy robić sobie zbędnej nadziei, ale akurat w tym przypadku była im ona potrzebna zwłaszcza, że cel był szczytny. Musieli uratować Mysterium. Dziewczynę zastanawiało, dlaczego zgodziła się na to wszystko, skoro nie miały dobrych relacji. Trudno było jej przyjąć do świadomości, że zaraz może zginąć dla osoby, która okazuje, że ma ją w głębokim poważaniu. Ale jednego była pewna - nie byłaby w stanie odmówić udzielenia pomocy Mysterium. Wiedziała, że miałaby ją na sumieniu do końca swoich dni. Zwłaszcza po rozmowie z Lunem, z której wynikało, że to ona jest po części temu nieszczęściu winna.
Nie mogła dłużej myśleć, bo potknęła się i upadła, puszczając dłoń Thomasa. Chłopak zatrzymał się i pomógł jej wstać, lecz nie zdążyli ponownie uciekać, bo jeden z wielkich pająków przeskoczył nad nimi i zagrodził im ich jedyną drogę ucieczki.
Dziewczynę przeszły ciarki na sam widok owłosionego oraz obrzydliwego stworzenia z ośmioma nogami i ośmioma oczami, a zrobiło się o wiele nieprzyjemniej, gdy wokół ich stóp zaczęła zbierać się mleczna mgła. Wiedziała, że pozostałe potwory są już blisko. Chciała coś wykombinować, ale musiała uchylić się na bok, gdy pająk rzucił się na nich.
Thomas zaczął machać do niego oraz zaczepiać go, żeby zwrócić na siebie uwagę, dzięki czemu dał jej czas. Emily miała wrażenie, że czytają sobie w myślach.
Korzystając z okazji, rozejrzała się w skupieniu gorączkowo. Dostrzegła w oddali rozgałęzienie dróg labiryntu. Nie miała najmniejszego pojęcia, którą z dwóch mają pobiec, więc postanowiła zdać się na instynkt. Spostrzegła przyjaciela, który właśnie zabijał swojego przeciwnika. Była zaskoczona, że tak dobrze sobie radzi. Spojrzeli na siebie, a gdy ich wzrok się spotkał, ponownie doznała wrażenia, jakby czytali sobie w myślach. Podbiegła do chłopaka i chwyciła jego dłoń, po czym pociągnęła prędko przed siebie, kierując się ku dwóm ścieżką. Zebrali się w samą porę, bo stado potworów właśnie znalazło się w zasięgu ich wzroku.
Emily nie słuchała tego, co mówił Thomas. Była zbyt skupiona na wytężaniu zmysłów, żeby móc podzielić swoją uwagę. W tej chwili liczyło się dla niej tylko to, aby skręcić w odpowiednią ścieżkę. Nie mogła wyrecytować wyliczanki, tak jak robiła to w dzieciństwie. Im bliżej rozstaju byli, tym bardziej opuszczało ją przekonanie oraz odwaga. Gdy miała już skręcić, gwałtownie się zatrzymała. Mgła wyraźnie zrobiła się gęstsza oraz podniosła się, chociaż nie przebiegli więcej nić dwieście metrów.
Dziewczyna przyjrzała się uważnie dwóm drogą, szukając jakiegoś najdrobniejszego szczegółu, który byłyby ją w stanie nakierować, na odpowiedni wybór. Z zadumy rozbudziło ją energiczne potrząsanie jej ramienia przez przyjaciela, który nie patrzył na nią, tylko w głąb mgły, skąd dochodziły niepokojące dźwięki... Ale cisza, która zaległa chwilę później była jeszcze straszniejsza.
- Wydaje mi się, - wyszeptał - że powinnaś się pospieszyć, bo lada moment zostaniemy zaatakowani... A ja nigdy nie chciałem skończyć, jako schabowy dla pająków, niczym robak.
Emily posłusznie pokiwała głową, zerknęła z zaniepokojeniem za siebie, ale czym prędzej znów skupiła uwagę na drodze, którą mieli pójść. Niestety nie była w stanie myśleć jedynie o jednej rzeczy, bo do jej głowy napływała teraz tona emocji, głównie nieograniczony strach, wzrastający z ogromną siłą w każdej sekundzie. Jeden szelest w tej potwornej, niemożliwej ciszy pobudzał w niej wszystkie zmysły, a serce zaczynało walić jak szalone.
Nie zdążyła wybrać, bo nieoczekiwanie skoczył na nią wielki pająk, którzy zaczął owijać ja w kokon ze swoich nici, ale Thomas szybko zareagował, zabił pająka mieczem, przez co krew rozprysła się dookoła, po czym oswobodził przyjaciółkę, której było niesamowicie niewygodnie. Jednak po chwili rzuciły się na nich dwa kolejne potwory, a oni nie mieli już ani chwili, żeby decydować, którą ścieżką pójdą dalej. Wątpili w to, że chociażby przeżyją to stracie, bo z każdej strony napływała coraz większa liczba stworzeń.
Emily zabiła dwa pająki, po długiej walce z nimi i odwróciła się. Wiedziała, że musieli już uciekać, ale nie miała pojęcia, gdzie. Nagle dostrzegła w oddali błysk, który zwrócił jej uwagę natychmiastowo, co ją cieszyło. Tutaj było się zmuszonym zwracać uwagę na najmniejsze szczegóły. Chciała pociągnąć chłopaka do siebie, ale nie odnalazła jego dłoni w pobliżu. Rozejrzała się z przerażeniem i dostrzegła go. Jeden pająk owijał go właśnie w kokon.
Dziewczyna nawet nie wiedziała, kiedy zabiła pająka, który stanął jej na drodze, później następnego i wreszcie tego, który chciał zjeść jej przyjaciela na obiad. Skoczyła mu na grzbiet od tyłu i wbiła swój miecz. Pająk wydał dziwny jęk, a następne upadł na ziemię, a ona zeskoczyła z niego, po czym oswobodziła chłopaka.
Pomogła mu wstać i, gdy już ruszali biegiem w stronę drogi,  Thomasa przygniótł jeden z ostatnich pająków. Emily rzuciła się na niego, ale zanim go zabiła, potwór zdążył ugryźć jej przyjaciela w ramię, po czym umarł, przebity mieczem dziewczyny. Wyciągnęła spod wielkiego ciała Thomasa, który wyraźnie pobladł, a z dwóch dziurek, które widniały na jego ramieniu, ciekła krew. Emily chciała opatrzyć ranę, lecz kolejny pająk zaczął gnać w ich stronę, więc oni biegiem weszli na wybraną przez dziewczynę drogę. Mieli zamiar uciekać dalej, ale chłopak wywrócił się, zaczął kaszleć, jakby coś go gwałtownie osłabiło i nie mógł wstać. Przyjaciółka uklękła koło niego, a następnie popatrzyła w stronę pająka, który skoczył na nich. Zamknęła oczy, czekając na śmierć, ale usłyszała tylko dziwny dźwięk, jakby uderzenie piłki o szybę. Uchyliła powieki i zobaczyła, jak potwory próbują przedostać się do nich, ale uniemożliwia im to niewidzialna tarcza.
Emily uśmiechnęła się do siebie, bo wiedziała, że dobrze wybrała, jednak mina jej zrzedła, gdy spojrzała na Thomasa. Leżał na plecach oraz oddychał głośno, a jego klatka piersiowa unosiła się gwałtownie. Cały zbladł, a rana po zębach pająka wyraźnie pogorszyła swój stan. Zaczęła wydostawać się z niej biała piana z krwią. Do dziewczyny dotarł ten przerażający fakt, że jej przyjaciel został jadowicie ugryziony, przez co teraz umiera, najprawdopodobniej za kilkanaście minut nie będzie go już na tym świecie, a ona nie miała ani jednego lekarstwa.

- To wszystko moja wina. - wyszeptała cicho, klęcząc nad półprzytomnym Thomasem, a łzy kapały na policzki jej przyjaciela.



*Josh i Cara*


Cara obudziła się gwałtownie i złapała odruchowo za szyję w obawie, że ktoś ją dusi. Miała nocny koszmar. Cieszyła się, że wstała. Bo kto normalny chciałby zostać w śnie, który był na prawdę realistyczny, lecz niestety nie optymistyczny, bo była ścigana, a później duszona. Pewnie została jej jakaś trauma po ostatnim incydencie z "ktosiem". Przekręciła się na plecy, bo całą noc spała na jednym boku, co wyraźnie odbiło się na niej, bo odezwał się uciążliwy ból. Zdecydowanie tego nie znosiła. Gdy chciała przekręcić się z pleców na kolejny bok, jej twarzy zatrzymała się kilka centymetrów przed twarzą Josha, więc wstrzymała oddech. Kompletnie ją to zaskoczyło. Podniosła się pomału, żeby nie obudzić drzemiącego przyjaciela. Najprawdopodobniej nie śniły mu się żadne koszmary, bo spał w najlepsze. Nagle zaczął coś bełkotać, a dziewczyna podsłuchała:
- Zostaw tą deskę klozetową! - mówił przez sen.
Cara nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Komu normalnemu śnią się deski klozetowe? Postanowiła obudzić przyjaciela, pomimo że tak słodko spadł, bo musieli dotrzeć do celu. Nadal rozbawiona jego słowami, szturchnęła jego ramię kilka razy, aż wreszcie przeciągnął się na ziemi, przetarł zaspane oczy i podniósł się siadając koło niej.
- Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz? - spytał ziewając przy tym.
- Fajne rzeczy mówiłeś przez sen. - zachichotała dziewczyna - Miło śnić o kiblach?
Josh zaśmiał się cicho, po czym odpowiedział:
- Nie bardzo. Zwłaszcza, gdy śnią ci się latające desety i sikający mężczyźni.
Cara popatrzyła na niego ze zdziwieniem, a później ze śmiechu, aż rozbolał ją brzuch. Nie mogła uwierzyć, że spała koło kogoś, komu poprzewracało się chyba po walce coś pod sufitem.
Po chwili chłopak podniósł się z ziemi i otrzepał z siebie kurz, a następnie pomógł wstać przyjaciółce. Chwycili swoje miecze i prędko ruszyli podziemnym korytarzem. Po drodze rozmawiali o śnie Josha. Nie do wiary, jak banalne rzeczy potrafią poprawić humor człowiekowi. Gdy chłopak zaproponował, żeby Cara opowiedziała swój sen, jej mina gwałtownie zmieniła wyraz. Nie bardzo chciała do tego wracać. Od razu przed oczami pojawiały się obrazy z tego koszmaru.
Dziewczyna głośno przełknęła swoją ślinę, po czym odruchowo przejechała dłonią po swojej szyi. Zauważył to chłopak i jego mina też zrobiła się bardziej niewyraźna. Nie dało się z niej odczytać, jakie duszą się w nim teraz emocje oraz uczucia.
Cara dopiero teraz dostrzegła, że ma lekkie obtarcia w tym miejscu, gdzie przyduszał ją "ktoś". Znów przypomniało jej się tamto wydarzenie.
Patrzyła kątem oka na Josha, który zaciągał lwa, gdzieś dalej, a ona walczyła z drugim. Dawała sobie z nim radę, chociaż nie było łatwo, a niespodziewanie potwór przestał atakować i po prostu odszedł od niej. Ona podążyła za nim niezrozumiałym wzrokiem, nie wiedząc, co to znaczy. Nagle usłyszała za sobą szmery, odwróciła się, a z cienia z głębi korytarza wyszedł najprawdopodobniej mężczyzna w ciemnej szacie, a głęboki kaptur zakrywał jego twarz. Cofnęła się do tyłu ze strachu. Od tego kogoś biło przerażenie, które dotarło do Cary i rozprzestrzeniało się w jej umyśle, z każdym krokiem mężczyzny w jej stronę. Straciła panowanie nad sobą, dłonie zaczęły jej się trząść, w głowie mącić, a przed oczami ciemnieć. Nie była w stanie podnieść miecza, który niespodziewanie stał się niemożliwie ciężki. Gdy chciała krzyknąć, "ktoś" złapał ją za szyję i przywalił do ściany, dusząc. Wtedy była przekonana, że to koniec. Była w stanie pogodzić się ze śmiercią zwłaszcza, że ginęła w słusznej sprawie, ale nie mogła pogodzić się z faktem, że nie zdąży pożegnać się z rodziną oraz przyjaciółmi. Nie chciała się poddawać, więc zaczęła się wiercić, żeby uścisk mężczyzny stał się lżejszy, ale on tylko się nasilał, a ona nie mogła już oddychać. Po jej policzku zaczęły spływać łzy. Spojrzała ostatkiem sił w stronę Josha, który zabijał właśnie lwa, a mężczyzna w płaszczu odezwał się po raz pierwszy spokojnym, opanowanym, cichym, ale też złowieszczym głosem: "Nie chciałem tego robić. Przykro mi, że muszę cię zabijać po raz drugi. Ale tym razem nikt ani nic cię nie uratuje".
Te słowa były dla Cary, tak znajome, a jednocześnie obce, że nie miała pojęcia, co o tym myśleć. W każdym razie, właśnie wtedy wtrącił się Josh, ale ona była już na wpół świadoma. Dosłownie w ostatniej chwili do jej płuc dotarł tlen, co było dla niej wybawieniem oraz niewyobrażalną ulgą. Później ledwo co już pamiętała, przynajmniej nie czuła już bólu.
Powróciły do niej te słowa. Dopiero teraz dotarło do niej, że to, co powiedział "ktoś", całkowicie odnosiło się do niej, choć nie mogło być to możliwe. Nie pamiętała tego mężczyzny, nie pamiętała, żeby kiedykolwiek ktoś próbował ją zabić.
Zatrzymała się, nawet o tym nie wiedząc. Po chwili dotarło do niej pytanie chłopaka:
- Dlaczego stanęłaś?
Ona spojrzała na niego, a do jej oczy napłynęły łzy. To było niekontrolowane, nie mogła powstrzymać szlochu. Przetarła zapłakane oczy dłońmi, a Josh patrzył na nią ze współczuciem oraz niezrozumieniem. Nagle chwycił jej dłoń, a ona poczuła, że ma w nim wsparcie. Ucieszyło ją to, więc pojawił się na jej twarzy niewyraźny uśmiech. Była pewna, że może mu zaufać. Przytuliła się do niego i stali tak chwilę, a po krótkim czasie już opanowana powiedziała do niego:
- Ten mężczyzna w czarny płaszczu, który mnie chciał wtedy udusić, powiedział... - wzięła głęboki wdech, żeby móc się opanować - Powiedział, że już kiedyś próbował mnie zabić.



*Thomas i Emily*


Thomas praktycznie nie był świadomy tego, co się dzieje. Leżał na ziemi półprzytomny i nie był w stanie nic zrobić. Gdy tylko próbował się poruszyć, jego ciało odmawiało posłuszeństwa, a na ramieniu czuł nieprzyjemne rwanie. Do tego słyszał szloch Emily. Chciał ją przytulić, pocieszyć, ale nie mógł. To było w tym wszystkim dla niego najgorsze. Pamiętał, jak ugryzł go przed chwilą pająk, co było potwornie nieprzyjemne, a później słabł z każdą sekundą, aż w końcu wyczerpany upadł na ziemię.  Dotarło do niego, że najprawdopodobniej umiera, bo został zatruty jadem. Mimo tego, że nie miał siły, żeby wypowiedzieć ani słowa, skarcił się w duchu za to, że tak się dał.
Poczuł na policzku coś mokrego, jakby krople deszczu, ale nie mógł padać deszcz, skoro kapał pojedynczo i jedynie na jego twarz. Chciał zobaczyć, co się dzieje, lecz nie mógł. Co za beznadziejne położenie, a zwłaszcza, że czuł się, jak kaleka. Nie był w stanie wytrzymać szlochu przyjaciółki, musiał ją jakoś pocieszyć. Wezbrał w sobie całą resztkę siły, jaką miał i uchylił powieki, wręcz niewidocznie, a następnie wolno natrafił na dłoń dziewczyny, którą ścisnął lekko. 
Emily popatrzyła na niego zaczerwienionymi oczami od płaczu. On uśmiechnął się lekko i powiedział:
- Nie płacz.
- Jak mam nie płakać, gdy ty umierasz z mojej winy? - odpowiedziała z załamaniem w głosie.
- "Czyli umieram?" - spytał się w duchu chłopak, bo nie miał już na nic siły i znowu leżał, jak martwy, mimo że był świadomy. 
Nagle przestał już czuć jakikolwiek ból, otworzył oczy i okazało się, że normalnie stoi koło Emily, która płakała głośno i wciąż mówiła jego imię. Chciał koło niej stanąć, powiedzieć, że żyje, ale gdy zwrócił się w jej stronę, jego ciało przeniknęło przez dziewczyny, a słowa stały się dla niej niedosłyszalne. Zastanowił się, więc nad kim tak płacze jego przyjaciółka, skoro on żyje i wtedy zobaczył siebie. Właściwie swoje blade ciało, a na ramieniu ranę po zębach pająka. Dotarła do niego ta potworna świadomość. Dotarło do niego, że nie żyje. Po jego policzku ściekły łzy. Nie chciał w to wierzyć, nie był w stanie w to uwierzyć. Nie mógł zostawić samej Emily. Nagle stanęła koło niego kobieta w ciemnej, granatowej todze do ziemi, podobnej do tych, w których byli przedstawiani greccy bogowie, a na ramionach miała czarny, zwiewny płaszcz. Jej blada skóra zdawała się być przezroczysta, a czarne oczy przypominały karaty. Miała ciemnie włosy, splecione w gruby warkocz, a na głowie złoty diadem. Stała przed nim i właściwie wzięła się znikąd.
- Jak to jest patrzeć na swoje martwe ciało, Thomasie Willu? - spytała płynnym oraz zwiewnym głosem, a jednocześnie przepełnionym podstępem. 
Chłopaka zdziwiło to, że kobieta przemawia do niego, do niego w sensie, że niezmaterializowanego, niewidocznego oraz niesłyszalnego dla innych. Jednak skoro mówiła do niego, to najwyraźniej była w tym innym świecie, co on, więc odpowiedział:
- Wolałbym teraz sto razy bardziej być w moim ciele i odczuwać ból, niż sterczeć tutaj i patrzeć na siebie martwego... Czy zostanie mi po tym jakaś trauma?
Kobieta zaśmiała się tajemniczo, po czym powiedziała:
- Nazywam się Arcanum i jestem Panią tego wymiaru. 
- A wiesz może, jak się z tego wymiaru wydostać? - spytał chłopak.
- Możliwe.
- A mogę wiedzieć?
- Możemy pójść na układ. - powiedziała przebiegle kobieta, przerzucając płaszcz za ramię i odsłaniając togę - Ale tylko, jeżeli obie strony się zgodzą.
Thomas popatrzyła na nią niezrozumiale. Jakie obie strony? Nie znał Arcanum ani trochę, ale był pewny, że nie jest uczciwą osobą, albo przynajmniej nie powinien jej ufać.  
- Jakie obie strony? - spytał niepewnie, przyglądając się uważnie kobiecie, od której wyraźnie bił podstęp, ale też duma oraz wygląd królowej. 
- Ty i twoja zdruzgotana przyjaciółeczka Emily Jackson. - uśmiechnęła się urzekająco i wskazała na płaczącą dziewczynę.
Thomasowi zrobiło się żal przyjaciółki, gdy tylko ją widział w tym stanie. Nie mógł dłużej znieść myśli, że jest martwy, więc chciał, jak najszybciej wrócić do żywych. 
- No dobra... - odpowiedział niepewnie - A jaki układ?
Arcanum podeszła do chłopaka, stawiając zwiewnie krok za krokiem, jakby bała się, że coś pod jej stopami może się zawalić, gdyby nie poruszała się delikatnie, jak piórko. Swoimi ciemnymi oczami patrzyła pewnie prosto w oczy Thomasa, jakby szukała w nich odpowiedzi, na jakieś swoje pytania. Chłopak musiał przyznać, że była piękna.  Nagle powiedziała:
- W tym świecie, do którego trafiliście najczęściej panuje zasada "coś za coś". Jestem w stanie przywrócić cię do żywych, albo odesłać do świata, gdzie czeka na ciebie ostateczny wyrok. - kobieta jedną dłonią wskazała prawą stronę, gdzie ukazały się białe wrota, a drugą lewą, gdzie leżało jego ciało i płakała Emily - Ludzie po śmierci najczęściej idą przez Prawe Wrota, gdzie są sprawiedliwie sądzeni. Takie jest ich przeznaczenie, więc nic od niech nie oczekuje... Ale ożywić mogę tylko ja. Powrót do żywych nie jest łatwym zadaniem, nie uważasz? - spytała Arcanum Thomasa, który pokiwał tylko niepewnie głową, na znak, że się zgadza, a ona kontynuowała mówienie - Zrobię przysługę dla ciebie, oddając ci życie... Lecz wtedy ty i  Emily będziecie zobowiązani kiedyś oddać przysługę mi. 
- Chwila, ale dlaczego też Emily? - wtrącił chłopak.
- Tak wielka moc potrzebuje podwójnych środków. - odpowiedziała kobieta, z nutką rozbawienia w głosie.
- A jaka to przysługa? - spytał ponownie Thomas, któremu coraz mniej się to podobało.
Arcanum uśmiechnęła się chytrze, odsunęła od niego i zdjęła z siebie zwiewny płaszcz, zawieszając go w powietrzu - dosłownie. Rozłożyła narzutę w powietrzu, po czym stanęła koło chłopaka, przyglądając się temu, a następnie pstryknęła palcami. Na ubraniu pojawiły się obrazy. Jeden przedstawiał walkę potworów z Arcanum, jakąś płaczącą kobietę, szczęśliwą rodzinę z noworodkiem, jakiś świetlisty miecz i ponownie Arcanum wchodzącą w światło, które wydobywało się z wielkich wrót oraz wiele innych. Po chwili kobieta powiedziała:
- Muszę wrócić na Ziemię. Tam ktoś i coś na mnie czeka, a ja wciąż tkwię tutaj. Tylko wy jesteście w stanie mnie tam sprowadzić, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Zwrócę ci życie Thomasie Willu, ale tylko wtedy, gdy ty oraz Emily zgodzicie się na przysługę dla mnie. Gdy zgodzicie się pomóc mi wrócić na waszą planetę, podczas ostatecznej próby. 
- Po co chcesz, tak bardzo wrócić na Ziemię? - spytał zaniepokojony chłopak, bo już całkiem się pogubił i nie był pewny, czy na sto procent jest w stanie wrócić do żywych. 
- Muszę. Tyle wiadomości ci wystarczy. To co, zgadzasz się? - zwróciła się teraz konkretnie, bez żadnego owijania w bawełnę Arcanum, wystawiając przed siebie dłoń. Jej ton bardzo spoważniał. 
Thomas miał teraz mętlik w głowie. W głupią rzecz się wpakował. Co miał teraz zrobić? Kobieta żądała od niego czegoś, co mogło zaważyć na losie świata. Ponownie dotarł do niego szloch Emily. Nie chciał dłużej tego słuchać, tak czy siak, będzie co będzie, więc uścisnął dłoń Arcanum. Ona uśmiechnęła się złośliwie, jej głos poniósł się echem dookoła pomimo, że nie otwierała ust, mówiąc: "Dobry wybór", po czym rozpłynęła się w powietrzu, tak jak stała. Chłopak został całkiem sam, słysząc obok płacz przyjaciółki.
  ______________________________________________________________________

Chciałam was bardzo przeprosić, że opóźniłam się z dodaniem rozdziału, ale w piątek byłam na wycieczce i wracałam dopiero pod wieczór w sobotę, niestety rozdziału nie mogłam dodać, bo był niedokończony, a niestety nie było, jak go skończyć, bo miałam Dni Świerzawy - święto mego miasteczkowego zadupia - i musiałam iść na dyskotekę XD. Wróciłam o 24 z przyjaciółką. Naliczyłyśmy, że było nas łącznie 26 osób :P. To INTEGRACJA STULECIA mówię wam ;D. W każdym razie lepiej nie wnikajcie, co ja tam jeszcze robiłam :). 
Więc jeszcze raz bardzo was przepraszam. Obyście mi wybaczyli ;) ♥. Przepraszam za błędy, jeżeli się pojawiły. Mam nadzieję, że nieźle wam się czytało ten rozdział :). Osobiście na prawdę mi się podobał ^^.
PYTAJCIE BOHATERÓW!!! ;D
To chyba tyle ;). 
Wyrażajcie koniecznie swoją opinię w komentarzach :)! 
Do poczytania! ♥

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział X

Życzę miłego czytania!
______________________________________
ODWAGA

*Thomas i Emily*

Emily szła za Thomasem schodząc po ledwo widzialnej skalnej półce, która nie całkiem mieściła jej stopę, więc do ściany odwrócona była twarzą i opierała się na niej dłońmi oraz brzuchem... Dlatego, że tak było łatwiej, ale również dlatego, że miała lęk wysokości, który, jak myślała, zwalczyła w dzieciństwie, ale jednak się myliła. Dziwiła się, jakim cudem Thomas porusza się tak zwinnie oraz szybko, zważając na to, że jest od niej większy. W każdym razie starała się stawiać stopy krok w krok za przyjacielem. 
Udało im się przymocować miecze do spodni, bo te spodnie były najwyraźniej do tego przeznaczone, przez co ich wspinaczka była przynajmniej odrobinę ułatwiona... No cóż, musieli znaleźć w tej dziurze nieszczęścia jakieś optymistyczne myśli, które blakły w zastraszającym tempie, gdy coraz bardziej zbliżali się do zamglonego wejście do labiryntu. Znajdowali się jakoś dwadzieścia metrów nad ziemią, gdy skalna półka, na której opierali swoje nogi skończyła się, a pod nimi widniało wejście do ich celu. 
- I co teraz? - spytała niepewnie Emily Thomasa, która spoglądał w dół, mocno zaciskając dłonie na kamieniach.  
Dziewczyna również spojrzała w dół. Patrzyli tak chwilę, gdy niespodziewanie odpadł ze skalnej ściany kamień, którego trzymała się Emily. Dziewczyna z zaskoczenia poleciała do tyłu, co było w tym położeniu najgorsze, co mogła zrobić. Natychmiast jej stopy osunęły się, a ona zaczęła lecieć w dół. Krzyknęła głośno, a w jej głowie huczała myśl o śmierci. Co się z nią później stanie? Nie chciała w żadnym przypadku opuszczać tego miejsca. 
Thomas opanowany z prędkością świata przykucnął, jedną dłonią złapał się jak najmocniej stabilnego kamienia, a drugą chwycił dłoń zdezorientowanej przyjaciółki, która o mało co nie pociągła by go za sobą. 
Emily zawisła w powietrzu, jej nogi powiewały bezwładnie. Bała się zrobić jakikolwiek ruch w obawie, że zsunie się w dół wraz z przyjacielem. Spojrzała na jego twarz. Była nieugięta, ale w jego oczach widziała, że już ledwo daje radę. Lekko przekręciła głowę szukając ratunku. Dostrzegła metr od niej kawałek półki skalnej. Musiała się tylko rozhuśtać i byłaby uratowana. Ale Thomas wpadłby w przepaść. Popatrzyła na niego i powiedziała drżącym głosem:
- Muszę złapać twoją dłoń obiema rękami i wtedy rozkołyszę się lekko, po czym wskoczę na podporę obok... Dasz radę?
Chłopak przełknął ślinę, po czym pokiwał głową. 
- Nie zrobi tego, nie da rady - pomyślała słabo dziewczyna. Nie chciała go zabić, musiała być inna deska ratunku, tylko jaka? Zerknęła niechętnie w dół, a przed jej oczami niebezpiecznie pociemniało. Nienawidziła swojej głupiej fobii. Wiedziała, że Thomas już ledwo wytrzymuje, czuła, jak jego siła z każdą chwilą słabła. - A może tak skoczyć? - w tej chwili do jej mózgu docierał tylko taki pomysł i to beznadziejny, bo nie mogli zginąć. 
Jej miecz odbił światło, przez co rzucił  się w oczy, co poskutkowało kolejnym pomysłem ratowania się z opresji. Mogła wbić miecz w ścianę skalną i podciągnąć się na nim... W każdym razie nic lepszego nie wymyśliła, więc podzieliła się planem z przyjacielem, który ledwo już dyszał.
- Gdy będę wyjmować miecz, - mówiła - musisz się mocno trzymać, przez wszystkie moje ruchy, a na koniec lekko pociągnąć mnie do góry... Wiem, że liczę na wiele, ale...
- Dam radę. - wtrącił szybko chłopak - Tylko pośpiesz się, błagam.
Dziewczyna pokiwała porozumiewawczo głową. Przekręciła się na brzuch, przez co strasznie zabolał ją nadgarstek, wyjęła ostrożnie miecz, który gwałtownie obciążył jej prawe ramię, policzyła w myślach do trzech i wbiła miecz w skałę. 
Na początku wszystko było w najlepszym porządku, sprawdziła czy miecz mocno się trzyma, spojrzała na przyjaciela i podciągnęła się mocno do góry, szamocząc po skałach nogami, a Thomas lekko ją podniósł.
Brakowało tych kilku centymetrów, gdy miecz zaczął się chybotać, po czym wypadł i zaczął spadać w dół... A za nim poleciała cała skalna półka, zabierając w odłamkach kamieni Thomasa i Emily, którzy zjeżdżali szybko w dół.
Dziewczyna krzyczałaby w niebogłosy, gdyby nie to, że chłopak przytulił ją mocno do siebie. 




*Cara i Josh*
(w tym samym czasie)


Josh jeszcze kilka razy uderzył w kamienie zagradzające im przejście, chociaż dobrze wiedział, ze nic to nie da. 
Cara stała i patrzyła na te głazy, jak na swoje przekleństwo. Gdy chłopak się opanował, podeszła do skały, kopnęła ją z całej siły, po czym krzyknęła:
- Nie wytrzymam!
I usiadła na ziemi. Miała dosyć, chciało jej się płakać. Dlaczego to zawsze im musi się przytrafiać? Często zdarzało jej się to w dzieciństwie, ale teraz to nie było konieczne, nie chciała wspominać tamtych czasów. 
Josh ukląkł obok niej, a po chwili pomógł wstać. Oboje podeszli do Arona i Luna, którzy najwyraźniej byli na równi zdezorientowani, jak oni. Pierwszy z szoku otrząsnął się Aron, spojrzał na przyjaciół, a Josh najprawdopodobniej nie wytrzymał, bo naszły go myśli, które sprowadzały się do jednego pytania:
- Jest inna droga?
- Oczywiście. - odpowiedział niespodziewanie Lun, a oni zwrócili wzrok na niego - Ale o wiele gorsza od tej. Skoro chcecie dotrzeć do środka labiryntu inną drogą, to ostrzegam... Nie będzie ani odrobinę prostsza. Jesteście pewni...
- Jesteśmy. - odpowiedzieli jednocześnie, po czym odruchowo na siebie spojrzeli. 
Josh uśmiechnął się słabo, a Cara odwzajemniła uśmiech. Lun wziął głęboki wdech, po czym przytulił przyjaciół, jakby miał ich już nigdy więcej nie zobaczyć, co wcale nie polepszyło im humorów i podszedł do ściany od swojej lewej strony. Zamknął oczy i przyłożył dłoń do powierzchni, po czym nastała cisza. Nagle z jego ręki zaczęło wydobywać się niebieskie światło, a korytarz zaczął się trząść, przez co z sufitu posypały się odłamki kamieni. 
Jakiś ostry natrafił na nieszczęśliwy policzek Cary i naciął jej lekkie rozcięcie, a ona odruchowo złapała się za krwawiące miejsce. 
Po chwili Lun podszedł do nich, a w ścianie pojawił się ciemny korytarz oświetlony nielicznymi pochodniami. 
- Ta droga nie była otwierana przez kilka setek lat... I żałuję, że musiałem ją otworzyć.
Josh popatrzył na niego niezrozumiale, ale po chwili otrząsnął się i wszedł razem z Carą do tunelu, zostawiając Arona z Lunem za sobą.
Przyjaciele, tak jak na przyjaciół przystało byli lojalni oraz można było na nich liczyć, dlatego Cara i Josh nie zamierzali zwlekać z pomocą dla Thomasa oraz Emily... Jednak zastanawiała ich myśl, czy przypadkiem oni nie będą tej pomocy potrzebowali bardziej.
Dziewczyna trzymała w dłoni miecz, podobnie jak chłopak i odruchowo odsłoniła nacięty policzek. Chłopak  spojrzał na nią, a jego oczy powiększyły się momentalnie, gdy zobaczył krew, która ściekała z jej brody na ziemię. 
- Co ci się stało? - spytał zatrzymując się i pokazując palcem na ranę.
- Nie wiem, czy powinniśmy się tutaj zatrzymywać. - odpowiedziała nie na temat. Nie chciała gadać o tym w jak nieudolny sposób to się stało, a z tym stawaniem w takim miejscu też miała niejaką rację, mimo że rana strasznie ją piekła. Ale chłopak tylko przejechał palcem po rozcięciu, a ona odruchowo się odsunęła, bo strasznie to ją zabolało. Musiało to dziwnie wyglądać.
Cara czasami żałowała, że nie była jak Emily. Dzielna, ładna, mądra, nieustraszona... A ona musiała być tą niezdarą. 
 - Nie za dobrze to wygląda. - powiedział Josh podchodząc do niej i patrząc w oczy. - Usiądź.
Dziewczyna nie miała takiego zamiaru, chwilę się sprzeciwiała, ale jednak posłuchała jego prośby i usiadła na twardej oraz chłodnej ziemi. Chłopak ukląkł koło niej, oddarł od kawałka swojej białej koszulki kawałek materiału, po czym wyjął butelkę wody utlenionej, którą o dziwo miał w kieszeni, wylał trochę na materiał i przyłożył do policzka przyjaciółki.
Cara wzdrygnęła się lekko, ponieważ zadrapanie potwornie bolało, ale wytrzymała. Po kilku minutach ruszyli dalej, a ją nadal szczypała rana, jednak przynajmniej miała teraz świadomość, że nie zajdzie zakażenie. Niezręcznie było jej tak iść i nic nie mówić, a bardzo dziwiła ją małomówność u Josha, który zawsze nadawał, jak katarynka. Postanowiła zacząć rozmowę.
- Zawsze masz przy sobie wodę utlenioną?
- Najczęściej. Zostało mi to po tym, jak na wakacje pojechałem nad morze, gdzie był hangar i byłem tam z przyjaciółką. Reszty nie pamiętam. Rodzice mówili, że uderzyła we mnie belka, a moja koleżanka zginęła. - zwierzył się chłopak
- Ja nie chciałam... - odpowiedziała ze zmieszaniem. Nie miała zamiaru wypytywać go o rzeczy, które były jego prywatną sprawą.
- Nic się nie stało. - wtrącił, szturchając ją przyjacielsko w ramię - Każdy ma swoje dziwactwa. Jakie jest twoje?
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam... Chyba mam bardzo dobre serce, zawsze protestuję przeciwko zabijaniu zwierząt i wojną... Chociaż sama biorę teraz udział w jednej. - odparła z zażenowaniem.
- Ale w słusznej. - powiedziała Josh, spoglądając pusto w przestrzeń, po czym zamilkł na dłuższą chwilę. 
Cara zastanawiała się, dlaczego chłopak, ma taki dziwny nastrój. Przeanalizowała wydarzenia... I chyba zrozumiała. Thomas był jego kuzynem, a ich relacje i tak się polepszyły, jednak, co z tego, bo nadal były fatalne. Dziewczyna dobrze wiedziała, że tym dwóm podobała się Emily, a Thomas miał teraz niepodważalną okazję, żeby się do niej zbliżyć, za to Josh tkwił tutaj z nią, czyli beznadziejnym przypadkiem. 
- Nie musisz się przejmować, przejdziemy ten labirynt z łatwością, a później powalczysz o względy Emily. - szturchnęła go łokciem w ramię, a on spojrzał na nią z rozbawieniem.
Nagle w jaskini zawiał ostry wiatr, który zgasił wszystkie pochodnie. Przyjaciele ustawili się do siebie plecami, rozglądając się dookoła i mając nadzieję, że jednak coś zobaczą w tych egipskich ciemnościach, ale widać było tylko ich miecze, które mieli przed sobą. Usłyszeli głośne ryki, krzyki, jęki. Gwałtownie wszystkie pochodnie znów zapłonęły, a oni powinni się z tego cieszyć, jednak w tej chwili przyjaciele woleliby, nadal stać w ciemnościach, niż oglądać przerażające, najprawdopodobniej niezwyciężone potwory, które teraz stały kilka metrów przed nimi. 
- Z łatwością? - spytał Josh przyjaciółkę.
- Muszę zapamiętać, żeby nie rzucać słów na wiatr. - odpowiedziała Cara, po czym potwory rzuciły się na nich, a oni musieli walczyć o życie.  


*Emily i Thomas*


Thomas miał wrażenie, że spadają z tej cholernej skarpy bardzo długo, podobnie jak Emily, chociaż dobrze wiedzieli, że trwa to zaledwie kilka sekund. 
Chłopak miał wielką nadzieję, że jak się rozbiją, to będzie przynajmniej w jednym kawałku. Nie miał  za złe przyjaciółce za to, że pociągnęła ich w dół. Najprawdopodobniej sam w końcu by spadł, a nie chciał, żeby sama spadała, więc zdecydowanie cieszył się, że jest teraz z nią. Przynajmniej nie krzyczała, więc była jeszcze szansa, że nie wszystkie potwory z okolicy wiedzą o ich pobycie w ich domu. No i miał okazję, żeby się z nią przytulić. Dobrze wiedział, że Josh mu zrobi za to niezłą jazdę, sam postąpiłby wobec niego podobnie. Przytulał ją, bo chciał i przy okazji dawało to jakieś korzyści, tak jak myślał - nie krzyczała. 
Zjeżdżali w prędkością światła, a on czuł, jak na jego nogach powstają coraz to liczniejsze obtarcia. Zobaczył, że zaledwie kilka metrów dzieli ich od uderzenia, więc mocniej przytulił Emily. Policzył do trzech i właśnie w tej chwili uderzyli o ziemię. Chłopak poturlał się w lewą stronę, a dziewczyna w prawą i przelecieli niekształtnymi fikołkami kilka metrów, aż wreszcie zatrzymali się, leżąc bezwładnie na chłodnej murawie. Thomasowi strasznie kręciło się w głowie, czuł uporczywy ból w nodze. Podniósł się i usiadł, po czym syknął z bólu i złapał się za obolałą głowę. Gdy otworzył oczy pierwsze, co zobaczył to jego noga, która miała duże, mocno krwawiące rozcięcie. Gdy podniósł wzrok, dopiero uświadomił sobie z jak wielkiej wysokości spadli... Wiedział, że cudem żył. Zobaczył w oddali Emily, która leżała na ziemi i mówiła coś na wzór cichych przekleństw, trzymając się mocno za ramię. 
Chłopak podźwignął się na nogę, bo tamta tylko mu przeszkadzała i uporczywie dawała po sobie znać, a następnie pokuśtykał do przyjaciółki. Pomógł jej się podnieść. Gdy dziewczyna odchyliła ranę na jej ramieniu, nie była ona w lepszym stanie, niż ta na jego nodze. 
- Bardzo boli? - spytał.
- Niestety. - odpowiedziała Emily, idąc krok w krok z Thomasem, który trzymał ją pod ramię, równie ranny - Chodźmy stąd, zanim jakieś potwory nas zabiją.
Był to na prawdę najlepszy pomysł, na jaki mogli teraz wpaść. Udało im się trafić do jaskini, która leżała spory kawałek, od miejsca ich rozbicia. Mogli teraz zostać tutaj, albo wejść prosto do labiryntu... Wybrali pierwszą opcję. 
Thomas doskonale wiedział, że nie mogą zostać w grocie długo, ale gdyby teraz weszli do labiryntu tacy okaleczeni, na pewno zginęliby przy pierwszym ataku.
Usiadł na przeciwko Emily, która opatrywała sobie ramię. Gdy pomyślał o walce, która ich czeka, zaczął tęsknić za Joshem. Wstydził się, że nie jest w stanie obronić przyjaciółki, bo był od niej o wiele gorszy w biciu na miecze, z resztą sam to udowodnił na treningu. Żałował, że nie jest w tym dobry. Skarcił się od środka, za tam pesymistyczne myślenie, chociaż teraz nic wesołego nie przychodziło mu do głowy. W tej głuchej ciszy, niespodziewanie odezwała się Emily.
- Jesteśmy głupi.
- Nie jesteśmy. - odparł Thomas. Poszukał w mózgu potwierdzenia jego słów, nagle rozpromienił się i odpowiedział - Ujmę to tak, człowiek inteligenty umie wybrnąć z wielkiej opresji podczas, gdy mądry nigdy by się w coś podobnego nie wpakował.
- Super, czyli jesteśmy jedynie inteligentni. - wtrąciła dziewczyna, a chłopak udał zamyślenie, po czym pokiwał zgodnie głową.
Oboje wybuchli śmiechem. Miło było uśmiechać się w tak potwornej sytuacji.  
Po mniej więcej godzinie musieli ruszać. W jaskini znaleźli broń, która zdecydowanie im się przyda. Nie zważając na to, skąd się tam wzięła, zabrali dwa miecze ze sobą.
Emily opatrzyła również nogę Thomasowi, co ona uważał za bardzo miłe i pomimo, że byli w fatalnym położeniu, nadal tliła się w nim ta iskra szczęścia, że mógł być z dziewczyną. Zatrzymali się przed wejściem do labiryntu, które było spowite odstraszającą, mleczną mgłą. Stali tak chwilę, aż usłyszeli za sobą dziwne dźwięki. Odwrócili się, wystawiając przed siebie broń, ale zobaczyli jedynie mgłę. Thomas poszedł kawałek przed siebie i nagle skoczył na niego ogromny pająk, który miał na pewno trzy metry wysokości, jednak obronił się wbijając mu broń w brzuch. Niestety nie pocieszyło go to, że sam sobie poradził, bo dookoła zaczął się zbierać pozostały tuzin innych pajęczaków. 
Chłopak cofnął się i stanął koło dziewczyny, po czym powiedział, przyglądając się zbliżającym potworom:
- To pewnie rodzinka.
Przyjaciółka pokiwała tylko głową. Niespodziewanie Emily chwyciła Thomasa za dłoń, a on aż się wzdrygnął. Bardzo chciał, żeby już go nie puściła, co mogło wydawać się dziwne, ale nic na to nie mógł poradzić. 
Dziewczyna nachyliła się do jego ucha i wyszeptała:
- Na trzy wbiegamy do labiryntu. 

On posłusznie pokiwał głową. Policzyli cicho do dwóch i rzuciły się na nich pająki, a oni krzyknęli głośno trzy, po czym wbiegli do zamglonego, ciemnego oraz ponurego labiryntu, wciąż trzymając się za dłonie... Niestety za nimi pognały potwory. 


 *Josh i Cara*


Josh stał tyłem do Cary, która drżała wręcz niewyczuwalnie ze strachu, jednak on zawsze wyczuwał najdrobniejsze szczegóły na kilometr. Przed nim stały dwa wielkie lwy, które były mniej więcej wielkości normalnych lwów... Tylko różniła ich jedna, kolosalna rzecz: te miały trzy łby. Trzy łby oznaczały trzy razy więcej ostrych, jak brzytwy zębów. 
Chłopak jednak nie zamierzał się poddawać. Musiał pomóc Emily... Dobra Thomasowi też, ale bardziej przejmował się przyjaciółką oraz tym, co jego kuzyn mógł teraz z nią robić. Przytulał ją? Ta myśl była nieznośna i dała mu dawkę siły, która zmotywowała go do walki, a co do walki, zdecydowanie nie była wyrównana. Po prostu nie przeszli wystarczającego szkolenia, żeby ich w takie coś ładować.
Do tego bał się o Carę. Była na prawdę w porządku, nie chciał, żeby coś jej się stało. Poza tym najprawdopodobniej nieźle go rozumiała, bo odgadła jego rozterki, przez co nieźle mu ulżyło, bo z kimś się nimi podzielił i miał pewność, że przyjaciółka go nie wyśmieje... W każdym razie jeszcze nie miała takiej okazji, co bardzo go cieszyło. Miał ochotę przytulić Carę, żeby dodać jej otuchy, ale w tej chwili nie był w stanie tego zrobić... Czego oczywiście żałował.  
Wtedy rzuciły się na nich potwory. Dziewczyna dzielnie odbierała atak, więc chłopak upewniony o jej bezpieczeństwie, postanowił szybko pozbyć się wroga... Co oczywiście nie było takie łatwe, jakby się wydawało.  
Na początku nie odebrał ataku, bo to nie miało sensu. Jak miał odeprzeć pięćset kilo mieczem? Postanowił trochę pouciekać, co okazało się niezłym niewypałem. Oddalił się od potwora, jednak musiał się zatrzymać, żeby się nie zgubić, a przed nim stanął lew, który swoimi trzema parami oczu spoglądał na niego z triumfem. 
Po krótkiej chwili skoczył na Josha, a ten przewrócił się całą siłą powalony na plecy. Wydał zduszony krzyk. W tej chwili miał wrażenie, jakby pękł mu kręgosłup. Lecz, gdy usłyszał krzyk Cary, zrozumiał, że to nie on był w tragicznym położeniu. Nie mógł sprawdzić, co dzieje się z jego przyjaciółką, bo całą widoczność zasłaniał mu potwór, który sterczał nad nim. Po chwili ślina z trzech paszcz wroga spadła na twarz chłopaka, co oznaczało potrójną dawkę oburzenia. Szybko uderzył mieczem łeb lwa, odwracając jego uwagę, po czym szybko skoczył na nogi, co utrudnił ból w jego plecach, a następnie powiedział:

- Stary, myjesz czasami zęby? Jeżeli obślinianie to twoje hobby, to bez żadnych sprzeciwów zainwestuje ci w pastę Colgate Max, chociaż dla ciebie chyba już nie ma ratunku!
Potwór zawył, jakby zrozumiał tą obelgę i rzucił się na Josha, który wykonał zgrabny unik, przez co lew uderzył z całą siłą w twardą, skalną ścianę, a on nie zwlekając wbił w jego plecy miecz. Polała się krew, a wróg przewrócił się na bok. Po chwili rozpadł się w pył, a chłopak podniósł swoją broń.
Usłyszał przyduszony krzyk Cary, na co natychmiastowo się odwrócił. Widok, który zobaczył pogorszył stanowczo jego samopoczucie. 
Dziewczyna przyparta była do ściany, ale nie dotykała nogami ziemi, bo ktoś przytrzymywał  kościstą dłonią jej szyję, przyduszając ją. Ten ktoś miał sylwetkę jak człowiek, podobnie ze wzrostem, ale nie było widać jego twarzy, bo na ramionach miał długi, czarny płaszcz falujący w powietrzu. Koło niego krążył drugi z lwów. 
Cara wyraźnie zaczynała tracić świadomość. Josh to widział, widział jej cierpienie, łzy w oczach, strach, ale też przeogromną pewność siebie, co niemożliwie go zaskoczyło, bo on sam na jej miejscu na pewno nie okazałby wigoru. 
Zabuzowała w nim krew, umysł się rozjaśnił, a ona zaczął biec odruchowo w stronę mężczyzny, który chciał zakończyć życie jego przyjaciółki. Drogę zagrodził mu lew, ale on nie zwrócił na niego uwagi, jakby był tylko natarczywą muchą i wbił bez wahania mu miecz, a ten wręcz natychmiastowo zamienił się w proch. 
Josh stanął na przeciwko nieznanego "ktosia", który odwrócił się w jego stronę, nie ujawniając twarzy z mroków kaptura.
- Zostaw ją. - powiedział pewnie chłopak.
Mężczyzna zaśmiał się drwiąco, a gdy uspokoił się odpowiedział:
- Bo?
- Bo to moja przyjaciółka. - Josh zauważył, że Cara ostatkiem sił zerka na niego - I w tej chwili tylko ja mogę decydować o jej losie. 
Bez wahania rzucił się na "ktosia", który osłonił się jedynie własnym ramieniem, a Josh wbił w niego miecz. Jednak mężczyzna rozpłynął się w powietrzu, jak mgła... Wtedy chłopak zrozumiał, że go nie zabił. Ale mało go to obchodziło. Ukląkł koło półprzytomnej Cary, która siedziała pod ścianą z pochyloną głową. Na jej szyi widać było czerwone ślady po palcach, a na ramionach zadrapania po pazurach. Josh wiedział, że próbowała się bronić. Był wściekły na siebie, że nie zdołał jej oszczędzić tego cierpienia. Chwycił jej dłoń, a ona uchyliła powieki i uśmiechnęła się lekko, również ściskając jego dłoń, wręcz niewyczuwalnie. 
Chłopak odłożył ich miecze na bok i zdjął swoją kurtkę, złożył, po czym pomógł położyć się przyjaciółce i podłożył ubranie pod jej głowę. Sam usiadł z boku, przy okazji obejmując pierwszą w swoim życiu, tak odpowiedzialną wartę. 
Gdy Cara zasnęła przyjrzał się jej dokładniej. Włosy miała w nieładzie, co dodawało jej uroku, a na twarzy widniało zacięcie po kamieniu, który ją uderzył na samym początku, a kosmyk włosów podnosił się w górę i w dół, przez oddech z jej nosa, już zdecydowanie równomierny. 
Josh nachylił się i odgarnął włosy, które leżały na jej twarzy i sam zmęczony położył się koło niej, mając nadzieję, że nie zaśnie, co oczywiście mu nie wyszło.
 Niestety przed snem usłyszał niepokojące słowa:
- Jeszcze się spotkamy Joshu Evillu ... I wtedy będziesz musiał wybrać.
Potem chłopak już nie był świadom, tego co się dzieje.
_______________________________________________________________________

Chciałam was bardzo przeprosić, że dodaję tak późno, ale cały dzień siedziałam we Wrocławiu i nie miała dostępu do internetu :C Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Co do rozdziału, całkiem mi się podoba, nie jest źle. Bardzo ciekawi mnie wasza opinia, wiec KOMENTUJCIE I WYRAŻAJCIE OPINIĘ! ;D.
Zapraszam was również do pytania bohaterów ^^.
Ostatnio było mało komentarzy pod rozdziałem :C. No trudno, nie zmuszam was do niczego, ale trochę szkoda, że nie wszyscy wyrazili swoje opinie. Oby w tym wypadku było inaczej ;). 
Komentujcie, komentujcie i jeszcze raz KOMENTUJCIE!!! :D 
I jeszcze jedno, tekst o człowieku inteligentnym zabrałam mojej nauczycielce od matmy, bo mi się spodobał ^^. (wiem, to bardzo dziwne XD)
Do poczytania ! ♥
 

piątek, 30 maja 2014

Rozdział IX

Miłego czytania!
(Piszcie opinie w komentarzach ♥)
________________________________
POCZĄTEK
 Emily gwałtownie pobladła, tak jak jej przyjaciele. Życie Mysterium ma zależeć od niej, a jej od Mysterium? Myślała, że zwymiotuje. Jak to nie będzie mogła żyć? Co to w ogóle ma znaczyć? 
Spojrzała na Luna, jak na osobę, która powiedziała jej najbardziej niezrozumiałą w życiu rzecz, a on najwyraźniej załapał, o co chodzi, bo rozejrzał się niepewnie po wszystkich ludziach, którzy patrzyli teraz na Emily, jak na największą atrakcję w cyrku, po czym kazał pójść jej za nim. Posłusznie to zrobiła, przy okazji mając nadzieję, że zainteresowanie jej osobą gwałtownie wygaśnie, gdy się ulotni. 
Szli prędko ciemnym korytarzem, najprawdopodobniej wykopanym w ziemi, bo ściany zrobione z kamienia oraz piasku na to wskazywały. Wszędzie porozwieszane były pochodnie, których złowrogi blask onieśmielał Emily i tak już bardzo wystraszoną. Na końcu tunelu weszli przez metalowe drzwi do windy, która pojechała na samą górę, a mianowicie na 35 piętro, jeżeli to było tutaj możliwe. 
Gdy skrzydła windy się rozsunęły, dziewczyna zobaczyła wielką komnatę, w której było bardzo ziemno. Ściany zrobione były z ciemnego kamienia, jak i podłoga, dookoła wisiały pochodnie, gdzie nie gdzie małe okienka z witrażami dopuszczały nieznaczną ilość światła, a sufit ozdabiały runy... Jednak najdziwniejsze było to, co znajdowało się na środku pomieszczenia. Unosił się tam magiczny pył, jakby pył gwiezdny, nieruchomo stojący w miejscu. Emily podeszła do tego zjawiska z Lunem, któremu przyglądała się uważnie. Mężczyzna włożył w zjawisko delikatnie swoją dłoń, a pył zawirował, po czym zaczęły pojawiać się w nim różne obrazy, które przedstawiały najwyraźniej wydarzenia z życia... Dość skromnego oraz niebezpiecznego. Tylko do kogo ono należało? Było tam pełno bólu oraz cierpienia. Jeżeli to była przeszłość Luna, to Emily nigdy nie przypuszczałaby, że może być, aż tak drastyczna, bo przecież bardzo wiele osiągnął. 

Lun patrzył na te sceny z wielkim bólem w oczach. Po chwili wyjął dłoń z pyłu, która później opadła bezwładne, jakby straciła czucie. Jego mina nie wyrażała nic. Dosłownie. Żadnych uczuć, przemyśleń, można by nawet pomyśleć, że mężczyzna przestał mrugać. Po dość dłuższej chwili niż zazwyczaj, mężczyzna pokierował wzrok na Emily i powiedział do niej:
- Powiedz mi szczerze... Lubisz Mysterium?
Dziewczyna uchyliła już usta, mając zamiar odpowiedzieć, ale skamieniała i wydała z siebie tylko stęknięcie, bo zrozumiała, że odpowiedź nie może być palnięta prosto z mostu... Zwłaszcza prawdziwa, która nie jest zbyt przyjemna. Spuściła wzrok, nagle wzięła głęboki oddech i odpowiedziała:
- Nie jestem kłamcą. Rozumiem, że ludzie mówią, że wolą, gdy jest się wobec nich szczerym. Ale czy uczciwie jest mówić prawdę, krzywdząc przy tym innych?
Lun uśmiechnął się do niej lekko, a ona sama zdziwiła się, gdy uświadomiła sobie, jak mądre słowa wypłynęły z jej ust i jak niewiele czasu jej wystarczyło, żeby to wymyślić. 
W sumie zawsze tak uważała, ale nigdy nie umiała wypowiedzieć swoich przemyśleń w taki sposób, żeby ludzie je usłyszeli. Tylko jej pamiętnik o nich wiedział, który najprawdopodobniej został w jej villi. A z resztą i tak wraca na Ziemię, więc żadna różnica. Jednak miała nadzieję, że nikt go nie przeczytał.
A wracając do Mysterium, co Emily o niej myślała? Uważała, że jest wredna, nieprzyjazna, dziwna oraz niefrasobliwie uparta, a do tego cholernie ładna. Jednak nie miała najmniejszej ochoty tego mówić. To mogłoby ją urazić... Tak, Mysterium leżała sobie nie wiadomo gdzie i najprawdopodobniej umierała, nie była świadoma, a ona bała się powiedzieć o niej złego słowa, pomimo że jej nie usłyszy. Ale to, co się wydarzyło, było bardzo, bardzo dziwne i w Emily pozostała ta świadomość, że tamta dziewczyna na prawdę nie jest dobra tylko w walce. Prawdopodobnie posiadała rzadkie moce, tylko co one miały wspólnego z nią? 
- Jakie mądre słowa. - odpowiedział Lun, a na jego twarzy wciąż widniał ten uśmieszek - Jednak myślę i uważam, że raczej się nie mylę, że nie przepadacie za sobą, co? - mrugnął do niej.
Dziewczyna trochę się zmieszała i spuściła głowę, a potem pokiwała niechętnie nią, potwierdzając tą teorię. 
- Nie musisz się wstydzić. To całkiem normalne, że o niej sądzisz, co sądzisz, jak większość osób. Chodź, teraz mamy czas, żeby wyjaśnić różne tajemnice związane z tobą i Mysterium. - powiedział Lun, pokazując ręką w stronę drzwi, przez które po chwili przeszli.
Znaleźli się w ogromnej bibliotece, z milionem wysokich regałów, które wypełnione były po brzegi idealnie poukładanymi książkami. Zaczęli przechadzać się pomiędzy księgami. Lun wyciągał kilkakrotnie poniektóre z nich i czytał, natomiast Emily spoglądała z uwielbieniem na to miejsce. Przecież kochała czytać, uwielbiała ciszę. Biegała pomiędzy półkami, sięgając po książki i przeglądając ich pięknie zdobione okładki oraz śliczny druk, jakim były napisane. Raz weszła nawet na drabinę, żeby poczytać jedną książkę, która rzuciła jej się w oczy. Miała złotą, grubą, granatową okładkę, zdobioną rubinami, której tytuł brzmiał " Dzieje Aniołów". Usiadła na jednym stopniu drabiny i zaczęła lekturę, która wciągnęła ją niemiłosiernie. Było tam mnóstwo faktów o tym świecie, w którym aktualnie się znajdowała. Nagle Lun szturchnął drabinę, żeby zwrócić jej uwagę, a ona posłusznie, lecz niechętnie odłożyła książkę i stanęła koło mężczyzny. Przypomniało jej się, jak sugerował, że teraz mogą wyjaśniać różne tajemnice, więc powiedziała:
- W jaki sposób moje życie jest powiązane z życiem Mysterium?
Lun spojrzał na nią w zamyśleniu, a Emily oczekując odpowiedzi, modliła się w duchu, żeby nie była spokrewniona z dziewczyną. 
- Emily, to może być trudne do zrozumienia, więc nie chcę cię obciążać kolejną niewyjaśnioną tajemnicą. - odpowiedział mężczyzna, na co Emily odpowiedziała z prędkością światła:
- Ale ja chcę.
Lun uśmiechnął się do niej, pomału przechadzając się pomiędzy regałami i powiedział:
- Mysterium posiada pewną zdolność, która jest w jej rodzie nie wiadomo od kiedy, ani od kogo się wzięła. To w pewnym sensie dar, jak i przekleństwo. Nie dziwię się, że przez to ma tak okropny charakter.
- To pan jej nie lubi? - spytała z zainteresowaniem Emily.
- Mów mi Lun. - powiedział, po czym odpowiedział już na temat - Teraz już lubię. Gdy przyjechałem tutaj, dopiero była małym bobaskiem. Później musiałem się nią zająć, gdy nikt jej nie został. Poznałem ją. Na początku myślałem, że to nieznośni bachor. Nie szło się z nią zaprzyjaźnić, każdego traktowała tak samo. Większość osób, które tu trafiały, nie lubiły jej. A zrozumiałem jej przeznaczenie bardzo późno, tylko dzięki Aronowi, któremu o dziwo udało się do niej zbliżyć. Wtedy zrozumiałem również ją i dopiero wtedy zaakceptowała mnie, jako opiekuna. Musiałem zrozumieć, jakie to ciężkie mieć taką moc, jak ona. No i tylko dzięki niej odnaleźliśmy ciebie, po czym kontynuowaliśmy ochranianie twojego życia.
- Chroniliście mnie? - przerwała dziewczyna z zaskoczeniem.
- Cały czas. Po śmierci twojej mamy nikt już cię nie bronił przed tymi, którzy cię szukają. Mysterium nam to umożliwiła, ratowała cię, bo widziała.
- Widziała mnie. Widziała, co się stanie, co się dzieje i co się stało. - powiedziała Emily domyślając się.
- Dokładnie. Sądzę, że trudno będzie ci w to uwierzyć, ale świetnie byście się dogadywały, jako przyjaciółki. - dziewczyna popatrzyła na mężczyznę wzorkiem niedowierzania, a ona dokończył - Masz tak potężny dar, jak ona. Rozumiecie siebie i nikt nie będzie w stanie was zrozumieć, jak wy same. 
- Nie wiem, czy chcę brnąć w to dalej. Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego muszę uratować Mysterium. - rzekła Emily, gdy stanęli przed drzwiami od wyjścia. 
- Ona cię chroni. Musisz trzymać się z nią. Przewiduje, kto cię zaatakuje oraz kiedy. Mocą chroni ciebie. Ale teraz wrogowie odkryli, że to ona im to wszystko utrudnia. Gdy patrzyła na ciebie na stołówce, widziała to, co ma się z tobą wydarzyć i wtedy ją wychwycili. Przesłali straszne wizje do jej głowy, a głos, który jej o nich opowiadał był potworny, tak jak osoba, do której należy.
Dziewczyna mało z tego rozumiała, ale jednego była pewna - musiała uratować Mysterium za wszelką cenę. Spytała:
- Jak mam pomóc Mysterium?
- Musisz przejść przez labirynt i znaleźć Kryształ Anioła.
- Jak go poznam i, gdzie go szukać?
- Będziesz wiedzieć.
Emily miała coś odpowiedzieć, ale zrozumiała, że są już w stołówce, gdzie są teraz tylko jej przyjaciele z Aronem  i kręcą się w kółko niecierpliwie. Jak miała poznać, który to ten kryształ? Na oczy go nie widziała, nic o nim nie wie. Westchnęła, mając w głowie kolejną dawkę informacji oraz pytań i czekała już tylko na alarm z jej głowy brzmiący PIP, PIP, PIP, informujący ją wtedy, gdy w jej mózgu zostanie wykryte przeciążenie. O dziwo od lat na to czekała i jeszcze to się nie stało. 

*

Emily szła teraz ramię w ramię z przyjaciółmi, a przed nimi szli Lun z Aronem. Przez to, że nikt nic nie mówił, czuła się na prawdę niezręcznie. Widziała wyrysowane na twarzach wszystkich przerażenie, przez wszystko co się stało i mimo, że strasznie chcieli to ukryć, raczej im to nie wychodziło. Podążali ciemnym tunelem w podziemiach, co tutaj najwyraźniej było normą, który oświetlony był pochodniami, które śmieciły... Na niebiesko. Tak dobrze przeczytaliście, na NIE-BIE-SKO. Dlaczego, to oni nie mieli pojęcia, ale dziewczyna czuła, chociażby przez to odmienne pomieszczenie, że czeka ją nie lada wyzwanie... 
Po parunastu minutach zatrzymali się na końcu korytarza, a właściwie byli zmuszeni się zatrzymać, bo tunel kończył się na wielkiej skarpie, z której widać było przeogromny, poplątany labirynt, spowity mgłą, a jego ciemne uliczki przysłaniały krzaki. Znajdował się on w wielkiej grocie. Słychać było różne ryki potworów, huki oraz dźwięki ocierających się o siebie mieczy. 
Emily przeszła przez łuk, który kończył tunel pod ziemią i stanęła na rogu skarpy, która była już całkiem w rozłożystej grocie i rozejrzała się z niepokojem dookoła. W jej ślady poszedł tylko Thomas. Pozostali nadal sterczeli na rogu tunelu, jakby bali się z niego wyjść. Aron rozdał pozostałym miecze, a im rzucił. Złapali je w locie.
- Musicie jakoś stąd zejść na dół, później znaleźć wejście do labiryntu, przeżyć i przejść przez niego, a na końcu pokonać potwora i zabrać Kryształ Aniołów. - powiedział Lun, po chwili dodając - Gdy dotkniecie kryształu, sam przeniesie was na główny plac naszego zamku. Wierzę w was.
Emily przełknęła głośno ślinę, gdy usłyszała kolejny, rozdzierający ryk. Odwróciła się niepewnie, po czym rzekła:
- Wiara nam się zdecydowanie przyda.
- Będziemy na was czekać. - powiedział Aron - Emily i pamiętaj...
Nagle cała jaskinia się zatrzęsła, a Aron dokończył:
- Nie bój się używać magii.
Dziewczyna pokiwała posłusznie głową. Po chwili grota ponownie zadrżała, a wszyscy przewrócili się na ziemię, nie będąc w stanie ustać na nogach. Do jaskini zaczęły sypać się głazy. Cara oraz Josh rzucili się w kierunku pozostałej dwójki, która stała za wejściem, tak jak Thomas i Emily, ale było za późno. Głazy zasypały wejście całkowicie, odgradzając przyjaciół od siebie. 
Thomas uderzał pięściami w głazy, kilka razy wbił miecz, próbując je usunąć, a Emily tylko stała wpatrując się pusto w przestrzeń. Po chwili zrozumiała powagę sytuacji, podeszła do chłopaka, odwróciła go twarzą do siebie, i powiedziała:
- Nie wydostaniemy się tędy. Musimy iść po kryształ. To jedyny sposób.
Thomas zerknął nieśmiało w stronę głazów, najwyraźniej mając chwilową nadzieję, że pozostali od tamtej strony zabiorą te kamienie, ale nie było słychać nawet szmeru, więc spojrzał w oczy Emily po czym powiedział:
- Masz rację. Damy radę.
- Musimy dać radę. - odpowiedziała na to bardzo pewnie. 
Chciała dodać otuchy sobie, jak i przyjacielowi i wyszło jej to całkiem nieźle. Objęła ramionami szyję chłopaka i przytuliła się do jego ramienia, mając nadzieję, że z nim wszystko pójdzie, jak z płatka pomimo ciągłej świadomości w głowie, której próbowała się pozbyć od dzieciństwa, że tak nie będzie. 

___________________________________________________________________
Więc tak to się kończy kolejny rozdział ^^. Dziękuję wszystkim, którzy komentowali poprzedni rozdział, to wiele dla mnie znaczy ;*. Jesteście świetni!
Uważam, że ten rozdział jest w miarę, no ale sami oceńcie w komentarzach ;*. Nie mogę się doczekać waszej opinii ;)!
I chcę was jeszcze poinformować, że ze względów, że nasi bohaterowie zostali rozdzieleni w niekorzystnym wypadu, to kolejne rodziły będą pisane z perspektywy Thomasa i Emily oraz Cary i Josha osobno, bo wiecie oni będą w tym samym czasie robić coś całkiem innego, a chcę, żeby był obraz wszystkich zdarzeń ;). 
Trzymajcie kciuki za Emily i Thomasa, żeby udało im się wydostać ;)
I WCHODŹCIE DO ZAKŁADKI "PYTAJ, O CO CHCESZ" I PYTAJCIE BOHATERÓW! Myślałam, że ta zakładka będzie głównie po to, żebyście sami chcieli wiedzieć coś więcej o bohaterach, ale widzę, że bohaterów nie pytacie wcale, co trochę mnie martwi :C. A bardzo mi zależy, żeby was to trochę zainteresowało. Liczę na was <3 
No i oczywiście piszcie opinie na temat tego rozdziału w komentarzach ♥
Do poczytania! ;D






sobota, 24 maja 2014

Rozdział VIII

DZIEŃ PIERWSZY - DZIEŃ GROZY
 Oswajanie się w nowym świecie? Nie, to na pewno nie było to, zdecydowanie. Bo niby, jak możesz starać poczuć się jak w domu, gdy musisz uciekać przed zmiennokształtnymi rekinami, nawet groźniejszymi niż te prawdziwe? Dobra, od początku.
Mysterium prowadziła pozostałych w stronę jeziora, a przyjaciele mieli na prawdę nietęgie miny, gdy wyobrażali sobie, co ma się tam dziać. Czuli się jeszcze gorzej, patrząc na złośliwą minę ich trenerki oraz teraz niewykluczenie ich towarzyszki do reszty dni. Czy ona do cholery chce ich zabić?! 
Nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że stali na około siedmio metrowej skarpie, a pod nimi znajduje się jezioro, w którym na luzie pływali inni z bractwa... A ten luz był dla przyjaciół niezrozumiały zwłaszcza, że goniły ich stada potworów, które cały czas zmieniały swój kształt, w zależności jaki im odpowiadał na daną chwilę. Głównie były to rekini, które zamieniały się w mężczyzn. Mężczyźni byli bardzo przystojni albo przynajmniej tak uważała Cara i Emily, pomijając fakt, że jedyne, co się w nich nie zmieniło, to wielka płetwa na grzbiecie. Zostawała cały czas. No i do tego byli na prawdę brutalni. Wszyscy patrzyli na to z lekkim przerażeniem wymalowanym na twarzy, a Mysterium jak zwykle tylko podziwiała akcje ze złośliwym uśmieszkiem. Emily skupiła wzrok na jednej dziewczynie o rudych włosach, delikatnej karnacji oraz zgrabnej sylwetce, która biegła po brzegu jeziora, uciekając przed człowiekiem-rekinem. Nagle potknęła się i wywróciła na brzuch, po czym szybko przewróciła na plecy, ale nie udało jej się wstać, bo zmiennokształtne stworzenie już stało nad nią z miną triumfu. Wystawiło rękę do góry, w której trzymało włócznie i wcelowało w rudowłosą. Cara pisnęła cicho i schowała oczy w dłoniach, ale i tak spoglądała na to, co się dzieje pomiędzy szparami palców, za to Josh oraz Thomas wpatrywali się w to podnieceniem oraz przerażeniem, tak jak mężczyźni oglądający mecz piłki nożnej swojej ulubionej drużyny. Emily patrzyła na to z podziwem. Była pewna, że na miejscu tej dziewczyny, leżałaby już dawno martwa lub teraz skuliłaby się przed potworem i błagała o litość. Rudowłosa dziewczyna leżała na plecach i spoglądała na stworzenie z twardą miną. Powędrowała ręką po włócznię, która leżała metr od niej, chwyciła mocno i zaczekała jeszcze chwilę. Wtedy Emily wiedziała, że rudowłosa wygrała, więc uśmiechnęła się szeroko. Dziewczyna mocno podniosła włócznię i przebiła na wskroś ciało potwora, który zrobił minę pełną zaskoczenia, a następnie rozpadł się w proch. Carze, która najbardziej przeżywała to zdarzenie, niechcący wyrwało się słowo szczęścia oraz ulgi: "Tak!". Przyjaciele spojrzeli na nią, a ona szybko zatkała usta dłonią, po czym wybuchli śmiechem. Natychmiastowo zaprzestali tego działania, gdy zobaczyli surową oraz bezwzględną minę Mysterium. Bali się jej komentarza oraz reakcji, więc spuścili głowy. Jeżeli tak miała wyglądać ich współpraca, to oni zdecydowanie zaprotestują. Ruszyli bez słowa za dziewczyną, na dół po ścieżce wiodącej z samej góry skarpy na sam dół spiralą. Gdy tam dotarli, przyjaciele czuli się na prawdę, jak nie w swoim świecie. Musieli unikać osób z bractwa, które właśnie tutaj ćwiczyli. Latało pełno broni, słyszeli różne dźwięki. No, ale co się dziwić, na Ziemi takich akcji nie mieli. Za każdym razem, gdy jakiś nowicjusz nie dawał rady i miał już zginąć, jakaś osoba, która ich trenowała, zabijała potwora. Czyli to już pewne, jeżeli oni podpadli w jakiś niewyjaśniony sposób Mysterium, to ich śmierć tutaj jest pewna i nieunikniona. Tajemnicza dziewczyna wyglądała, jakby właśnie tutaj czuła się, jak w domu. Widzieli osoby, które pływały po jeziorze tak szybko, jakby jakaś torpeda przyczepiła im się do tyłka i pruła przed siebie... Oczywiście jest też opcja, że na obiad dostają niestrawne rzeczy i to ich gazy dodają im tego kopniaka. W każdym razie Emily teraz mało przejmowała się tym, co działo się wokoło, gdy dostrzegła, że zbliżali się do pomostu, gdzie znajdowały się rzeczy do walki, po które bezustannie podbiegali ludzie. Czuła, że teraz najbardziej powinna bać się o swoje życie, bo właśnie w ten brutalny sposób rozpocznie się jej trening.
 Jak ma walczyć?  Nie wie nawet, jak się nazywa się poszczególna broń, a co gorsza nie miała pojęcia, jak się jakąś trzyma w dłoni. Mysterium wyjęła dwie włócznie z drewnianego stojaka. Emily stała od niej około cztery metry. Bała się tego miejsca, tak jak bała się tej dziewczyny. Mysterium zrobiła coś nieoczekiwanego. Rzuciła Emily włócznię, jakby wcale nie bała się, że nadzieje na nią koleżankę. Dziewczyna stała, jak wryta. Włócznia leciała na nią, a ona nigdy nie przypuszczała, że zrobi coś takiego, jak w tej chwili. Instynktownie skoczyła do góry, chwyciła włócznię i zrobiła nią wokół siebie kilka popisowych obrotów z dłoni do dłoni, po czym stanęła. Gdy trzymała broń, czuła, jakby robiła to zawsze, jakby to kochała, uwielbiała to. 
Odwróciła się, gdy koło niej przeleciały dwa miecze i włócznia. Jej przyjaciele chwycili je podobnie, jak ona, stając w postawie do walki. Gdy stanęli już normalnie, spojrzeli po sobie dziwnie, po czym pierwszy z szoku otrząsnął się Josh i powiedział:
- Jak my to do cholery zrobiliśmy?! Przecież ja nigdy w dłoni nie miałem miecza!
Mysterium popatrzyła na nich ze znudzoną miną, gdy oni patrzyli na nią pytająco Skrzyżowała ramiona, przerzuciła oczami, po czym powiedziała twardo:
- Tylko wam się zdaje, że nigdy nie mieliście ich w dłoniach.
Po czym odwróciła się i ruszyła wolno na pomost. 
Emily nie wytrzymała. Musiała wiedzieć przynajmniej to, miała na głowie i tak dużo zagadek. Nie myśląc nad tym, jakie będą tego konsekwencje, podbiegła do Mysterium, chwyciła ją za ramię, przez co dziewczyna odwróciła się do niej i powiedziała mocno:
- Skąd jesteś tego taka pewna? 
Mysterium zmiażdżyła ją w tej chwili samym wzrokiem, ale i tak nie zamierzała odpuszczać. Dziewczyna wyrwała swoje ramię z jej uścisku, po czym powiedziała przez zaciśnięte zęby ze złością:
- Nigdy więcej nie dotykaj mnie, bez mojej zgody.
- To odpowiedz na pytanie. - nalegała dziewczyna już resztkami odwagi.
Mysterium zmierzyła ją wzrokiem, po czym odwróciła się i poszła dalej. I weź się dogadaj. Gorzej niż z obcokrajowcem. Emily zmarszczyła czoło, po czym ze zdenerwowaniem kopnęła kamień leżący blisko jej stóp na ziemi. Stanął koło niej Thomas i powiedział:
- Nie przejmuj się, zapytamy kogoś innego.
Emily pokiwała zgodnie głową, po czym wszyscy ruszyli za Mysterium, która była teraz u nich na wielkim minusie, prawdopodobnie jak oni u niej, a zwłaszcza Emily. Ale jak miała się zachować? Ta dziwna dziewczyna wiedziała o nich więcej niż oni sami, co nie zbyt im odpowiadało, zważając na ich relacje. Mogła to wykorzystać przeciwko nim. Chociaż może ona tylko udawała taką ... Chamską? Jeżeli tak to delikatnie ująć. Jednak teraz wiedzieli, że nic z niej nie wyciągną. Mysterium była obojętna wobec wszystkich oraz wredna dla wszystkich, z nielicznymi wyjątkami. I chyba miała tak wysoką pozycję przez to, że wszyscy się jej bali. Gdy Emily szła po pomoście, spoglądała niepewnie na wodę wokół, z której wynurzały się płetwy rekinów. Przełknęła głośno ślinę. Jej nogi zwiotczały ze strachu, miała ochotę uciekać, ale wiedziała, że tak nie postępują półanioły, czy czym ona tam była. Skoro miała pokonać swoich największych wrogów, którzy aktualnie zamieszkiwali Ziemię, musiała być twarda oraz porządnie wyszkolona. Widziała tych, którzy czyhają na jej życie z niewyjaśnionych do końca powodów raz i jest pewna, że łatwo jej z nimi nie pójdzie. Jak się zastanowić... Byli nawet gorsi od Mysterium w charakterze, a to jest nie lada wyczyn. Emily zastanawiała się, czy nie ocenia tej dziewczyny zbyt surowo... Znała ją krótko, w sumie może... Godzinę? I zawsze wystrzegała się oceniania innych po tak niedługim czasie, ale w tej chwili nie mogła o niej sądzić nic innego. 
Skupiła się nad tym, co ma ją tutaj czekać i co ważniejsze... Żeby nic nie stało się jej przyjaciołom. Stanęli na końcu pomostu, a Mysterium wyjęła z jakiegoś dużego pudła cztery, szare kulki, które mieściły się w jej dłoni. W ich środku unosił się srebrny pył. Nagle zaczęła mówić, podając przy tym każdemu jedną kulkę:
- Gdy nadepniecie na kulkę, powstaną zmiennokształtne rekiny, które będziecie musieli pokonać. Taka krótka instrukcja. - stała tak przed pozostałymi i patrzyła na nich, tym razem odrobinę milszym wzrokiem, a oni jak najgorsze głupki, spoglądali to na nią, to na kulki z kompletną niewiedzą, jakby nie zrozumieli, co przed chwilą powiedziała Mysterium. 
Dziewczynie najwyraźniej nie chciało się tego tłumaczyć słownie, więc wyjęła podobną kulkę do nich, postawiła przed sobą na ziemi, po czym na nią nadepnęła. Przed nią uformowała się wielka postać mężczyzny z płetwą na karku, która od razu się na nią rzuciła. Ona, jakby tym znudzona, zrobiła krok w bok i przebiła napastnika włócznią, który rozpłynął się w powietrzu w srebrny pył, a po chwili uformowała się ponownie kulka, którą Mysterium włożyła do pudła. Spojrzała na nich wyczekująco i rzuciła krótkie: "No na co czekacie?" już dość spokojnym tonem. 
Emily spojrzała na przyjaciół z niepewną miną. W sumie ciekawiło ją, czy sobie poradzi, a miała być odważna, więc położyła jako pierwsza kulkę na ziemię i zgniotła ją stopą. Pozostali patrzyli  na nią z lekkim niedowierzaniem, a tylko Mysterium przyglądała się jej z uśmieszkiem... A co dziwniejsze ten uśmieszek nie był złośliwy, tylko raczej pełen uznania, jedynie jej oczy nadal były mroźnie. 
Emily odsunęła się w tył, gdy uformował się przed nią wielki mężczyzna, który z chytrym uśmieszkiem oraz wściekłymi oczami rzucił się na nią. Dziewczyna szybko się cofnęła na bok, po czym ile sił w nogach pobiegła przed siebie. Gdy się odwróciła widziała za sobą wroga, który zdążył najwyraźniej dobyć już broni i gonił ją, niepokojąco się zbliżając. Emily kątem oka dostrzegła, że jej przyjaciele również już uciekają przed potworami, a Mysterium rozmawia z Aronem, który pojawił się tutaj w niewyjaśniony sposób i przyglądali jej się z wyczekiwaniem. - Czy oni oczekują ode mnie cudu? - pomyślała dziewczyna. 
Mijała setki osób, które walczyły, a nie tak, jak ona "uciekały". Emily poczuła ból i z wrażenia upadła na kolana. Złapała się za ramię, wypuszczając włócznię i zobaczyła, że z miejsca, gdzie trzyma dłoń, cieknie dość duża ilość krwi. Odsunęła rękę i dostrzegła nacięcie, a kilka metrów od niej ostrze od włóczni. Odwróciła się i dostrzegła, że potwór znajduje się w przeraźliwie niewielkiej odległości od niej, celując w nią miecz. Przymknęła oczy, oczekując śmierci, ale usłyszała w swojej głowie znajomy głos kobiety, który mówił do niej: " Nie poddawaj się. Nasi zawsze wygrywają z demonami".
 Emily wzięła głęboki oddech, wezbrała w niej wielka energia, której dodał jej ten głos. Uchyliła oczy i szybko chwyciła włócznię, leżącą obok niej, którą powstrzymała atakujący miecz wroga, przed śmiertelnym ciosem. Patrzyła na siebie ze zdziwieniem... Skąd u niej tyle siły? Zobaczyła kątem oka przyjaciół, którzy już ledwo dają radę, a zwłaszcza przejęła się Thomasem, który upadł na ziemię i nie mógł wstać, a Mysterium patrzyła tylko na to z tym wkurzającym uśmieszkiem. Emily miała tego dosyć. Zrobiła fikołka w bok, mimo że ledwo czuła swoje ramię. Wstała,  kilka razy odebrała atak wrogiego stworzenia, a korzystając z tego, że potwór stał do niej tyłem, bo zrobiła unik i znalazła się za jego plecami, wbiła włócznię w jego plecy, a istota wydała tylko jakiś zduszony dźwięk, po czym rozpadł się w srebrny pył, a jej broń upadła na ziemię. Dziewczyna stała przez chwilę, jak wryta, nie mając pojęcia, jak to zrobiła, ale otrząsnęła się z tego, gdy usłyszała dość głośny krzyk Cary. Dziewczyna leżała na ziemi, a nad nią stał złowrogi mężczyzna, który już rzucał w nią włócznią. Całe szczęście, że to wszystko działo się blisko Emily, która prędko podbiegła do przyjaciółki, skoczyła do góry, łapiąc włócznię wroga, po czym podcięła mu nogi własnymi, a gdy leżał na ziemi, wbiła broń w jego tors. Potwór rozleciał się na kawałki, a dziewczyna pomogła wstać Carze. 
Wyszukały wzrokiem Josha, który właśnie bił się z wrogiem. O niego nie trzeba było się martwić, bo chłopak na Ziemi chodził na wiele treningów typu boks, karate i inne takie. Po chwili stworzenia już nie było, a chłopak uśmiechał się do przyjaciółek.
Emily jednak nie odwzajemniła uśmiechu, bo skupiona była na szukaniu Thomasa. Bała się o niego. Był jej bliski, jak Josh i Cara... Tak, to takie banalne, znają się dwa tygodnie, ale coś w nim ją przyciągało i była cholernie oraz nieugięcie pewna, że już się znali. Gdy odszukała chłopaka, nie odetchnęła z ulgą, bo Thomas nie miał, gdzie uciec, jego broń leżała połamana na ziemi, a złe stworzenie zbliżało się z groźnym uśmiechem na twarzy. Znajdowali się daleko, ale dziewczyna i tak puściła się biegiem w ich stronę, nie zwracając uwagi na wołanie przyjaciół. 
Dzieliło ją jeszcze od nich piętnaście metrów... Dziesięć... Potwór namierzył się, żeby rzucić włócznię w pierś bezbronnego chłopaka... Osiem... Zamachnął się... Sześć... I rzucił. Emily wydała z siebie zduszony krzyk, gdy broń leciała w stronę bezbronnego chłopaka, który leżał na ziemi, bo kilka sekund wcześniej się przewrócił. Na nieszczęście dziewczyna wywróciła się. I wtedy już wiedziała, że nie pomoże przyjacielowi. Do jej oczu napłynęły łzy... Łzy bezsilności. Strasznie się bała, tak jak pozostali, których widziała kątem oka. Nawet Mysterium miała niepewną minę. Emily widziała każdy ułamek sekundy, kiedy leciała włócznia. Wyciągnęła przed siebie dłoń, do jej ręki napłynął cały strach, a ona krzyknęła najgłośniej, jak tylko potrafiła:
- Nie!
Jej głos poniósł się echem po pobliskim lesie, ziemia lekko zadrżała, zwierzyna spłoszyła się, a ptaki odfrunęły z zaskoczenia. Ale to nie było najdziwniejsze... Z dłoni Emily wyleciał złoty promień, który zatrzymał się przed Thomasem, roztaczając przed nim wielką tarczę, a stalowa włócznia, która uderzyła o to dziwne zjawisko, złamała się na pół i tylko jej ostrze poszybowało na zmiennokształtną istotą, zabijając ją. Dziewczyna przez cały ten okres czasu wstrzymywała oddech. Potwornie się teraz bała. Gdy widziała przed oczami ciało przyjaciela, które było przebite włócznią... Wolała nie mieć tak rozwiniętej wyobraźni. Tarcza, od której odbiła się broń, zniknęła, a Emily poczuła, jak ucieka z niej cała energia. Mimo to wstała resztkami sił z murawy i podbiegła do Thomasa. Głowa ją bolała, tak samo jak siniaki oraz rozcięte ramię. Po jej umazanej twarzy, sączyły się łzy, ale widniał  uśmiech ulgi. Upadła na obdarte kolana i mocno przytuliła chłopaka. Teraz cieszyła się niemiłosiernie. Czuła ulgę, czuła, że nie musi się już o niego bać. Thomas zaśmiał się cicho, a Emily odsunęła się od niego, po czym powiedziała, starając się udawać poważną, ale jej to nie wyszło, bo była zbyt szczęśliwa, że chłopak nadal żyje:
- Z czego się śmiejesz palancie?! Prawie zginąłeś!
- Nic... - odpowiedział Thomas, nadal się uśmiechając - Tylko nigdy nie sądziłem, że uratujesz mnie magiczną mocą i, że tak miło mnie przywitasz.
Chłopak nadal miał wymalowany na twarzy ten uśmieszek, co dziewczynę jednocześnie rozbawiało, jak i irytowało. Wyszeptała cicho:
- Zamknij się. - po czym znowu mocno uściskała przyjaciela.
Puścili się, gdy przybiegli pozostali. Mysterium nadal miała surową minę, ale z jej ust wydobyły się słowa niemożliwie miłe:
- Świetnie się spisaliście, a zwłaszcza ty Emily. - popatrzyła na dziewczynę, po czym wyjęła apteczkę i zaczęła bandażować rany wszystkim po kolei.
W końcu podeszła do Emily i wyjęła bandaż. Gdy dezynfekowała oraz opatrywała ranę, dziewczyna powiedziała do niej:
- Skąd mam taką moc?
Mysterium spojrzała na nią spode łba i nic nie odpowiedziała, za to Emily dodała:
- Wiem, że wiesz.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech, przekręciła mocno szyję, w której coś strzyknęło, po czym popatrzyła na pytającą i odpowiedziała:
- Każdy ma moc.
- Ah... Się dowiedziałam - pomyślała Emily, po czym wstała z ziemi, gdy Mysterium skończyła opatrywać jej ranę. Ramię ją bolało, ale była szczęśliwa, że wszyscy żyją. Tak właściwie, to chciała już stąd iść. Była głodna, brudna i zmęczona, a jej ubrania były podarte. Gdy się rozejrzała, zrozumiała, że wywołała niezłe zamieszanie. Nie lubiła, gdy wszyscy wlepiali w nią te swoje oczy. Mysterium rzuciła do nich krótkie " Chodźcie", a oni posłusznie ruszyli za nią, mając nadzieję, że zmierzają na obiad.

*

Po kilkunastu minutach wracania tą samą drogą, którą przyszli, znaleźli się ponownie w tej samej, prostokątnej sali, gdzie zasiadała Rada Aniołów. Tylko w tej chwili nikogo nie było przy stole. Oni nadal szli w ciszy za Mysterium. Znaleźli się w okrągłym pokoju, dziewczyna popchnęła jakieś drewniane drzwi i ponownie znaleźli się na zamku. Przeszli przez kamienne korytarze, w których przyjaciele sami na pewno by się zgubili. Mijali mnóstwo osób z bractwa, każdy coś robił, nawet dzieci. Przeszli przez dziedziniec, który oddzielał prawe skrzydło zamku, od lewego, do którego weszli. W środku znajdowało się pełno drzwi, na jasno żółtych ścianach wisiało pełno obrazów, gdzie nie gdzie stały fotele z małymi stolikami oraz regały z książkami. Chodziły tam głównie osoby w wieku Emily i pozostałych. Cała piątka przeszła przez jeden długi korytarz i zatrzymali się na jego końcu, po czym dziewczyna stanęła przed nimi i powiedziała niechętnie, wskazując drzwi po jej obu stronach:
- Po prawej stronie pokój dziewczyn, po lewej chłopców. Idźcie się przebrać, macie czas wolny.
Po tych słowach rzuciła dwa, srebrne klucze, jeden do Cary, a drugi do Josha i przeszła pomiędzy przyjaciółmi, zostawiając ich samych.
Emily zrobiła nietęgą minę, po czym uśmiechnęła się lekko do przyjaciół, wzruszyła ramionami i wtrąciła, za nim się rozeszli:
- Więc... Do zobaczenia?
Zapytała, zamiast stwierdzić. Przecież byli zmęczeni oraz okaleczeni. Nie była pewna, czy wszyscy mają ochotę spotkać się po niecałej godzinie. Jednak oni uśmiechnęli się do niej, a Josh odpowiedział:
- Pewnie.
Gdy Cara razem z Emily otwierały drzwi, usłyszały, jak Josh krzyczy do Thomasa:
- Sorry stary, sam musisz to ogarnąć, bo ja muszę iść tam, gdzie król piechotą chodzi!
- Ej, wracaj tutaj! - odpowiedział na to zdenerwowany kuzyn.
Dziewczyny odwróciły się, nie ukrywając rozbawienia i zobaczyły, jak Josh wybiega prędko z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami, a następnie biegnie przed siebie. W między czasie, pomachał im z zawadiackim uśmiechem na twarzy. Po chwili drzwi pokoju otworzyły się gwałtownie i wychynął z niego zirytowany Thomas. Spojrzał za kuzynem wzrokiem mordercy i krzyknął:
- Wracaj tutaj debilu!
Całe szczęście, że prawie nikogo nie było na korytarzu, bo byłaby z tego niezła afera. Cara i Emily nie wytrzymały i wybuchły śmiechem, a chłopak spojrzał na nie tylko zdenerwowanym wzrokiem, ale po chwili nie wytrzymał i uśmiechnął się, znikając w ścianach swojego pokoju.
Dziewczyny zrobiły to samo, a radość wyraźnie z nich uleciała, gdy zobaczyły, jaki nieporządek mają w pomieszczeniu. I jak tu się dziwić Thomasowi, że tak się zdenerwował na Josha?
 Na dwóch dużych łóżkach, które stały pod drzwiami balkonowymi, leżało mnóstwo ogryzków oraz papierków, w tym pozostałości po niedopalonych papierosach i sterta brudnych ubrań. Przyjaciółki wolały nie sprawdzać, co jest pod łóżkiem. Zasłony na oknach były podarte, a obrazy na ścianach przekrzywione i ledwo się trzymały. Regał z książkami... No dobra, trudno to było nazwać regałem. Książki leżały w potwornym nieładzie, a niektóre pułki po prostu były wyłamane. A co z łazienką? Nic nie było zepsute, tylko takiego syfu, to dziewczyny nigdzie nie widziały. Cara opadła z niedowierzaniem na podłogę.
Emily dostrzegła w rogu miotły i ścierki. Zrozumiała, że najwyraźniej ich zadaniem jest sobie posprzątać. Była zmęczona oraz brudna, nie miała zamiaru zwlekać. Chwyciła miotły i jedną rzuciła Carze, po czym powiedziała, biorąc głęboki wdech:
- Im szybciej zaczniemy, tym prędzej skończymy.
Obie zaczęły zmiatać podłogę, a jak skończyły Emily miała już zdecydowanie dosyć. Chwyciła kołdrę ze swojego łóżka i wytrzepała wszystkie śmieci na podłogę. Nie chciało się jej ponownie tego zamiatać.
Cara opowiedziała jakiś dowcip, a Emily zaczęła się śmiać. Rozśmieszały się nawzajem, a gdy dziewczynę już zaczął boleć brzuch, zamachnęła się i dopiero spostrzegła, że z jej dłoni wydobywa się niebieska poświata. Przyjrzała się temu dobrze. Śmieci z podłogi zaczęły przesuwać się w jej stronę. Podniosła dłoń do góry, a obrzydlistwa podniosły się lekko nad ziemię. Emily podniosła rękę jeszcze wyżej, a śmieci zrobiły to samo. Ujrzała śmietnik w kącie i machnęła dłonią płynnie w lewą stronę, jakby rzucała zaklęcia, a wszystko poleciało do kosza, znikając w nim. Cara stała, jak wryta uśmiechając się szczerze, po czym przyjaciółki spojrzały na siebie, a Emily powiedziała:
- To nie będzie takie nudne, jak się wydawało.
Dziewczyna przeniosła moc też na drugą dłoń i sprzątanie szło im na prawdę szybko. Podnosiła do góry łóżko, układała książki, zbierała śmieci, a Cara tylko wybierała resztki spod łóżka i tapczanu. Rzadko się tak dobrze bawiła, używając mocy. Gdy dziewczyny rozmawiały, pościel latała w powietrzu, zamiatały podłogę i inne takie dziwactwa, nagle do pokoju wszedł Thomas z Joshem. Mówili:
- Dziewczyny, nie ma szans, żebyśmy...
Gdy podnieśli głowy i zobaczyli, co tutaj się dzieje, zamilkli natychmiast. Emily uśmiechnęła się do nich ze zmieszaniem, a oni patrzyli na nią, jak wryci, po czym Josh powiedział, patrząc na ich prawie czysty pokój:
- Jak skończycie, to możecie nam pomóc. Czekamy na was.
Dziewczyny zaśmiały się cicho, a oni zostawili je same. Łazienkę i sypialnię miały już za sobą. Dostrzegły, że koło regału, który już go przypominał, są drzwi. Popchnęły je i zobaczyły całkowicie czystą kuchnię ze stołem jadalnym, kredensami, kuchenką, lodówką... I długo by jeszcze wymieniać. Ale to ten porządek, je tak zdziwił. Wyszły niepewnie z pomieszczenia, po czym opadły ze zmęczenia na swoje łóżka. A no tak... Teraz musiały jeszcze siebie ogarnąć. Postanowiły, że jednak najpierw pomogą chłopakom.
Emily zaproponowała, że sama pomoże chłopakom, a Cara niech się umyje. Dziewczyna z chęcią przystała na ten układ po dniu pełnym wrażeń, a druga przeszła do kuzynów. Z ich pokoju dobiegały niepokojące głosy kłótni. Popchnęła drzwi i zobaczyła, jak chłopaki kłócą się, krzycząc ciągle:
- Ty to sprzątasz!
- Nie będziesz mi rozkazywał!
- Coś ci się nie podoba?!
- Tak, to że masz jakieś problemy i ciągle wybierasz się tam "gdzie król piechotą chodzi"!
Emily dostrzegła kłócących się przy oknie. Mieli wyraźnie oburzone miny, ale gdy ją zobaczyli, odetchnęli z ulgą i podeszli do niej. Jednak ona widziała, że są nadal spięci.
Uśmiechnęła się do nich, po czym wskazała na korytarz i powiedziała, unosząc przy tym brwi:
- Jej... Dobrze, ze nasze drzwi są dźwiękoszczelne, bo chyba byśmy nie spały po nocach.
Kuzynom wyraźnie zrobiło się trochę wstyd, ale ona przeszła koło nich z uśmiechem, po czym znów użyła swojej mocy, skupiając się na radosnych momentach swojego życia. Pojawiła się poświata i w kilka minut za pomocą gestykulacji, wysprzątała im całą łazienkę oraz sypialnię do końca. Gdy skończyła, zakręciło jej się w głowie, pobladła i prawie by upadła, gdyby Josh jej nie złapał i nie posadził na łóżku. Najwyraźniej trochę przedobrzyła z czarami.
Posiedziała tak chwilę w ciszy, a gdy przestało jej się kręcić w głowie, od razu wstała i pożegnała się z chłopakami, zmierzając do swojego pokoju. Dziwnie było tak używać mocy... A zwłaszcza w takich ilościach. Na Ziemi pewnie ponownie będzie odczuwała strach, że ktoś ją zobaczy. Przestała się ty przejmować. Źle się czuła... No dobra, przeszły jej te karuzele w głowie, ale nie do końca chciała, żeby przyjaciele oglądali ją w takim stanie... Może to się wydawać banalne, ale za przeproszeniem, wyglądała jak potwór. Gdzie nie gdzie widać było smugi zaschniętej krwi, miała mnóstwo rozcięć, była cała brudna, a jej szopa na głowie w niczym nie przypominała włosów. W dodatku miała ochotę wyrwać sobie swoje ramię, tak ją denerwował ten uporczywy ból. Popchnęła barkiem drzwi, które łatwo się otworzyły i zobaczyła Carę w białym szlafroku i puszystych kapciach z ręcznikiem na głowie, która uporczywie grzebała w szafie, mamrocząc pod nosem coś na wzór: "Za to coś na rzeź ich wszystkich wyślę". Dziewczyna, gdy tylko usłyszała kroki przyjaciółki, odwróciła się gwałtownie, po czym pokazała dłonią, żeby na to spojrzała. Emily podeszła niepewnie do szafy, a w niej zobaczyła ubrania... No dobra, ogólnie tylko t-shirty były z normalnego materiału oraz poniektóre jeansy, a reszta to tylko skóra. Nie chciało jej się jednak narzekać, na tak mało istotne rzeczy, jak ubrania, więc weszła do łazienki. Gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze, pozazdrościła ślepym, że nie widzą, tego co ona musiała oglądać. Chociaż wyobrażała sobie o wiele gorsze obrazy, które przypadnie jej zobaczyć.
Prędko chwyciła ręczniki oraz żel pod prysznic, po czym wskoczyła pod natrysk. Puściła gorącą wodę i rozkoszowała się jej ciepłem. Miała wrażenie, że nie myła się od tygodnia. Nie miała najmniejszej ochoty wychodzić, ale usłyszała głos Cary, która mówiła:
- Emily, ile jeszcze?!
Zrozumiała, że najwyraźniej siedzi w łazience około godziny, więc wytarła się, związała włosy w ręcznik i narzuciła na siebie czyściutki, puszysty szlafrok, a na stopy włożyła równie miękkie kapcie. Stanęła przed lustrem, po czym zmyła z twarzy reszty z makijażu, oczyszczający od razu cerę. Chwyciła w dłoń suszarkę i weszła do sypialni. Zdziwiła się nieco, gdy zobaczyła Carę, siedzącą na łóżku po turecku, z ramionami na krzyż oraz naburmuszoną miną. Do tego miała jedynie wysuszone swoje piękne, brązowe, gęste włosy, które bezwładnie opadały na jej ramiona, a szlafrok nadal miała na sobie, pomimo że na ubranie się posiadała nieco ponad godzinę. Emily usiadła na swoim łóżku na przeciwko niej, spojrzała na nią pytającym wzrokiem, ale ta nadal nic nie powiedziała, więc dziewczyna spytała niepewnie:
- Dlaczego nadal siedzisz w szlafroku?
Cara podniosła głowę, jednocześnie przestając bawić się kosmykami swoich włosów, odgarnęła je delikatnie z czoła i odpowiedziała stanowczo:
- Nie będę nosiła tej skóry.
- Dlaczego? - spytała ponownie Emily. Zachowanie jej przyjaciółki wyraźnie uważała za niezrozumiałe.
- Rozumiem, że tych skórzanych spodni oraz kurtek byłoby kilka. - tłumaczyła dziewczyna, gestykulując przy tym nerwowo rękoma - Ale kilkadziesiąt w jednej szafie?! A do tego w tym zamczysku jest z tysiąc innych pokoi, a w nich kolejne takie szafy! Czy ty wyobrażasz sobie ile zwierząt musieli zabić, żeby te ubrania zrobić?!
Carze najwyraźniej nerwy wysiadały. Jej oczy płonęły wściekłością. Emily nie sądziła, że dziewczyna jest jakąś wielką przyjaciółką zwierząt. Nie chciała się z nią sprzeczać, jak chce to może chodzić w szlafroku. W dodatku w sumie ona miała rację... Ile istnień trzeba było zakończyć. To tak jak rozpoczynać wojnę... Przygryzła lekko wargę i przymrużyła oczy, po czym odchyliła głowę, a chwilę później zaczęła suszyć włosy.
 O dziwo suszarki nie trzeba było podłączać do prądu, nawet suszenie szybko poszło i Emily podeszła do szafy. Ta ilość skór ją raziła. Przejrzała kilka ubrań, po czym wybrała najlepsze i założyła je w łazience. Pomalowała rzęsy, zrobiła drobne kreski oraz zmieniła opatrunek na ranie na ramieniu, która była paskudna, nie ukrywajmy. A co do kosmetyków, dziewczyny nie miały pojęcia, skąd się tam wzięły, ale ważne, że były. Blondynka usiadła obok Cary, która ciągle upierała się przy swoim. Próbowała ją przekonać, ale nawet pogróżki, że przyprowadzi chłopaków, którzy ją rozbiorą, nie podziałały.
W końcu do ich pokoju weszła Mysterium, a jej twarz wyglądała, jakby była z kamienia. Spojrzała na Carę, jak na największą idiotkę, jaką w życiu widziała, uniosła do góry brwi, po czym pokazała na nią palcem i powiedziała lodowatym głosem:
- A ty, co siedzisz w szlafroku, jakbyś mało ubrań miała?
- Nie, wręcz przeciwnie. - odpowiedziała mroźnie Cara - Jest ich za dużo, a mianowicie skóry.
Mysterium przerzuciła oczami, uchylając nieco wargi, po czym podeszła do szafy i wyjęła z niej normalny, biały podkoszulek, skórzaną kurtkę, adidasy oraz jeansy. To mógł być jeden z najnormalniejszych zestawów, z najmniejszą ilością skóry. Rzuciła je na łóżko Cary, podparła się pod bok i powiedziała:
- Zakładasz to.
- Nie. - odpowiedziała ostro dziewczyna. Emily patrzyła na ich rozmowę z wielkim zainteresowaniem - Czy ty wiesz ile zwierząt wymordowaliście, żeby to wszystko uszyć?!
Mysterium uśmiechnęła się złośliwie, podeszła do dziewczyny, nachyliła się nad nią i powiedziała szyderczo:
- Wiem. Osobiście mordowałam te stworzonka. U siebie w pokoju trzymam nawet gablotki z ich sercami, które bardzo fajnie się wyrywało. I te ich piski, gdy odcinaliśmy im głowy. - udawała chwilowo rozmarzenie, co wyraźnie oburzyło słuchaczkę. Uśmiech Mysterium zniknął nagle z twarzy, ponownie pokazując kamienną minę, wyprostowała się i powiedziała - A teraz wkładaj to chyba, że chcesz zasuwać w tych szmatach. - po tych słowach wskazała pozostałości ubrań z treningu, a następnie wyszła.
Emily miała chwilowo otępiałą minę... Wyrywała serca? Gablotki? Po chwili otrząsnęła się i popatrzyła na osłupiałą Carę, która zabierała się już za ubieranie spodni. Jej wzrok wyraźnie mówił: "Jeżeli ona jeszcze raz mi coś takiego powie, to ja osobiście wyrwę jej serce". Gdy została jej tylko kurtka, spojrzała na nią z lekkim obrzydzeniem, ale niechętnie jednak ją założyła. Emily poczuła, że atmosfera wyraźnie się rozluźniła, gdy dziewczyna wyszła z łazienki, więc z uśmiechem postanowiły, że odwiedzą chłopaków, ale gdy zamykały drzwi, w tej samej chwili zobaczyły Thomasa i Josha, którzy szli, gdzieś korytarzem. Popędziły za nimi.
- Hej. - powiedziała Emily, chwytając kuzynów za ramiona, żeby zwolnili - Dokąd idziecie?
- Nie wiem do końca, jak to nazwać... - odpowiedział Josh w zamyśleniu - Rzeź, rozróbę, śmierć, pod kosę, na wyrok do Hadesa...
- Zamknij się stary, bo będziemy mieli problemy już na kolacji. - wtrącił Thomas.
- A, to idziemy na kolacje. - powiedziała Cara - Ta śmierć jest zrozumiała, jeżeli spotkamy tam Mysterium.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Gdy szli, chłopaki cały czas mówili, że dziewczyny świetnie wyglądają, jakby mieli zamiar się podlizać.
Ogółem, jak dostali się na stołówkę, nie mieli pojęcia, po prostu nie spuszczali ze wzroku kilku osób przed nimi. Nie minęło kilka minut, gdy weszli przez ogromne drzwi, zrobione z ciemnego drewna, do podobnej sali w wystroju, jak ta, gdzie zasiadała Rada Aniołów, tylko była trochę mniejsza, a dookoła było pełno kilkoosobowych stolików, jak w zwykłej stołówce, w normalnej szkole. Znaleźli stolik czteroosobowy przy dużym oknie i usiedli na krzesłach. Minęło trochę czasu, gdy na podwyższeniu, na końcu sali, stanął Lun, co nieco ich zdziwiło i powiedział:
- Witam was moi drodzy, a zwłaszcza nowicjuszy, którzy przybyli tutaj w dużych ilościach, po ostatnim incydencie. A teraz miłej kolacji.
Starszy mężczyzna zaklaskał dwa razy i na stołach pojawiło się sporo jedzenia, do tego prawa ściana, przy której nie było okien, ani mebli przesunęła się i ukazała się lada z kucharkami, gdzie można było sobie nałożyć niemożliwie wielkie ilości jedzenia, które było bardzo różnorodne. Emily najadła się tym, co pojawiło się na ich stoliku na samym początku, więc odsunęła od siebie pusty talerz i wyciągnęła się. Pozostali jedli, więc dla zabicia czasu, rozglądała się dookoła.
Zobaczyła, jak na podwyższeniu stoi Aron, Lun oraz Mysterium i najęcie o czymś rozmawiają. Nagle dziewczyna odwróciła się w stronę Emily, po czym zrobiła duże oczy. Niespodziewanie Mysterium złapała się za głowę dwiema dłońmi, zrobiła minę pełną bólu i upadła na kolana. Wszyscy ze stołówki patrzyli teraz w tamtą stronę, podchodząc szybko. Przyjaciele również ruszyli w tamtą stronę, gdy usłyszeli, jak Aron krzyczy, żeby ktoś pobiegł po lekarstwa. Emily przepchnęła się przez tłum i stanęły na przeciwko Mysterium, która trzymała się za głowę i miała mocno zaciśnięte powieki. Gdy zbliżyła się nieco do niej, ta gwałtownie otworzyła oczy, z których zaczęły płynąc strumienie łez, zasłoniła uszy i zaczęła krzyczeć potwornie głośno:

- Nie, zostawcie ją! Nie Emily! Emily! Przestańcie! Nie!!! Emily!!!
Dziewczyna odsunęła się od Mysterium odruchowo i wpadła na Thomasa, który ją zatrzymał. Aron próbował uspokoić krzyczącą, ale ta nawet nie zwracała na niego uwagi, zdawała się widzieć oraz słyszeć coś, czego oni nie byli w stanie. Po chwili do sali wpadło kilka starszych osób razem z Lunem. Mężczyzna stanął nad Mysterium z fiolką, odkręcił ją i wysypał na głowę dziewczyny złoty pył. Po chwili krzycząca gwałtownie się uspokoiła i mdlejąc, ostatnie słowa jakie powiedziała, to :
- Nie zabijajcie Emily...
 Po czym osunęła się, a Aron ją chwycił. Emily patrzyła na Mysterium oczami pełnymi łez oraz wyraźnie zdziwionymi. Była przerażona tą całą sytuacją. Nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego jest w to wmieszana. Oddychała głośno i spojrzała szklanymi oczami na Arona oraz Luna. Po chwili starszy mężczyzna podszedł do niej, a następnie powiedział:
- Musisz ją uratować, zanim umrze, inaczej stracimy wszelaką nadzieję, że ty będziesz mogła żyć.

_____________________________________________________________

No to 8 rozdział za mną ;). Cieszę się i uważam, ze nawet nieźle mi wyszedł, a zwłaszcza te akcje ;D
Mam nadzieję, że wam też się podoba ;). Piszcie wrażenia w komentarzach, liczę na was! <3
Proszę was bardzo, żebyście wchodzili w zakładkę PYTAJ, O CO CHCESZ ;). Fajnie jest odpowiadać w imieniu bohaterów, a jak na razie nikt nie ma żadnych pytań do nich ;/. A szkoda. Oby po tym rozdziale, większość z was weszła w tą stronkę i spytała o rzeczy, które was trapią ;). Liczę na was i w tej sytuacji ;*
Do poczytania ! Mam nadzieję, że się podobało <3!